Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studenci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą studenci. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 września 2019

Warmiobook - nietypowy egzamin z nagrodą


Czy egzamin może wyglądać inaczej i czy można dostać nagrodę za nietypowy egzamin? Pierwsze było świadomym poszukiwaniem, drugie bardzo sympatyczną niespodzianką.

Ogromnie ucieszyła mnie czerwcowa wiadomość o przyznaniu Srebrnej Odznaki dla projektu studenckiego WARMIOBOOK za akcję uwalniania książek i tworzenia półek bookcrosingowych w nietypowych miejscach. Autorami pomysłu jest grupa studentów kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie.  Więcej o odznakach przeczytacie tutaj : Odznaki Promotorów Czytelnictwa 2018.

Od dawna wykorzystuję metodę projektu na zajęciach ze studentami. Głównie były to różnego typu akcje sprzątania świata czy selektywnej zbiórki elektrośmieci w ramach zajęć z ochrony środowiska dla studentów biologii. Przygotowując program dla międzywydziałowego kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze, założyliśmy że trzeba jak najwięcej zaplanować zajęć studyjnych i projektowych. Oprócz teorii niezwykle ważne w kształceniu akademickim sa praktyczne działanie i kształcenie kompetencji miękkich, praca zespołowa, dyskusja, przekonywanie, współpraca z mediami, wykorzystanie internetowych środków przekazu itd. Takie przedsięwzięcia wymagają współpracy i ciągłej komunikacji ze studentami.

Projekt Warmiobook był przewidziany na 2-3 miesiące, po blisko dwóch latach jest ciągle żywy i to cieszy mnie ogromnie. A nagroda w postaci Srebrnej Odznaki Promotorów Czytelnictwa cieszy jeszcze bardziej. Wysiłek i kreatywność zostały dostrzeżone. Efekt jest widoczny, są półki z książkami, przynajmniej niektóre cały czas funkcjonują, co prawda nie o wszystkich piszą studenci (teraz już absolwenci) na blogu, ale są i działają. Pojawiają się kolejne inicjatywy, mimo, że już są absolwentami i dawno projekt się zakończył.

Z dydaktycznego punktu widzenia metoda projektu jest dobrym rozwiązaniem edukacyjnym nawet wtedy, gdy docelowy projekt się nie uda. Bo ważniejszy jest proces i nabywanie kompetencji a nie sam "produkt" finalny. Na własnych błędach tez się można uczyć (refleksję i ewaluację trzeba wpisać w sam proces). Przecież chodzi o kształcenie i zdobywanie wiedzy przez działanie a nie zrealizowanie jakiegoś zadania. Istota metody projektu dobrze mieści się w konstruktywizmie - wskazuje na uczenie się jako proces oraz na samodzielne zdobywanie wiedzy, w relacjach społecznych i w działaniu (jest i nawiązanie do konektywizmu). Jak oceniać postępy studenta, odchodząc od behawiorystycznych teorii nauczania i skupiania się na rankingach, ocenach? Skupić się na wiedzy? Czy może na rozumieniu? Bo żeby rozumieć, to najpierw trzeba coś wiedzieć. A może działanie jest najważniejsze? Czyli zastosowanie wiedzy w praktyce. Wiedza w sensie informacji powstaje w indywidualnych konstruktach studenckich niejako przy okazji. Najprościej można to ująć tak: żeby działać, to trzeba mieć wiedzę i ją rozumieć. Inaczej nic się nie zdziała. W także i tym projekcie chodziło także o umiejętność komunikacji we współczesnym świecie (stąd dedykowany blog i Fanpage na Facebooku oraz upowszechnianie w mediach). Uzyskana nagroda jest jeszcze jednym elementem ewaluacji projektu.

(Anna Wojszel przed swoją,
malowaną lodówką z książkami)
Studencki projekt "Warmiobook" został zrealizowany w ramach przedmiotu ekologia i ochrona środowiska na kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze. Był formą egzaminu. Jak to? Egzamin bez pisania testów czy odpowiedzi na pytania w formie ustnej czy pisemnej? Ale przecież nie chodzi o sprawdzanie wiedzy, nawet nie tylko o jej rozumienie (to już znacznie trudniej ocenić na egzaminie). To po prostu jest inne podejście teoretyczne w odniesieniu do teorii i praktyki nauczania. Dominujący w Polsce, nie tylko na uczelniach,  behawioryzm jest już mocno przestarzałą koncepcją. Przez dziesięciolecia wiedza pedagogiczna zgromadziła już bardzo dużo nowych obserwacji i hipotez. Eksperymentowaliśmy i doszliśmy do całkiem nowych koncepcji uczenia się. Pora to zastosować w praktyce, zwłaszcza uniwersyteckiej. I tej nowej dydaktyki uczę się wraz ze studentami. Eksperymentujemy na samych sobie. Razem odkrywamy choć każdy nieco różne przestrzenie.

Co to jest metoda projektu? To taki sposób wspólnego uczenia się (podkreślam, że nie nauczania a właśnie tworzenie środowiska do aktywnego uczenia się - najlepiej moim zdaniem opisuje to konstruktywizm), w którym ważna jest strategia wygrana-wygrana. Albo się uda i wszyscy wygrywają, albo jest porażka. Współpraca a nie rywalizacja. Refleksja nad błędami i niepowodzeniami też może być budująca. Przecież nauka rozwija się głownie przez popełnianie błędów. Ale jest i refleksja nad tymi błędami, wyciąganie wniosków i ciągłe doskonalenie. 

