Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akcje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 października 2017

Moim marzeniem jest pomalować wszystkie niechciane butelki świata

Butelki i słoiki maluję już od kilkunastu lat. Pomalowałem już chyba z tysiąc butelek, słoików i innych szklanych pojemników (nie licząc starych dachówek czy polnych kamieni). Wszystkie rozdałem i powędrowały w różne miejsca Polski, Europy i świata. I ciągle mam pełne kartony czekających na kontakt z pędzlem i ludzkimi rozmowami.

Moim marzeniem jest pomalować wszystkie butelki świata – te niechciane, wyrzucone, zaśmiecające, niepotrzebne. By przez malowanie przywrócić im sens, uwagę, by ten sens, piękno i użytkowość ktoś na powrót zobaczył. I nie wyrzucał, lasu nie zaśmiecał, jeziora nie dewastował, konsumował mniej. Mniej materialnie więcej duchowo. Niemożliwie? Za dużo? Może będzie ich mniej... tych niechcianych i wyrzuconych. pomocną może być zasada trzech U: Unikaj kupowania rzeczy zbędnych (ciesz się tym co masz, szanuj to, ceń trwałe i solidne), Użyj tego jeszcze raz (przykładem może byc wykorzystanie starej butelki, zarówno w celach użytkowych jak i dekoracyjnych - pomalowanie pomaga), Utylizuj (czyli poddaj recyklingowi)..

Nie ma rzeczy niepotrzebnych. I ludzi. Jest tylko nadmierna i powierzchowna konsumpcja rzeczy jednorazowych. Chciałbym im przywrócić długotrwałość i godne życie pełne sensu. Rzeczom i ludziom. Dużo tych niechcianych butelek (zapewne i ludzi). Wyrzuconych, za płot, za miedzę, za granicę, byle dalej z oczu. Odgrodzić się od tego „śmietnika” wysokim murem, kolczastym płotem…

Maluję, maluję a końca nie widać. Może ktoś pomoże je pomalować (i przywrócić sens)? Może razem, po wspólnej refleksji, odejdziemy od rozrzutnej kultury jednorazowości i przestaniemy dewastować zasoby Ziemi oraz estetykę krajobrazu, tego przyrodniczego i kulturowego? Może przestaniemy po prostu wyrzucać, a jednorazowość zastąpi długu cykl życiowy… opakowania. Piękno i trwałość przeciw tandecie i jednorazowości.

W piątek 13-tego października 2017 r. odbył się wernisaż wystawy Grupy A*R*T (czytaj więcej na ten temat). I ja też po raz siódmy wystawiłem swoje malowane butelki, zarówno te znalezione w krzakach czy jeziorze, jaki te niewyrzucone (choć niepotrzebne) oraz podarowane przez znajomych (nie wyrzucają tylko oddają, by pomalować i by poszły w świat całkiem potrzebne). Malowane w bioróżnorodność, rośliny i owady naszego regionu. Ginąca i niedoceniana różnorodność biologiczna, niszczona przez zaśmiecanie krajobrazu i dewastowanie przyrody rozpasaną konsumpcją we wszystkich wymiarach.

Na wystawie znalazły się butelki malowane na lipcowym plenerze w Reszlu  Niektóre pomalowane w reszelskim cittaslow już tam pozostały. Oraz butelki pomalowane w czasie wrześniowej  Olsztyńskiej Wystawy Dalii. Wszystkie powstawały w czasie spotkań z ludźmi. W czasie rozmów, rozmyślań i wzajemnych inspiracji. Bo człowiek na sens jedynie wśród ludzi. Nawet jeśli jest samotny czy rozmyśla lub tworzy na pustkowiu. I sztuka też (ma sens jedynie wśród ludzi). Grupowa arteterapia, gdy mamy okazję dostrzegać siebie w procesie tworzenia. Ważny jest proces a nie produkt (finalny).

Żyj długo i z sensem. I pozwól żyć innym. Rzeczom i ludziom. W pośpiechu nie dostrzeżesz ani piękna ani sensu.


Czytaj też: Kup nowy odkurzacz, czyli prawo do naprawy

wtorek, 2 grudnia 2014

Gadające dachówki jako popularyzacja wiedzy i innowacja

(Wystawa w Restauracji Cudne Manowce)
Popularyzacja wiedzy przyrodniczej i edukacja ekologiczna mogą mieć różną formę. Na przykład malowanych dachówek z kodami QR. Akcja z "gadającymi dachówkami" rozwija się w najlepsze. Jest to etap wdrażania innowacji. Staz jest dla mnie procesem badawczym i uczeenia sie zarazem. Wracając od dachówek, były pierwsze plenery (i będą kolejne), są już pierwsze wystawy, a niebawem pierwsza publiczna litytacja w olsztńskim BWA. Dachówki w najbliższych tygodniach wykorzystamna kilku otwartych wykładach (poza murami akademickimi).

Stare dachówki pochodzą z różnych miejsc naszego regionu. Zamiast być wyrzucone na śmietnik zamieniają się w piękne dekoracje. Kryją w sobie bogatą historię życia codziennego w naszym regionie. Odkrywanie tej historii jest edukacją historyczną. Motywy na dachówkach w większości nawiązują do przyrody regionu, popularyzują wiedzę o regionalnej różnorodności biologicznej. Jest to więc także edukacja przyrodnicza (ekologiczna). Poprzez naklejone na dachówkach kody QR artystyczne rękodzieło łączy się z nowoczesną elektroniką. Za pomocą smartfonów czy tabletów, kody QR umożliwiają szybkie dotarcie do opowieści o lokalnej różnorodności biologicznej (wcześniej zamieszczone w internecie). W taki sposób łączy się dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze z nowoczesnymi technologiami informatycznymi.

Gadające dachówki to cykl spotkań w przestrzeni publicznej, integrujących społeczność lokalną i nawiązujących przez sztukę do budowania tożsamości regionalnej . Projekt łączy w sobie oryginalną edukację przyrodniczą z aktywnością artystyczną oraz odbudowywaniem relacji międzyludzkim. Łączy także tradycyjne techniki plastyczne i wiedzą biologiczną z nowoczesnością i mobilnym internetem.

W dawnych społecznościach wiejskich wspólna praca przy darciu pierza, kiszeniu kapusty czy łuskaniu fasoli była okazją do spotkań i dyskusji utrwalających tożsamość. Opowiadano legendy. Świat się ogromnie zmienił, na nowo wymyślać musimy integrujące spotkania w przestrzeni publicznej. Malowanie dachówek, z przeznaczeniem na cele charytatywne, jest jedną z takich możliwości uwspółcześnionego „łuskania fasoli”. A spotkaniom towarzyszą także opowieści o roślinach, grzybach, zwierzętach i ekosystemach Warmii i Mazur.


(Slajd z wykładu
pt. Co można z chwastów wyczarować - dziedzictwo przyrodnicze i kulturowe regionu)

(Slajd z wykładu pt. Mikołaj Kopernik, Święty Mikołaj i bioróżnorodność)

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Projekt jako forma dydaktyczna i nie tylko

(Damnica k. Słupska, przełom lat 80  i 90. XX wieku)
Do nauczania metodą projektu dojrzewałem powoli przez wiele lat. Najpierw był to udział w różnego typu działaniach studenckich, od obozów naukowych, przygotowywania żakinady, działaniach studenckiego Klubu Docent, itp. Tak nieświadomie zbierałem doświadczenia jako uczestnik. Potem była współpraca z nauczycielami i edukacja ekologiczna, często w formie aktywizującej oraz opieka nad studenckim kołem naukowym.

Po przemyśleniach stwierdziłem, że warto tę metodę świadomie i w pełni wykorzystać w codziennej dydaktyce akademickiej. Zaczęło się od działań w ramach studenckiego koła naukowego, którego byłem opiekunem. Potem włączyłem do zajęć ze studentami biologii w ramach przedmiotu ochrona środowiska. Bardzo dobrze wychodziły projekty ze studentami zaocznymi na kierunku socjologia, pedagogika i ekonomia (przedmiot edukacja ekologiczna), z którymi miałem gościnne zajęcia w WSIiE TWP w Olsztynie. Teraz staram się włączać elementy metody projektu na wszystkich typach zajęć, np. ekologii jezor, autoprezentacji czy nawet na seminarium licencjackim nie zapominając o ochronie srodowiska. Projekt może być różnie zdefiniowany. Zaczynałem od projektów zorientowanych na ochronę przyrody oraz edukację ekologiczną.

(Chyba na pikniku archeologicznym w Gadach.)
Na wiedzę składa się kilka elementów: wiem (zestaw wiadomości, informacji), rozumiem (rozumienie informacji i ich wzajemnych relacji, struktura wiadomości), działam (wykorzystanie posiadanej wiedzy i jej rozumienia w działalności praktycznej, zastosowanie wiedzy). Wiedzę łatwo przekazać na wykładach, umiejętnści - na ćwiczeniach. A jak nauczyć działania? Skuteczną metodą jest projekt (metoda zaliczana do nauczania problemowego). Proponowany mały projekt jest uzupełnieniem kształcenia w formie wykładów i ćwiczeń. W przyszłej pracy zawodowej przydatna będzie nie tylko wiedza w formie wiadomości i rozumienia, ale i umiejętność działania. Do tego ostatniego potrzebne są także kompetencje społeczne, w tym umiejętność pracy zespołowej.