Metoda projektu wymaga współpracy (ważne są więc kompetencje miękkie) i uczenie się zachodzi w środowisku społecznym, poprzez interakcje. Ważne jest dochodzenie do rozwiązania, czyli uczenie się zarówno organizowania projektu jak i współpracy, odkrywanie swoich mocnych stron, przyjmowanie ról w grupie. Uczymy się na błędach, eksperymentach, próbach. W kontekście procesu dydaktycznego to właśnie te zdobywane przez studentów kompetencje i wiedza są najważniejsze. W końcu uczenie się jest procesem całościowym. I dlatego nie skupiam się tylko na treściach merytorycznych danego przedmiotu. Nie traktuję zajęć jako przekazywania jedynie wąskiej, specjalistycznej wiedzy. Ona musi pasować do całego systemu wiedzy i kompetencji. Jest więc to nie tyle nauczanie co tworzenie warunków do uczenia się (środowiska edukacyjnego szeroko rozumianego). Na uczelni, w której od lat odwołujemy się do modelu mistrz-uczeń, wspólne odkrywanie, wspólne uczenie się powinno być ważniejsze od nauczania. Bo przecież nie o jednokierunkowa transmisję wiedzy chodzi.

Projekt w nauczaniu wykorzystuję od dawna. W miarę upływu lat poświęcam jednak więcej czasu na refleksję i tworzenie dobrego środowiska edukacyjnego. Mniej skupiam się na efekcie projektu - bardziej na sukcesach studentów, ich doskonaleniu kompetencji twardych i miękkich. Najpierw były do zadania realizowane z kołem naukowym: obozy naukowe, konferencje, spotkania, wydawnictwa. Potem akcje realizowane w ramach przedmiotu ochrona środowiska na kierunku biologia (akcje sprzątania świata, zbiórka elektrośmieci czy zbieranie petycji w sprawie ograniczenie liczby rozdawanych toreb foliowych w supermarketach), później w ramach przedmiotu autoprezentacja. Teraz staram się metodę projektu częściej wykorzystywać na wszystkich przedmiotach.

Tworzenie dobrych warunków do studiowanie to sprawianie by studenci w jak największym zakresie brali udział w czymś więcej niż tylko wkuwania i odpytywanie. Powinni uczyć się dla życia ze wszystkimi kompetencjami miękkimi. Trzeba im tylko stworzyć odpowiednią przestrzeń edukacyjną z interakcjami interpersonalnymi i w kontakcie ze specjalistami, mistrzami, bardziej doświadczonymi badaczami. Ale także w grupie rówieśniczej.

Początkowo chciałem, aby studenci dziedzictwa w ramach projektu zajęli się jakąś akcją typu "sprzątanie świata". Bo takie projekty tkwiły w mojej pamięci, realizowane wcześniej wspólnie ze studentami biologii. Zakres miał dotyczyć szeroko rozumianej ekologii i ochrony środowiska. Ale studenci dziedzictwa mieli własne pomysły, bardziej związane z ich doświadczeniem i aktualnymi potrzebami. Nie narzucałem swojej wizji świata i swoich pomysłów. I dobrze się stało. Trzeba tylko pozwolić na samodzielność i kreatywność. Zaufać. Pomysłów było kilka. Ale ostatecznie studenci wybrali pomysł swojej koleżanki, która chciała, aby w piekarni na jej osiedlu pojawiły się książki. Na tym osiedlu nie ma biblioteki. Zatem by zaspokoić swoje i innych potrzeby zaproponowała zorganizowanie półki bookcrossingowej właśnie w piekarni. Przesłanie? Mniejsza konsumpcja dóbr różnorodnych na przykładzie książek. Nie wyrzucaj, wykorzystaj jeszcze raz. Przykład ekonomii dzielenia się i współużytkowania różnorodnych dóbr. Ma to przełożenie na świat przyrodniczy i eksploatowanie ekosystemów. Od doświadczenia do teorii. Takie trochę odwrócenie procesów. Student (a i uczeń także) może być dla siebie źródłem wiedzy. Od działania do teorii.

Jednym z elementów projektu było wywieranie wpływu na innych, w tym poprzez upublicznienie i otwartą dyskusję. Realizowali to za pośrednictwem Facebooka jak i bloga. Za pomocą małego celu, konkretnego, próbowali zmieniać świat i oddziaływać na postawy konsumenckie innych. Studenci zorganizowali zbiórkę książek, opracowali plakat, zakładki książkowe, wlepki. Wyszukali miejsca na kolejne książki. Korzystali ze swojej wiedzy, umiejętności i kontaktów (ktoś potrafił opracować graficznie - bo umie posługiwać się profesjonalnie grafiką komputerową), ktoś inny ma umiejętności poligraficzne, ktoś inny potrafi przekonać restaurację by powstała tam półka bookcrossingowa. I w końcu musieli się nauczyć prowadzić fanpage, tworzyć treści do bloga itd. Było ich niewielu, zaledwie pięć osób. Osiągnęli dużo.

Jak zawsze byłem uczestnikiem, nie stałem z boku. Czasem trzeba pomóc więcej, czasem mniej. Dzieliłem się swoimi umiejętnościami i uczyłem się od studentów. Zawsze ktoś w grupie w danym temacie wie lub umie więcej. Jedni więcej inni mniej (bo już mieli doświadczenie i kompetencje), uczyli się planowania, współpracy, motywowania się, negocjowania z innymi podmiotami itd. A przy okazji dyskutowali o szerszych problemach ochrony środowiska (w tym przypadku recyklingu, reusingu, wielokrotnego użycia, wydłużenie cyklu użytkowania produktu), problemów ochrony przyrody, zmian w ekosystemach. I pisali. Nie było to wypracowanie na ocenę wykładowcy ale wypowiedzi publiczne... poddane publicznej ocenie i reakcjom.

Ostatecznie w proponowanej piekarni półka (chyba) nie powstała. Nie powstała w czasie zajęć, ale nie wiem czy teraz jej tam nie ma. Powstało za to kilka innych półek bookcossingowych w innych miejscach, do działań dołączyły inne osoby, spoza grupy studenckiej. I po ponad półtora roku ciągle się coś dzieje. Trwały efekt. Ale znacznie ważniejsze jest to, czego nie widać. Mam na myśli wiedzę, umiejętności i kompetencje studentów. Bardzo pośrednio można wnioskować po efektach pracy. Ale tylko oni sami wiedzą czy i ile wynieśli z przedmiotu (wykłady, ćwiczenia) i w jaki sposób taka nietypowa forma egzaminu przysłużyła się w utrwaleniu wiedzy, umiejętności i kompetencji miękkich, przydatnych w ich codziennym życiu, w tym zawodowym.