Jaki jest główny cel akcji?
Jest to pytanie, na które trzeba poszukiwać odpowiedzi już na etapie wymyślania i planowania akcji. Działania muszą być nakierowane na cel, najlepiej w pełni uświadomiony przez wszytskich uczestników. Na przykład celem akcji sprzątania (zbierania śmieci w lesie)  jest przede wszystkim zmiana świadomości, stylu życia i codziennych nawyków a nie tylko jednorazowe zbieranie śmieci (po kimś). Akcja zbierania jest tylko pretekstem do zwrócenia uwagi na szerszy problem. A jeśli tak, to o sukcesie decydować będzie zmiana postaw i dotarcie z przekazem do dużej liczby odbiorców, a nie tylko liczba zebranych worków śmieci. Pierwszym elementem jest dostrzeżenie (samemu oraz ukazanie innym) problemów odpadów (rosnąca konsumpcja towarów jednorazowych, rosnące wysypiska, śmieci zalęgające w lasach i zakątkach przyrodniczych, szkody dla środowiska przyrodniczego). Po drugie pokazać (i samemu zobaczyć) jak prostymi działaniami można to zmieniać. Im więcej osób w różnorodny sposób będzie brało udział (choćby tylko jako bierni obserwatorzy), tym większy sukces akcji. Dlatego ważna jest współpraca z mediami oraz efektywne wykorzystanie internetu: blogów, stron internetowych, portali społecznościowych. Dziennikarstwo obywatelskie może znakomicie wspierać tradycyjne media.

Celem akcji może być zwrócenie uwagi na ekologię i gospodarkę leśną, a głównym "eventem" będzie udział w sadzeniu lasu. Taką akcją można zwrócić uwagę na zaśmiecenie lasów, na ochronę bioróżnorodności, na globalne zmiany atmosfery itd. Innym przykładowym pomysłem może być malowanie butelek i słoików a oprzez to zwrócenie uwagi na problemy recyklingu czy nadmiernej konsumpcji towatów jednorazowych.

Zmienianie świata na lepsze najlepiej zaczynać od siebie samego. Kropla drąży skałę. Najprościej dołączyć do innych (np. Dzień Ziemi, Sprzątanie Świata, akcje regionalne i lokalne). Udział w czymś wielkim, ważnym motywuje do działania. W grupie łatwiej i przyjemniej. Zacząć samemu i przyciągnąć innych. Zacząć od siebie, przełamać swoją nieśmiałość, nauczyć się efektywnego działania.

(Sadzenie lasu, ze studentami biologii i młodzieżą szkolną, 2012 r.)

Planowanie
Kto – role i zadania, kto za co jest odpowiedzialny.
Co – co będzie wykonane, jakie będą poszczególne zadania (np. przynieść worki, skontaktować się z odbiorcą wypełnionych worków, przygotować ognisko, kontakt z mediami, zorganiozwać transport, umieścić mapkę w internecie, napisać notatke prasową, itd.).
Kiedy – harmonogram działań, etapy, kamienie milowe, kto co i kiedy wykona.
Monitorowanie – jak sprawdzać czy planowanie, przygotowanie i realizacja są właściwie wykonywane (zebrania, czy wszyscy mają worki, czy zostały zabrane, czy ukazał się artykuł w prasie itd.).
Ewaluacja (czy były informacje w mediach), ile osób przyszło, jakie są efekty, co w nas się zmieniło? Jeśli znamy cel łatwo zaplanować czy i w jakim zakresie został on zrealizowany.

Etapy realizacji 
Najpierw musi być cel akcji, świadomość co i po co chce się zrobić (potrzebna więc dyskusja). Kolejnym etapem jest planowanie akcji (kto, co, kiedy, monitoring, ewaluacja). O sukcesie decyduje dobry pomysł, dobra współpraca w grupie, konsekwencja w działaniu i motywowanie (zwłaszcza w chwilach trudnych). Ważnym elementem jest zarządzanie (kierowanie), zarówno w czasie przygotowywania akcji, kierowanie jej realizacją jak i zakończeniem.

W trakcie dyskusji i planowania muszą wykrystalizować się role i zadania poszczególnych osób. Na formalnych i nieformalnych liderach spoczywa funkcja kierowania, przydzielania zadań, sprawdzanie wykonania i motywowania. Przydatni mogą być konsultanci – osoby z doświadczeniem w realizacji podobnych przedsięwzięć.

Świętowanie
Dlaczego musi być ognisko lub inna forma wspólnej zabawy? Udział w akcji jest dobrowolny. Nie można nikomu niczego nakazać (na tym polega specyfika pracy z wolontariuszami). Wspólne ognisko na zakończenie jest sposobem świętowania i spotkania towarzyskiego, równie istotnym jak samo sprzątanie. Jest także okazją do wstępnego podsumowania projektu (akcji), jak i okazją do publicznych podziękowań i "spłacenia" sponsorów.

Do udanego projektu (akcji prośrodowiskowej) istotne są dwa elementu: zrobić coś ważnego oraz przyjemność ze wzajemnego spotkania z ludźmi (człowiek jest istotą społeczną i towarzyską). Cała akcja wraz z ogniskiem (lub spotkaniem w klubie) może być dodatkowym elementem integracji grupy studenckiej lub całego roku. Jest jeszcze trzeci wazny element - okazja. Jeśli jest to włączenie się w powszechnie znany projekt typu Dzień Ziemi czy Sprzątanie Swiata, wtedy łatwiej o uwagę mediów. Dodatkowo uzasadnienie akcji i motywowanie do działania jest już w dużym stopniu sformułowane. Jeśli robimy coś zupełnie indywidualnie, wtedy ową okazję (formalny pretekst) trzeba wymyśleć. Może to być nawet majówka czy święto narodowe 11 listopada (niekonwencjonalny patriotyzm, z myślą o małej lokalnej ojczyźnie). Pretekst i okazja zawsze się znajda, trzeba tylko odrobiny kreatywności.


(Giławy, ze studentami pedagogiki z WSIiE TWP w Olsztnie)

Plan
Co i gdzie zrobimy? Jaki fragment wybierzemy do posprzątania? Lub gdzie zasadzimy drzewa? Dlaczego ten obszar? Może to być np. lasek przy Jez. Kortowskim, gdzie wypoczywają studenci (a więc sprzątamy sami dla siebie, aby wypoczywać i piknikować w ładniejszym otoczeniu, także w czasie Kortoiwady). Może to być teren wokół dowolnego innego jeziora (także teren rekreacyjny). Mogą to być okolice jez. Tyrsko i Redykajny (prowadzone badania oraz sąsiedztwo miejsc do rekreacji – Kojrys). Może to być akcja zorganizowana w Ornecie, Iławie, Jonkowie, Morągu, Nerwiku, Dzierzgunach itd. (celem będzie pokazanie się w społecznościach lokalnych jako swoisty „uniwersytet polowy”) lub innym miejscu ważnym dla części studentów (uczestników).

Kto weźmie udział? Czy tylko studenci z grupy? Jak poinformować i zachęcić innych? Czy organizować dodatkowe spotkania? Czy przygotować plakaty? A może nagłośnić akcję w gazecie czy radiu (Radio Olsztyn, UWM FM itd.) lub w internecie?. Jak przygotować notatkę prasową dla gazety i radia? Co w tej akcji jest niezwykłego, ciekawego, wyjątkowego? Jak zorganizować przepływ informacji między osobami kluczowymi, organizującymi akcję? Spotkania? Telefony? SMS-y? Strona WWW? Facebook?

Skąd zdobyć pieniądze? Czy we własnym zakresie (każdy przychodzi ze swoimi workami, rękawiczkami i wiktuałami na ognisko), czy też poszukać sponsorów? Kto mógłby przekazać worki na śmieci i rękawiczki? Kto mógłby zapewnić wywóz zebranych śmieci i kiedy? Czy znalazłby się sponsor ognisko i na jakich warunkach? Czy planowane będą inne wydatki (np. papier i farby na plakaty) – a może znajdzie się sponsor?

(Szukanie wsparcia finansowego w Wojewódzkim Funduszu Ochrony Środowiska i Gopspodarki Wodnej w Olsztynie)
Działanie (np. sprzątanie). Kto, gdzie i kiedy dostarczy worki, gdzie się zbieramy, przydział miejsc do sprzątania. Gdzie mają być składowane wypełnione worki, kto i kiedy je uprzątnie. Kto będzie miał apteczkę (na wszelki wypadek). Osoby i telefony kontaktowe.

Świętowanie. Gdzie i kiedy spotkamy się po akcji? W klubie czy na ognisku nad jeziorem? Czy znajdą się sponsorzy? Jeśli tak, to czy będą na wspólnym spotkaniu i w jaki sposób im podziękować (informacja na plakatach, stronie WWW, w prasie, na antenie radia?)

(EKOrtowo, sprzatanie Lasku Kortowskiego, ze studenami biologii i innymi, chyba 2007 r. W tle Jezioro Kortowskie)

Zobacz także prace:

  • Czachorowski S., 1997. Lokalna Agenda 21. Globalny program działań - inicjatywy lokalne. Fundacja Ecobaltic, Gdańsk, 43 str.
  • Czachorowski S., 1998. Ekologia krajobrazu - edukacja środowiskowa w szkole. RCEE w Olsztynie, 40 str.
  • Czachorowski S., 1998. Ochrona środowiska z perspektywy domowego. RCEE w Olsztynie, 47 str.
  • Czachorowski S., 1998. Urodzić drzewo – badacz przyrody. RCEE w Olsztynie (Biblioteczka Zielonej Szkoły), 38 str.
  • Czachorowski S., 2000. Zostań ekologicznym konsumentem. Wyd. Starostwo Powiatowe w Kwidzynie i CEE w Kwidzynie, 32.


niedziela, 17 marca 2013

Batikowe smoki z Ornety czyli współpraca z regionem

Otwarcie wystawy pokonkursowej, Orneta 2006.
Ornecki projekt "Z uniwersytetem na Ty" (przeczytaj więcej o tym projekcie) przyniósł konkretne efekty i inspiracje. Tych kilka wyjazdów i współpraca z samorządami pozwoliło mi lepiej zrozumieć potrzeby małych środowisk.
  

Po warsztatach biologiczno-ekologicznych była wystawa konkursowa, malowanie smoków i w końcu prezentacja Ornety w Olsztynie.