Z wieloletniej perspektywy pracy ze studentami rodzi się taka obserwacja: lepiej i sprawniej organizacyjnie wychodziły projekty studentom ... zaocznym. Albo takim 40+. Najwyraźniej mieli już doświadczenie i kompetencje miękkie. Studenci dzienni mają zazwyczaj mało okazji do działania i zrobienia czegoś od początku do końca. W szkole (ale i na studiach) skupiają się zazwyczaj na przyswajaniu wiedzy...  Wrastają w system szkolny odrabiania lekcji i odpowiadania na pytania. Pierwszy poziom wiedzy: wiem. Czasem drugi - rozumiem. Tym bardziej więc to im projekty są potrzebne. By nabywali umiejętności niezbędnych do pozaszkolnego (pozauniwersyteckiego) życia.

Swoją naukę działania i myślenia projektowego zaczynałem w czasie studiów w kole naukowym i w działalności studenckiego Klubu Docent (Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Olsztynie). Wszystko poza programowymi zajęciami. Zatem należy studentów zachęcać do "pozalekcyjnej" działalności i rozwijania własnych zainteresowań (uniwersytet to coś więcej niż program studiów!), a z drugiej strony systematycznie zmieniać tradycyjne zajęcia. Na przykład przez więcej działań o charakterze projektów. Zmieniać, nawet jak to jest trudne, bo obecny system mocno krępuje i utrudnia poza schematyczne działania. Ot na przykład mamy w systemie USOS możliwość oceniania za poszczególne kolokwia, ćwiczenia czy testy. Wpisujemy do komputera i student widzi swoją ocenę. Ale ja oceniam punktowo, student zbiera sumę punktów na konkretną ocenę. W systemie jest tylko możliwość stawiania ocen i ewentualnie wyciąganie średniej. Nijak nie jest to mi przydatne. Moje pomysły nie pasują do opracowanego systemu komputerowego (algorytmów).

Już jako pracownik zdobywałem doświadczenie jako opiekun koła naukowego, we współpracy z różnymi stowarzyszeniami i organizacjami pozarządowymi (np. Fundacja Ecobaltic, centra edukacji ekologicznej w Kwidzynie, w Ełku itd.). A potem już wdrażając metodę projektu w "normalnej dydaktyce". Walidacja w praktyce a nie tylko przez egzamin czy pisemne sprawozdanie czy przygotowaną prezentację.

Od małej akcji do wielkich grantów (i miejsca pracy! - to z myślą o absolwentach, bo przecież studenci stają się absolwentami). Długi proces, od planowania, przygotowania, współpracy z zespole (strategia wygrana-wygrana), po działanie, świętowanie, motywowanie, kontakt z mediami i ewaluację. Typowa nauka przez działanie. 

Jaki ma być cel akcji? Wykonanie prostej czynności czy raczej zmiana świadomości, stylu życia i codziennych nawyków (przewrót kopernikański w myśleniu) samych studentów a także przez oddziaływanie i upowszechnianie także i innych osób? W tym konkretnym działaniu dostrzegamy problemy biogospodarki, usługi ekosystemowe, poznajemy cykl życiowy produktu (LCA), uzmysławiamy sobie skutki konsumpcji towarów jednorazowych - rosnące wysypiska, śmieci zalegające w lasach, pływające w oceanach. Przez działanie nawet w małej skali można pokazać i zobaczyć jak prostymi działaniami można to zmieniać. Im więcej osób uda się bezpośrednio i pośrednio zaangażować, tym większy sukces akcji. Przyznana Odznaka projektowi Warmiobook będzie jednym z dodatkowych elementów wywierania wpływu.

Zmienianie świata na lepsza najlepiej zaczynać od siebie samego. Udział w czymś wielkim, ważnym motywuje do działania. W jest grupie łatwiej i przyjemniej. Zacząć od siebie, przełamać swoją nieśmiałość, nauczyć się efektywnego działania.

Planowanie (w projekcie) uwzględnia kilka elementów: Kto (role i zadania, kto za co jest odpowiedzialny), Co (jakie będą poszczególne zadania, np. przynieść worki, skontaktować się z odbiorcą wypełnionych worków, przygotować ognisko, kontakt z mediami), Kiedy (harmonogram działań, etapy, kamienie milowe, kto, co i kiedy wykona), Monitorowanie (jak sprawdzać czy planowanie, przygotowanie i realizacja są właściwie wykonywane (zebrania, czy wszyscy mają worki, czy zostały zabrane, czy ukazał się artykuł w prasie itd.). Ewaluacja też wymaga wcześniejszego zaplanowania i przemyślenia, jak zbierać informacje zwrotne, czy były informacje w mediach, ile osób przyszło lub się do działań włączyło, jakie są efekty, co w nas się zmieniło? Dla doświadczonych w działaniu osób jest to oczywiste. Ale dla studentów, którzy spędzili kilkanaście lat w systemie szkolnym, z metodami podającymi i wiedzą spływającą od nauczyciela/profesora, nie jest to takie oczywiste. Przynajmniej nie w działaniu. Bo czym innym jest przeczytać, wyuczyć się i odpowiedzieć na egzaminie, a czym innym samemu wykonać. Wtedy nie nauczyciel/profesor weryfikuje i ocenia a tak zwane życie. Najbardziej obiektywny egzaminator.

Etapów realizacji jest zazwyczaj kilka. Najpierw musi być cel akcji, świadomość co i po co chce się zrobić (potrzebna jest więc dyskusja). Potem planowanie akcji (kto, co, kiedy, monitoring, ewaluacja). O sukcesie decyduje dobry pomysł, dobra współpraca w grupie oraz konsekwencja w działaniu. Ważnym elementem jest zarządzanie (kierowanie), zarówno w czasie przygotowywania akcji, kierowanie jej realizacją jak i zakończeniem. Skoro praca zespołowa to potrzebne jest przypisanie ról i zadań poszczególnym osobom. Każdy coś potrafi, każdy wnosi wkład. Najczęściej bardzo różnorodny i dopełniający się. Na wyznaczonych lub w naturalny sposób samo-ujawnionych liderach spoczywa funkcja motywowania, kierowania, przydzielania zadań, sprawdzanie wykonania. W projekcie mogą brać udział konsultanci czyli osoby z doświadczeniem w realizacji podobnych przedsięwzięć. W moich działaniach bywali to członkowie koła naukowego, czasem ja, czasem osoby spoza uczelni. 