Malowanie batikowych smoków

Rolą stolicy regionu i uniwersytetu nie jest wysysanie najzdolniejszych i najbardziej kreatywnych ludzi do „stolicy” ale takie kształcenie, aby byli w stanie rozwijać siebie i swoje lokalne otoczenie. Uniwersytet powinien inspirować i ksztłącić kapitał społeczny. Żeby jednak kształcić dla regionu i wyposażać studentów w rzeczywiście przydatne kompetencje, trzeba wyjść zza akademickiego biurka i zobaczyć, na czym polega zycie „daleko od szosy”. Trzeba wspólnie poszukiwać kreatywnych rozwiązań i możliwości rozwoju gospodarki opartej na wiedzy.
Orneta w Olsztynie, mój malowany parabatikowy smok. 

Studenci biologii zostali dostrzeżeni (może najmniej w Ornecie). Dość szybko pojawiła się propozycja z redakcji Gazety Olsztyńskiej zorganizowania Mini-eko pikniku na Starym Mieście w Olsztynie pod patronatem tegoż dziennika. Odbyły się dwie edycje, w lipcu 2005 oraz 2006 roku.
Na bazie doświadczeń z Ornety, studenci (przy moim dyskretnym wsparciu) sami opracowali program, znaleźli fundusze i zrealizowali mini-ekopiknik, przy sporym zainteresowaniu lokalnych mediów. Jedna z absolwentek, wiele lat później, została dziennikarzem prasowym.

Kolejnym beneficjentem tych projektowych doświadczeń była szkoła przy szpitalu psychiatrycznym. Studenci biologii zrealizowali „Wieczór magii i ziół” w dość nietypowych i trudnych edukacyjnie warunkach.

Kolejnymi efektami projektu „Z uniwersytetem na ty” były staże studentów w przedsiębiorstwach turystycznych, w czasie których łączyli swoją wiedzę biologiczną z tworzeniem nowych „produktów” turystycznych.

Potencjał innowacyjności tylko w niewielkim stopniu zaowocował w Ornecie. Propozycje współpracy pojawiły się z zupełnie innych miejsc. Ale z punktu widzenia dydaktycznego (kształcenia studentów) i przedsięwzięcie odniosło duży sukces. Warto z takich doświadczeń skorzystać i kontynuować.

Jeszcze wiele będziemy musieli się nauczyć, aby absolwenci UWM nie byli bezrobotnymi prymusami z wysokim ilorazem IQ. Przed nami jeszcze wiele dydaktycznych poszukiwań. A może już nie długo Kortowo stawać się będzie jeszcze jedną „dolina krzemową” w zakresie innowacyjnej gospodarki?

sobota, 16 marca 2013

Smoki, rycerze i czarownice, czyli nauczanie przez projekt i tworzenie sytuacji edukacyjnych


Propozycja profesora Leszka Szarzyńskiego i zaproszenie do udziału w projekcie „Z uniwersytetem na Ty” w 2005 roku przyszła w momencie moich poszukiwań nowych form dydaktycznych, związanych z coraz wyraźniejszymi przemianami cywilizacyjnymi. Propozycja ta pojawiła się w momencie mojej konstatacji sensu istnienia kół naukowych i poszukiwania nowej inspiracji (czytaj więcej). Orneckie spotkanie „Z Uniwersytetem na ty” było intrygującym i twórczym spotkaniem. Moim intelektualnym „wkładem” było wieloletnie doświadczenie pracy w kołach naukowych wraz z coraz silniejszym „niedosytem” dyskusji nowych wyzwań edukacyjnych. W rezultacie finalny efekt był spotkaniem różnych doświadczeń i koncepcji oraz nieoczekiwanych rezultatów twórczego procesu współpracy ze studentami oraz samorządem miasta Ornety. Współobecność muzyki i sztuk plastycznych okazała się znakomitym dopełnieniem dotychczas realizowanych pokazów przyrodniczych i badań terenowych.
Smok za butelkę :). Butelkę ja malowałem, znalezioną gdzieś w lesie w czasie akcji ze studentami.

Po wielu latach aktywności w studenckich kołach naukowych (jako student oraz jako opiekun), w połowie pierwszej dekady XXI w. zastanawiałem się nad sensem kół naukowych oraz poszukiwaniem nowych form kształcenia ważnych umiejętności. Właśnie w takim momencie rozterek i poszukiwań pojawiła się propozycji prof. Szarzyńskiego i możliwość „przetrenowania” zupełnie nowej możliwości. W sumie było to zrealizowanie projektu w grupie interdyscyplinarnej (studenci innych wydziałów) jak i poza murami uniwersytetu. Miało to być działanie „na prawdę”, a nie tylko „na zaliczenie akademickie”.