I jeszcze jest jeden ważny element każdego projektu - świętowanie. Szczególnie ważny w pracy z wolontariuszami. Wspólne spotkanie (np. ognisko) na zakończenie jest sposobem świętowania i spotkania towarzyskiego, dyskusji, refleksji i cieszenia się sukcesem, równie istotnym jak samo sprzątanie świata czy inna forma akcji. Namacalnym elementem takiego świętowania mogą być dyplomy okolicznościowe oraz.. zdjęcia z działań. Gdy za jakiś czas do nich wrócą, to przypomną sobie sukces. Że można, że potrafią.

W akcji czy projekcie ważne są dwa elementy: 1. zrobić coś ważnego oraz 2. przyjemność spotkania (człowiek istotą społeczną). Cała akcja wraz z ogniskiem (lub spotkaniem w klubie) może być dodatkowym elementem integracji grupy studenckiej lub całego roku. Czasami bywało tak, że dopiero w czasie świętowania na zakończenie akcji odbywała się pierwsza impreza całego roku. Wcześniej były pomysły, były próby... ale być może samo świętowanie, bez zrobienia czegoś ważnego, nie jest wystarczająca motywacją na spotkanie całego rocznika.

Dlaczego wykładowca uniwersytecki miałby zajmować się czymś więcej niż treścią merytoryczną z własnego przedmiotu? Bo dla mnie kształcenie jest całością, w tym osobowości człowieka i jego kompetencji miękkich. Wiadomości to sobie może sam przeczytać w książce lub wysłuchać wykładów w internecie. Ale razem działać można tylko w "realu", na przykład na uniwersytecie jako dobrym środowisku edukacyjnym. 

A czy uniwersytet jest dobrym środowiskowym edukacyjnym? Jeśli nie, to można samemu coś ku naprawie zrobić. Nawet jeśli ma się pod górkę.... i wiatr wieje w oczy. Podobnie mają nauczyciele w szkołach wszystkich typów.



sobota, 9 czerwca 2018

Certyfikat poświadczający, iż zielarz Stanisław Czachorowski poznał tajniki magii i zapoznał się z mocą ziół wszelakich

Robiąc porządku nad pracowym biurkiem i wieszając aktualne dyplomy-podziękowania, sięgnąłem do dyplomu-certyfikatu z 2005 roku. Oto jego treść, ozdobiona zdjęciem i rysunkiem czarownicy na miotle.
"Certyfikat poświadczający iż zielarz Stanisław Czachorowski poznał tajniki magii i zapoznał się z mocą ziół wszelakich. Ziołowa Jędza Pospolita. Olsztyn, dnia 30 listopada 2005” .

Wspomnienie współpracy z nauczycielami ze szkoły przy Szpitalu Psychiatrycznym. A wszystko zaczęło się od międzywydziałowego projektu edukacyjnego w Ornecie. Propozycja profesora Leszka Szarzyńskiego z Wydziału Sztuki i zaproszenie do udziału w projekcie „Z uniwersytetem na Ty” w 2005 roku przyszła w momencie moich poszukiwań nowych form dydaktycznych, związanych z coraz wyraźniejszymi przemianami cywilizacyjnymi. Propozycja ta pojawiła się w momencie mojej konstatacji sensu istnienia kół naukowych i poszukiwania nowej inspiracji (jak włączyć metodę projektu do edukacji uniwersyteckiej). Orneckie spotkanie „Z Uniwersytetem na ty” to był cykl prezentacji wydziałów UWM. Zaproszony zostałem do przygotowania prezentacji Wydziału Biologii. Było to intrygujące i twórcze wyzwanie. Moim intelektualnym wkładem było już wieloletnie doświadczenie pracy w kołach naukowych wraz z coraz silniejszym „niedosytem” dyskusji nowych wyzwań edukacyjnych. W rezultacie finalny efekt był spotkaniem różnych doświadczeń i koncepcji oraz nieoczekiwanych rezultatów twórczego procesu współpracy ze studentami oraz samorządem miasta Ornety. Współobecność muzyki i sztuk plastycznych okazała się znakomitym dopełnieniem dotychczas realizowanych pokazów przyrodniczych i badań terenowych. Połączenie wykładu, warsztatów i pokazów popularnonaukowych z koncertem.

Potem jeszcze wiele razy z prof. Szarzyńskim podróżowałem z krótkimi wykładami w kościołach i domach kultury przy okazji letnich koncertów Pro Musica Antiqua. Było to zbieranie doświadczeń, wiele dyskusji i eksperymentów. Ta przygoda zaczęła się w Ornecie. Potem rozwijałem formę pikników naukowych i festiwali naukowych, łącznie z Nocą Biologów czy Olsztyńskimi Dniami Nauki i Sztuki czy Europejską Nocą Naukowców), łącząc naukę ze sztuką jako wygodną formą angażowania do prostych działań i współuczestnictwa..

Tymczasem na potrzeby spotkania w Ornecie, w ciągu niespełna trzech tygodni, wspólnie ze studentami stworzyliśmy program spotkania ph. „Rycerze, smoki i czarownice czyli przyroda Ornety od średniowiecza do współczesności”. Realizacja odbyła się 7 czerwca 2005 r. Była to okazja do promocji uczelni, uniwersytetu trafiającego „pod strzechy” i uniwersytetu działającego dla środowiska regionu.  Ale przede wszystkim było to popularyzacja nauki i edukacja pozaformalna, realizowana ze studentami metodą projektu. Miałem okazję samemu w pełni uczestniczyć, obserwować studentów w trakcie zajęć, a potem przez ponad rok obserwować efekty dydaktyczne. Niektóre z nich były zaskakujące i nieoczekiwane. Były wykłady, pokazy, koncert, wystawa owadów, pokaz i współuczestnictwo w malowaniu butelek, wywiady dla radia, pisanie artykułów. Tylko część rezultatów „okrzepła” w samej Ornecie. To właśnie w Ornecie nauczyłem się malowania butelek... (czytaj więcej).

Studenci biologii zostali dostrzeżeni (może najmniej w Ornecie - a przynajmniej nie docierały do mnie informacje zwrotne). Dość szybko pojawiła się propozycja z redakcji Gazety Olsztyńskiej zorganizowania Mini-Eko Pikniku na Starym Mieście w Olsztynie pod patronatem tej gazety. Odbyły się dwie edycje, w lipcu 2005 oraz 2006 roku. Na bazie doświadczeń z Ornety, studenci (przy moim dyskretnym wsparciu) sami opracowali program, znaleźli fundusze i zrealizowali mini-ekopiknik, przy sporym zainteresowaniu lokalnych mediów. Jedna z absolwentek, wiele lat później, została dziennikarzem prasowym.

Kolejnym beneficjentem tych projektowych doświadczeń była szkoła przy szpitalu psychiatrycznym. Poznaliśmy się w Ornecie i dzięki temu kontaktowi studenci biologii zrealizowali „Wieczór magii i ziół” w dość nietypowych i trudnych edukacyjnie warunkach. Magia, wiedźmy i zioła były tylko literacka narracją do opowieści popularnonaukowych z eksperymentami chemii i botaniką w tle. To właśnie efektem tego działania jest zamieszczony wyżej dyplom-certyfikat. Teraz ze ściany nad biurkiem w pracy powędrował do domowego archiwum z sentymentalnymi pamiątkami.

Kolejnymi efektami projektu „Z uniwersytetem na ty” były staże studentów w przedsiębiorstwach turystycznych, w czasie których łączyli swoją wiedzę biologiczną z tworzeniem nowych „produktów” turystycznych. Potencjał innowacyjności tylko w niewielkim stopniu zaowocował w Ornecie (cztaj też o smokach na batiku). Propozycje współpracy pojawiły się z zupełnie innych miejsc. Ale z punktu widzenia dydaktycznego (kształcenia studentów) i przedsięwzięcie odniosło duży sukces. Wracam pamięcią do tamtych doświadczeń by poszukiwać nowych rozwiązań pracy dydaktycznej. Ornecki projekt "Z uniwersytetem na Ty" przyniósł konkretne efekty i inspiracje. Tych kilka wyjazdów i współpraca z samorządami pozwoliło mi lepiej zrozumieć potrzeby małych środowisk.

Po warsztatach biologiczno-ekologicznych była wystawa konkursowa, malowanie smoków i w końcu prezentacja Ornety w Olsztynie. Nawiązując do zamieszczonego certyfikatu przypomnę relację studentki.

Wieczór magii i ziół 

Na andrzejkowy wieczór magii wyruszyłam z lekkim strachem w oczach. Ale nie magia i czarownice z ziołami były powodem moich obaw. Wybrałam się w roli nauczyciela-edukatora do bardzo trudnego i wymagającego odbiorcy – uczniów przebywających w Szpitalu Psychiatrycznym. Na dodatek nauka miała być zabawą. Czy potraficie wyobrazić sobie takie połączenie? Czy student podoła takim wyzwaniom? Uczestniczyłam w tym roku w nietypowych Andrzejkach, zorganizowanych w Zespole Szkół Specjalnych przy Wojewódzkim Zespole Lecznictwa Psychiatrycznego (młodzież w czasie długiej kuracji nie może być pozbawiona edukacji).

„Wieczór magii i ziół” to kulminacyjny moment nieco dłuższego projektu edukacyjnego. Główna organizatorka projektu - pani Grażyna Borys - zaproponowała współpracę w tym projekcie studentom UWM ze Studencko-Doktoranckiego Koła Naukowego Ekologów. W projekcie aktywnie uczestniczyli: Karolina Barszcz, Ewa Daniś, Andrzej Markiewicz, Aneta Pepławska i Wioletta Wolak. Już przed 30 listopada Karolina Barszcz i Ewa Daniś poprowadziły dwie lekcje dotyczące tematyki ziół. Natomiast uczniowie przez kilka tygodni pracowali nad wykonaniem obrazów ziół techniką zwaną batikiem. Jest to bardzo pracochłonne zajęcie i o dziwo terapeutyczne – wycisza i uspokaja samych „twórców”. Było to duże, pedagogiczne wyzwanie dla nas, gdyż są to uczniowie szkoły specjalnej, często stwarzający problemy wychowawcze. Obawialiśmy się trochę czy będziemy potrafili nawiązać z tymi dziećmi dobry kontakt i właściwie do nich podejść. Pani Grażyna Borys opowiedziała nam trochę o swoich podopiecznych i dodała otuchy stwierdzeniem, że na pewno atmosfera będzie bardzo miła. Podczas takich akcji dzieci głęboko się angażują i doceniają włożony dla nich wysiłek.

Wieczór przepełniony magią, bajkowymi symbolami, zapachem ziół i domowych przetworów miał posłużyć wychowankom placówki do podsumowania wiadomości z botaniki, języka polskiego i plastyki. Nauka w subtelny sposób została połączona ze wspaniałą zabawą. Uczniom przedstawiano właściwości i działanie wielu znanych ziół, a także sama młodzież analizowała różne ciekawostki dotyczące wykorzystania ziół przez człowieka. Edukacja polisensoryczna, czyli poznanie wielozmysłowe skuteczniej dociera do uczniów niż podawanie tylko suchych faktów. Dlatego właśnie pedagodzy włączyli do nauki zapachy, smakowanie herbatek ziołowych, kolorowe, malowane ilustracje, pokazy leków ziołowych, kosmetyków, elementy baśni („Czerwony Kapturek, czarodziej), dźwięki i muzykę. Dzieci, podzielone na grupy, poszukiwały określonych informacji, odwiedzając poszczególne kramy-stoiska: medyczny, kosmetyczny, kulinarny i magiczny. Ciekawostki dotyczące ziół przedstawiał „Czerwony Kapturek”, a dodatkowo można było obejrzeć galerię obrazów namalowanych przez wychowanków szkoły oraz zielnik z zasuszonymi roślinami. Na koniec liderzy grup przedstawili rezultaty swoich poszukiwań (ciekawostki dotyczące kwiatów, korzeni, liści i owoców). Tego dnia zaskoczyło mnie przede wszystkim podejście pedagogów. Nie zauważyłam, spotykanej bardzo często w szkołach, bariery nauczyciel - uczeń. Tu każdy uczył się, poznawał, bawił. Studenci również. Dodatkowo kadra przebrała się w stroje teatralne w zależności od roli jaką każdy miał do odegrania. Za czarodzieja przebrał się zaproszony aktor, ale właściwie nie tylko on tego wieczoru prezentował swój zawodowy fach. Momentami czułam się jak na przedstawieniu w teatrze dla dzieci, gdzie aktor zabawiając małych widzów przekazuje im określone informacje. Zabawa była nauka i jednocześnie nauka zabawą.