W tym czasie dwie sprawy związane z wiedzą przykuwały moją uwagę. Pierwsza to coraz częściej pojawiające się informacje o przenoszeniu do Polski laboratoriów różnych firm. Polacy są dobrze wykształceni, kreatywni i... stosunkowo tani. Tak samo dobrzy jak specjaliści z Europy Zachodniej, ale jednocześnie godzący się na niższe pensje. Wysiłek Polaków ostatnich 15 lat skierowany na własną edukację przynosił rezultaty. W pierwszej dekadzie XXI w. mieliśmy 5 razy więcej studentów przy miej więcej takich samych nakładach z budżetu na kształcenie wyższe (ale dużym wkładem były prywatne pieniądze studiujących zaocznie i na uczelniach niepaństwowych). Już nie tylko najlepsi emigrują za chlebem, ale Polska traktowana jest jako zagłębie „surowcowe” gospodarki opartej na wiedzy.

Drugim faktem były badania ostatnich lat nad ludzką inteligencją i sukcesem zawodowym. Przez wiele lat gloryfikowaliśmy zdolności intelektualne mierzone testem IQ. Okazało się jednak, że szkolni prymusi i osoby z wysokim IQ wcale statystycznie nie odnoszą większych sukcesów zawodowych. Nie samymi wiadomościami człowiek żyje. Okazało się, że bardzo ważna jest także inteligencja emocjonalna. O sukcesie życiowym decyduje również zdolność pracy w grupie, umiejętność nawiązywania kontaktów i radzenia sobie z problemami.

Jak więc kształcić naszych studentów? I czego i uczyć? Czy nasi prymusi będą także prymusami w życiu zawodowym, czy będą ludźmi szczęśliwymi? Jest to pytanie o misję uniwersytetu i strategiczne cele kształcenia. W tym miejscu przypomina mi się pewna bajka (edukacyjna).

Było to dawno, dawno temu. Pewien zdolny chłopak zgłosił się do kowala na naukę, tego trudnego acz popłatnego zajęcia. Przez kilka lat uczył się pilnie pod czujnym okiem swojego mistrza. Nauczył się biegle wywijać młotem, wykuwać podkowy, lemiesze, miecze, i zbroje. Zdobywszy te umiejętności ruszył w świat szukać pracy. Pokazując swoje wyroby, szybko znalazł pracę w książęcym zamku. Zaprowadzono go do zamkowej, dobrze wyposażonej kuźni. I dostał zlecenie. Jednakże po kilku dniach młodego kowala przepędzono precz. Okazało się, że nauczył się wielu różnych rzeczy, ale zabrakło mu najważniejszego: nie nauczył się rozpalać kowalskiego paleniska… Stracił pięć lat na naukę a został bezrobotnym. 

A czy nasi studenci, opuszczający mury UWM w Olsztynie, nie są aby takimi niedouczonymi kowalami? Cóż po wielkiej wiedzy w głowie, kiedy nie wiadomo jak ją zastosować? Nasz region łaknie młodych kadr, młodych i profesjonalnych Judymów i Siłaczek, którzy nie tylko znajdą pracę, ale stworzą miejsca pracy dla innych. Czy UWM jest (lub ma szansę być) tryskającym źródełkiem takiego właśnie potencjału intelektualnego, gaszącego „pragnienie” wymierającej prowincji i potencjału zwabiającego inwestorów zagranicznych?

Niektórych umiejętności nie sposób nauczyć się tylko słuchając wykładów. Najpełniejsza nauka, to nauka przez działanie. Czy biologowi wystarczy głęboka wiedza o bakteriach, roślinach, genach, owadach czy ekosystemach? A co z umiejętnością współpracy w grupie, umiejętnością organizacji i kierowania pracą zespołu, a co z własną autoprezentacją i poszukiwaniem funduszy na realizację projektów?

Doskonałą okazją do realizacji wyżej wymienionych wyzwań edukacyjnych był udział w spotkaniach „Z uniwersytetem na Ty”, organizowanych przez prof. Leszka Szarzyńskiego i Urząd Miasta i Gminy w Ornecie. Po wstępnych rozmowach, w ramach realizacji typowego projektu, w ciągu niespełna trzech tygodni wspólnie ze studentami stworzyliśmy program spotkania ph. „Rycerze, smoki i czarownice czyli przyroda Ornety od średniowiecza do współczesności”. Realizacja odbyła się 7 czerwca 2005 r. Była to znakomita okazja do promocji uczelni, uniwersytetu trafiającego „pod strzechy”. Ale przede wszystkim było to procentujące doświadczanie edukacyjne dla mnie jako nauczyciela akademickiego. Miałem okazję samemu w pełni uczestniczyć, obserwować studentów w trakcie zajęć, a potem przez ponad rok obserwować efekty dydaktyczne. Niektóre z nich są zaskakujące i nieoczekiwane. Były wykłady, pokazy, koncert, wystawa owadów, pokaz i współuczestnictwo w malowaniu butelek, wywiady dla radia, pisanie artykułów. Tylko część rezultatów „okrzepła” w samej Ornecie. To właśnie w Ornecie nauczyłem się malowania butelek...