Dzieciom najbardziej podobała się atrapa wybuchu wulkanu, który przygotowali studenci biologii, po odpowiednim przeszkoleniu przez dr S. Krawczuka. Przy zgaszonym świetle, iskierki wyskakujące z ulepionego z gliny wulkanu, wywoływały na twarzach wychowanków szkoły zachwyt podziwu. Entuzjazm wzbudzał również czarodziej, dzięki któremu wieczór poświęcony ziołom przybrał jeszcze bardziej magiczny charakter.

Dla nas, studentów, było to bardzo interesujące doświadczenie. Szczególnie dla tych osób, które myślą w przyszłości o współpracy z różnymi placówkami oświaty oraz kontaktem z dziećmi. Większość osób biorących udział w tym przedsięwzięciu kończy Kurs Pedagogiczny, więc praca w szkole jest im dobrze znana. Ja również odbyłam już praktyki w gimnazjum i z przykrością muszę stwierdzić, że w takich ciekawych zajęciach nie uczestniczyłam. Zapewne wynika to z czasochłonności tego typu akcji i braku chętnych rąk do pracy. Koordynowanie projektu ze strony Koła sprawiło mi wiele satysfakcji. Od samego początku mogłam obserwować jak rodzą się pomysły i co zrobić żeby mogły zostać zrealizowane. Już same znalezienie osób gotowych do poświęcenia swojego czasu dla innych było dla mnie wyzwaniem, ale udało się. Na zakończenie całej imprezy wychowanków szkoły obdarowaliśmy upominkami (m.in. cukierkami z logo Uniwersytetu, z Biura Informacji i Promocji Uczelni). Studenci oraz zaproszony gościnnie dr hab. Stanisław Czachorowski prof. UWM otrzymali pamiątkowe obrazy wykonane przez dzieci. Współpraca między UWM a Zespołem Szkół Specjalnych rozpoczęła się pomyślnie i mamy nadzieję, że na „Wieczorze magii i ziół” się ona nie skończy. Myślę, że studenci nie tylko z naszego koła naukowego chętnie włączą się do podobnych akcji w szkołach regionu.

Na zakończenie chciałabym zaapelować do osób zainteresowanych udziałem w podobnych akcjach, studentów i pedagogów - szukajmy się nawzajem a na pewno będziemy mogli sprawdzić się podczas kolejnej tego typu konfrontacji z dziećmi. My oferujemy swój entuzjazm, pomysły i ręce do pracy.” 

Aneta Pepławska 
Studencko-Doktoranckie Koło Naukowe Ekologów 

Koła już nie ma. Pozostały wspomnienia i doświadczanie.A ze wspomnień rodza się kolejene pomysły.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Czy jest sens za darmo upowszechniać wiedzę? Poradniki dla studentów.


Poradnik "Jak napisać pracę magisterską" napisałem z myśląż o moich magistrantach. Po raz pierwszy ukazał się w 2001 roku. W wersji elektronicznej udostęniłem bezpłatnie na swojej stronie www. Miała to być pomoc na seminarium magisterskie, abym nie musiał tych samych kwesti powtarzać wielokrotnie i aby realizować w praktyce założenia e-learningu. Kolejne wersje, poprawione i uzupełnione, ukazały się w 2003 i 2004 r. (dostępne na mojej stronie www.uwm.edu.pl/czachor).

Od tego czasu upłynęło sporo wody w Łynie. O istnieniu poradnika przypominają mi od czasu do czasu... ludzie spoza Olsztyna, pisząc i mówiąc, że jest przydatny i wykorzystywany na kilku uczelniach w Polsce. Było to dla mnie spore zaskoczenie. Ale cieszy mnie, że Poradnik wykorzystywany jest poza Olsztynem. Czasem dostaję informacje zwrotne od samych studentów:

"Dzień Dobry Panie Profesorze, Jestem studentką Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM w Poznaniu, natrafiłam na Pana stronę w poszukiwaniu materiałów i pomocy w przygotowaniach do pisania pracy magisterskiej. Znaleziony na stronie http://www.uwm.edu.pl/czachor/ poradnik dla magistrantów bardzo pozytywnie mnie nastroił i zmoblizował do pracy - dziękuję! Pisze Pan na prawdę rzeczowe, konkretne a przy tym lekkie i sympatyczne teksty. Temat mojej pracy niestety nie traktuje o chruścikach, a szkoda bo mogłabym zasięgnąć porad i pomocy. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!"

Takie głosy mobilizują. Bo w tak zwanym międzyczasie studia stały się dwustopniowe i pojawiła się konieczność napisania osobno poradnika dla licencjatów jak i magistrantów. W najbliższym czasie się za to zabiorę.

Drugi poradnik pt. Opisywanie biocenozy - zoocenologia. Skrypt eletroniczny dla magistrantów, przygotowałem także z muślą o studentach biologii środowiskowej i magistratach. Ale jak widzę wykorzystywany jest również przez pracowników naukowych, także i doktorantów z różnych miejsc Polski. Niektórzy chyba jednak wstydzą się cytować, bo przepisują fragmenty bez podania źródła. Łatwo to czasem rozpoznać po formułach matematycznych. Także i ten poradnik nieco się zestarzał i wymaga nowszego, poprawionego i uzupełnionego wydania. Co też niebawem uczynię.