W naszym regionie jest wiele miejscowości, które potrzebują nowych pomysłów, inspiracji na własną promocję i aktywizację lokalnych społeczności. Młodzież nie powinna uciekać w świat, szukając czegoś dla siebie. Uniwersytet nie powinien jedynie zasysać najzdolniejszych, „eksportując” ich dalej za granicę. Misją Uniwersytetu jest intelektualne zasilanie owej „prowincji”. To jest drugi powód, dla którego inicjatywę prof. L. Szarzyńskiego przyjąłem z uznaniem i zachęciłem do włączenia się studentów biologii.

Studenci z mojego Studencko-Doktoranckiego Koła Naukowego Ekologów brali już udział w różnorodnych projektach i przedsięwzięciach. Ale nauki nigdy dość, tym bardziej, że ciągle przychodzą nowi. Im też warto stworzyć dogodną okazję do nauki przez działanie oraz przybliżyć do potencjalnego pracodawcy. Spotkanie w Ornecie umożliwiło współpracę także z Kołem Naukowym Mikrobiologów, studentami z Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa oraz Wydziału Nauk Społecznych i Sztuki... jak również z młodymi dziennikarzami z Radia UWM-FM. Nawiązane kontakty procentowały w przyszłości.

Nasz region żyje z turystyki. Brakuje jednak jeszcze wystarczającej i bardzo atrakcyjnej oferty turystycznej. Orneta – tak jak i reszta regionu – poprzez zabytki może nawiązywać do średniowiecza. Przyrodnik może zadać pytanie: jak wtedy ludzie żyli, jaka wtedy była przyroda? Czy średniowieczni rycerze, mieszczanie i chłopi słuchali takich samych ptaków, oglądali takie same jak dziś gatunki roślin i zwierząt? Przyroda od tego czasu mniej lub bardziej się zmieniła. Tym zajmują się botanicy, zoolodzy, ekolodzy. Żeby móc opowiadać o lokalnej przyrodzie, atrakcjach i ciekawostkach… trzeba wiedzieć co żyje wokół nas. Potrzebna jest więc inwentaryzacja przyrodnicza. Lokalnym samorządom w zdobyciu tej wiedzy pomóc może UWM w Olsztynie.

W klimat średniowiecza wprowadzili muzyką studenci z Wydziału Nauk Społecznych i Sztuki. O rycerzach opowiadał Witold Szczepański, biolog a „po godzinach” członek olsztyńskiego bractwa rycerskiego. Przy wsparciu swojej damy serca opowiadającej o księżniczkach i czarownicach, a przy okazji o agroturystyce. Nie obyło się też bez konkursów zręcznościowy dla uczniów. W herbie Ornety jest smok. Ważki – to owady wodne powszechnie znane. Ich angielska nazwa to dragonfly - latające smoki (lub smoko-muchy)! Są więc wokół nas żyjące współcześnie „smoki”. Nie porywają już księżniczek, ale są równie ciekawe i intrygujące. Studenci nie tylko opowiadali o świecie owadów i ich bajkowych nazwach, ale również demonstrowali owady żywe i w zasuszone w gablotach. To przyciągnęło uwagę nie tylko najmłodszych.

Podobno w okolicach Ornety spalono na stosie ostatnią czarownicę z Warmii. Z czarownicami kojarzą się zioła, mikstury i trucizny. To dobry pretekst, aby o powiedzieć o leczniczych właściwościach ziół. O innych, niewidocznych gołym okiem „szkodnikach” opowiedzieli studenci z Koła Naukowego Mikrobiologów, serwując prawdziwy jogurt i różne gatunki sera, a na szalkach pokazując różne szczepy bakterii.

Współczesnym problemem naszego regionu są rosnące góry śmieci. Do współczesnego stylu życia niezbędną jest umiejętność i przyzwyczajenie do recyklingu i selektywnej zbiórki odpadów. W wielu miastach jest to już codziennością. Co można zrobić dla najbliższej okolicy, aby była czysta i atrakcyjna turystycznie? Można na przykład posprzątać dzikie zakątki przyrody. Czy stara butelka nadaje się tylko na wyrzucenie do lasu? Nie, można wykorzystać ją jako surowiec malarski i zrobić ozdobę. W czasie spotkania studenci nie tylko opowiedzieli o recyklingu i reusingu (powtórne użycie), ale poprowadzili warsztaty malarskie, pod czujnym i wprawnym okiem p. Grażyny Borys. We wzornictwie dominowały oczywiście rośliny i owady.

A po co to wszystko? Aby pokazać, jak wiedza zdobyta na uniwersytecie, może być zamieniona na praktyczną ofertę turystyczną.

Pomysł ze smokiem zaowocował później wspólnym przedsięwzięciem w 2006 roku w Ornecie: malowaniem smoków zmodyfikowaną techniką batiku, a następnie licytacją namalowanych przez orneckich „vipów” dzieł w czasie dnia Ornety w Olsztynie (Olsztyńskie Lato Artystycznie). W rezultacie pomysł zaczął funkcjonować jako „markowy produkt turystyczny” in statu nascendi. Być może już niedługo turyści przyjeżdżać będą do Ornety posłuchać i oglądać rycerzy w czasie walk, uczestniczyć w sabacie czarownic, poradzić się w sprawie ziół na wątrobę, miłość i na psa urok (a może samodzielnie pozbierać w pełni księżyca?). W końcu można będzie podglądać przyrodę z żywymi „smokami” włącznie. Czy można podglądać świteziankę dziewicę? Można, bo to nazwa jednego gatunku ważki. Na koniec kupić sobie coś na pamiątkę z lokalnego rękodzieła: gliniane garnki, malowane butelki ze „średniowieczną” zawartością (kwas chlebowy, piwo domowe, miód pitny czy sok z malin albo cudowna mikstura na kurzajki).

Po wielu latach ten kierunek poszukiwań intelektualnych zaowocował tworzeniem z Wydziałem Humanistycznym kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodenicze.

W Ornecoe studenci mieli okazję poznać swoje możliwości. Kilkakrotnie musieli improwizować. Myślę, że teraz odważą się na kolejne już większe wyzwania – bo wiedzą, że poradzą sobie w trudnych i stresowych sytuacjach. Niektórzy po raz pierwszy stanęli przed reporterskim mi-krofonem i trema paraliżowała. Następnym razem z pewnością będzie łatwiej. Tej wiedzy nie zdobyliby na żadnych, nawet wielogodzinnych wykładach. Bo można wiele mówić o miłości, ale kto nigdy nie kochał i nie był kochany i tak nie będzie rozumiał tego słowa...

Wielogodzinny wysiłek studentów opłacał się (choć z tego nie będzie żadnego zaliczenia ani oceny). Już na drugi dzień pojawiły się pierwsze oferty. Intelektualny ferment uniwersytetu trafił pod kolejne „prowincjonalne strzechy”. A ja ugruntowałem swoje przeświadcznie, ze warto właczać nauczanie metoda projekty w codzienną, uniwesytecką dydaktykę.

Ornecki projekt  i nasz udział został opiany w książce Stanisława Achremczyka "Orneta. Dzieje miasta", wydanej w 2006 roku.

A także w eseju, opublikowanym w Forum Akademickim (Czachorowski S., 2005. Smoki, rycerze i czarownice. Forum Akad., 11: 40-42.)

środa, 13 marca 2013

Doświadczenie zdobywane na ulicznym parkingu


Przewrotny tytuł mógłby sugerować najstarszy zawód świata, sprzedawanie gazet lub mycie szyb samochodowych. Nic z tych rzeczy. To tylko próba poszukiwania nauczania przez działanie i niekonwencjonalnych sposobów edukacji ekologicznej i popularyzacji idei zrównoważonego rozwoju terenów zurbanizowanych. Zanim zaproponuję coś studentom to staram się poćwiczyć na sobie. Bo jak zachęcać studentów do realizowania zadań w formie projektu (np. w ramach przedmiotu ochrona środowiska dla biologów czy autoprezentacja dla biotechnologów) jeśli samemu się tego nie robiło? Jak namawiać do współpracy z mediami, uczyć pisania notatek prasowych, udzielania wywiadu itd., jesli samemu się tego nie próbowało? Jak nauczać współpracy z samorządem i poszukiwania sponsorów jeśli czytało się o tym tylko w książkach?

A przy okazji jest to forma kawiarni naukowej (misja otwartego uniwersytetu). Żeby przemawiać nie trzeba używać słów. Działanie jest formą komunikowania treści. A dodatkowo uczę się przygotowywania cyfrowych i internetowo dostępnych materiałów dydaktycznych.

 

niedziela, 3 marca 2013

Profesor kolorowy i niebanalny


Wycinek pochodzi z Gazety Olsztyńskiej, chyba z 2011 roku (lub z początku 2012 r.). Moją ulubioną formą zajęć jest metoda projektu. Wiedzieć to jedno, rozumieć to drugie, a umieć tę wiedzę wykorzystać to trzeci i najwyższy element wiedzy. Przy okazji uczę studentów współpracy w grupie oraz współpracy z mediami.
Ze studentami wybieram się w różne miejsca w ramach różnorodnych projektów. Czasem zostają miłe pamiątki w postaci dyplomików okolicznościowych. Bo poza zajęciami na UWM miewam  wykłady na innych uczelniach.


piątek, 1 marca 2013

Dyplomy i podziękowania - oklaski, które długo brzmią

Oklaski po wystąpieniu (prelekcji, spotkaniu, wystąpieniu ustnym), jeśli są, to szybko wybrzmiewają i ulatują z pamięci. Czasami podziękowanie za ustny referat czy dyskusję przybierają formę dymlomów z podziękowaniami. Najbardziej sobie cenię te z małych miejscowości, wiosek i wioseczek, z małych szkół. Jest w nich coś autentycznego i naturalnego, coś prawdziwego.

Drobne działania to także inicjowanie bookcrossingu. Bo mówić można prostymi gestami. Nawet najskromniejsze działania mogą mieć większą siłę przekonywania i oddziaływania niż przemowy z trybuny. Przemawiać można na różne sposoby, niekoniecznie w formie referatu z prezentacją multimedialną.