Istotą uprawiania nauki jest dzielenie się wiedzą, nawet w wersji eletronicznej i internetowej.


czwartek, 30 maja 2013

Elementy studenckiej ewaluacji

Różne są formy studenckiej ewaluacji. Najszybsza - to reakcja w czasie zajęć. Widać na sali wykładowej czy słuchają czy też brak kontaktu. W czasie ćwiczeń i zajęć seminaryjnych widać to po zaangażowaniu i udziale w dyskusji. W końcu w ostatnich latach, po zakończeniu zajęć, odbywają się anonimowe i ankietowe formy ewaluacji. Czasem elementem ewaluacji jest podziekowanie docierajace po latach, z dłuższej perspektywy zawodowej i edukacyjnej.

Jedną z form ewaluacji są różnorodne, mniej lub bardziej dowcipne, podziękowania na zakończenie projektów czy konferencji studenckich. Ewaluacja nie jedno ma imię...







środa, 27 marca 2013

Nie zrealizowany (jeszcze) pomysł na międzywydziałowe koło naukowe Collegium Copernicanum

(Badanie terenowe w okolicach Ełku, wspołpraca z samorzątem, letni obóz naukowy)

Po kilkunastu lata współpracy ze studentami w ramach studenckiego ruchu naukowego oraz kilkuletniej współpracy z samorządami i studentami innych wydziałów, w 2006 roku chodził mi po głowie pomysł uruchomienia międzywydziałowego koła naukowego Collegium Copernicanum. Ostatecznie koła takiego nie udało sie powołać ale nazwa i część pomysłów zmaterializowała się w postaci kawiarni naukowej Collegium Copernicanum. Kopernik miał być wzorem i inspiracją - więc został.

W tamtym okresie sadziłem, że typowe, kierunkowe koła naukowe nie są wystarczające dla realizacji różnego typu przedsięwzięć nauczania przez działanie i wspomaganie tworzenia biografii studentów (teraz próbuję tworzyć ze studentami e-portfolia). W  tamtym czasie angażowałem się w międzywydziałowy projekt „Z uniwersytetem na ty” oraz kilka innych interdyscyplinarnych działań. Wstępnie pomysł międzywydziałowego koła został nazwany Collegium Copernicanum.
Zajęcia edukacyjne dla uczniów, Park Krajkobrazowy Pojezierza Iławskiego, Szwalewo.

W połowie pierwszej dekady XXI w. głośno i często mówiłem o zbliżającym się niżu demograficznym, ale był to głos wołającego na puszczy, dopiero po kilku latach, gdy niż przerzedził sale wykładowe, na UWM zaczęto o tym mówić głośno. Wtedy mówiłem, że w ciągu najbliższych kilkunastu lat, w związku z niżem demograficznym, należy spodziewać się spadku liczby studentów, w konsekwencji którego możemy spodziewać się coraz silniejszej konkurencji między szkołami wyższymi o studentów. Teoretycznie młodzież z regionu warmińsko-mazurskiego (oraz województw ościennych) to potencjalni studenci UWM. Atutem jest bliskość oraz stosunkowo niskie koszty utrzymania. Ale czy UWM dostatecznie dobrze jest promowana w tym środowiskach? Czy młodzież wie o ofercie edukacyjnej naszego uniwersytetu oraz czy nasza oferta jest atrakcyjniejsza niż uniwersytetów w Toruniu, Bydgoszczy, Gdańsku, Warszawie, Białymstoku? Argumentowałem, że pod uwagę trzeba wziąć także możliwości wyjazdów zagranicznych i studiowania w innych krajach Unii Europejskiej (w tym czasie miałem dobre doświadczenia we współpracy i wymiany studenckiej, z Niemcami, Rosją i Białorusią).

Wobec rosnącej konkurencji efektywniejsza promocja naszego uniwersytetu staje się koniecznością, zwłaszcza promocja w szkołach średnich i gimnazjalnych. O atrakcyjności studiowania w Olsztynie przesądzać będzie także możliwość znalezienia pracy w trakcie studiów oraz po studiach. Dobrą promocją naszego uniwersytetu - jak przekonywałem - będą absolwenci znajdujący pracę. W tej mierze nasze kształcenie było wtedy jeszcze dalece niewystarczające. Jedno biuro karier nie wystarczy. Studenci otrzymują w większości wiedzę teoretyczną i dopiero po studiach zaczynają szukać pracy. W pewnym sensie są już za starzy – mają dużo lat (więcej niż ich nie studiujący rówieśnicy szukający pracy) i praktycznie są bez jakiegokolwiek doświadczenia. Praktyki zawodowe wtedy były nieliczne.
Z magistrantami podczas uroczystości rozdania dyplomów.

Lepiej radzą sobie studenci, którzy w trakcie studiów podejmują dorywcze prace, odbywają staże i praktyki jako wolontariusze. Swoje uniwersyteckie kształcenie uzupełniają konkretnymi doświadczeniami, które wpisują do życiorysów. Lepiej sobie radzą studenci działający w kołach naukowych, stowarzyszeniach, klubach studenckich (turystycznych, fotograficznych), teatrach, współpracujący z radiem czy gazetami. W połowie pierwszej dekady XXI w. sądziłem. ze dobrym rozwiązaniem byłoby upowszechnienie takiej formy kształcenia. Dlatego myślałem o powołaniu międzywydziałowego koła naukowego. Wydawało mi się, że warto uzupełnić teoretyczne, tradycyjne kształcenie uniwersyteckie także kształceniem poprzez projekty. Uniwersytet oprócz wiedzy i umiejętności mógłby w większym stopniu wspomagać tworzenie biografii studentów (tzn. umożliwić zdobywania doświadczenia, które można wpisać do CV).

Podsumowując można stwierdzić, że poza promocją ważny jest także problem pracy dla absolwentów (ułatwianie kontaktu z potencjalnymi pracodawcami) i kształcenie poprzez projekty. Nie należy także zapominać o misji uniwersytetu – kierowanie edukacji do całej społeczności lokalnej, krzewienie kultury w regionie oraz popularyzowanie osiągnięć naukowych. Pełniejsza realizacja tej misji w regionie z wykorzystaniem aktywności studentów byłaby jednocześnie znakomitą formą promocji oferty edukacyjnej UWM. Wiele pozytywnych funkcji wypełniają liczne na UWM koła naukowe. Można jednak postawić sobie pytanie, dlaczego pełniejsze i bardziej otwarte kształcenie uniwersyteckie ma być zarezerwowane jedynie dla nielicznego odsetka naszych studentów (zobacz także Od kół naukowych do projektów)? Dlaczego nie zwiększyć możliwości indywidualnych ścieżek kształcenia dla większej liczby studentów?

Ograniczone możliwości kół naukowych wynikają z mniejszej liczby opiekunów–tutorów. Warto rozwijać także inne formy, zbliżające wykładowców do studentów. Z całą pewnością tej roli nie pełnią opiekunowie lat, gdyż na jednego opiekuna przypada zbyt liczna grupa studencka. Poza tym role opiekunów lat powierza się młodszym pracownikom uniwersyteckim. Przy coraz liczniejszych grupach (w roku 2006) kontakt studenta z profesorem (a więc najbardziej doświadczonym pracownikiem uniwersytetu) staje się coraz rzadszy i bardziej sporadyczny.
Z magistrantami podczas uroczystości wręczenia dyplomów.

Na bazie doświadczeń z działalności kół naukowych oraz akcji-projektów takich jak „Z Uniwersytetem na TY" w tamtym okresie sądziłem, że warto byłoby stworzyć międzywydziałowe koło naukowe. Kontakt studentów różnych kierunków, zangażowanych w realizację konkretnego przedsięwzięcia jest bardzo owocny z dydaktycznego punktu widzenia. Studenci uczą się pracy w zespole oraz wzajemnie uzupełniają się swoją wiedzą i doświadczenie. Tworzenie kolejnego koła naukowego o charakterze międzywydziałowym wydaje się jednak rozwiązaniem mało owocnym. Lepsza była-by zupełnie inna formuła współpracy w realizacji różnorodnych projektów. Dla realizacji wymienionych wyżej celów w 2006 r. proponowałem powołać nową formę w postaci Collegium Copernicanum, wzorując na ogólnopolskim Collegium Invisibile, adresowanym do studentów nauk humanistycznych i ekonomicznych. Tym razem pomysł miał być adresowany głwonie do studentów nauk przyrodniczych.

Zakładałem, że głównym celem takiego międzywydziałowego Collegium byłoby włączenie kształcenia poprzez projekty w grupach różnowydziałowych i różnowiekowych oraz stworzenie swoistego „koła” międzywydziałowego czy możliwości studiów międzywydziałowych.

Collegium Copernicanum (w planach):
  • Będzie dawało przynależności do elitarnej grupy i będzie umożliwiało pełniejszy kontakt z profesorem-tutorem oraz realizację indywidualnej ścieżki studiów. 
  • Umożliwi lepszą współpracę kadry jako tutorów. 
  • Nie będzie kolidowało z istniejącymi formami, w tym z kołami naukowymi.
  • Umożliwi pełniejszą aktywność studentów obcokrajowców przebywających na studiach w ramach Sokratesa-Erasmusa.

Dlaczego Kopernik w nazwie Collegium? Z dwóch powodów, po pierwsze jest związany z Olsztynem i regionem, po drugie jako wszechstronny naukowiec dobrze ilustruje ideę interdscyplinarności. Mikołaj Kopernik to wszechstronny naukowiec, łączący badania przy-rodnicze z medycyną, ekonomią itd. jak i sprawny organizator i zarządca.

Projekt próbowałem zrealizować z prof. Leszkiem Szarzyńskim z obecnego Wydziału Sztuki. Skończyło się na planach, ale wiele pomysłów udało sie później zrealizować w zupełnie innej formie. Cel został, zmieniły się tylko metody realizacji.
Studencki obóz naukowy w Łajsie - kształcenie młodych trichopterologów (obecnie już po doktoratach)

wtorek, 19 marca 2013

Od Basica i strony www, przez bloga do e-portfolio

(Wycinek prasowy, Nasz Olsztyniak, sierpień 2009 r.)
W drugiej połowie lat 80. XX w. zetknąłem się z komputerami. Początkowo wykorzystywałem do obliczeń i nauczyłem się programowania (Basic) oraz wykorzystywałem do edycji tekstu. Wtedy był to archaiczny edytor ChiWritter. Potem ekrany stały się kolorowe a postęp był tak szybki, że moje umiejętności programisty stały się mocno niewystarczające. Pojawił się internet.

W zamkniętych murach uniwersyteckich nie zawsze łatwy jest kontakt ze studentem. Od dawna szukałem więc ułatwień w kontaktach ze studentami jak i innymi naukowcami. Tradycyjne listy zastąpione zostały szybkimi e-mailami oraz przeszukiwaniem sieci.

W 2002 roku zrobiłem swoją stronę www. Służyła jako swoisty informator i wizytówka ale także jako paranaukowa gazeta z informacjami o badaniach, konferencjach, wydarzeniach, chruścikach. Szybko uzupełniłem o materiały dla studentów (tak wdrażałem się do e-learningu), wykaz dorobku czy publikacje. Strona, mimo uciążliwości i pracochłonności, służyła mi długo. Ale ciągle dokonywał się postęp w technologiach informatycznych i coraz łatwiej było wykorzystywać gotowe programy, w tym zasoby open source.

W sierpniu 2005 roku założyłem swojego pierwszego bloga, w dużym stopniu z potrzeb rozwijania e-learningu oraz rozwijania metod e-learningu. Wtedy blogi naukowe były niezwykłą rzadkością. Dopiero teraz spowszedniały. Potem pojawiły się nowe blogi, w tym wieloautorskie i jako wsparcie Olsztyńskich Dni Nauki.

W ostatnim czasie do kontaktów wykorzystuję portale społeczniościowe, zarówno te popularne jak Facebook, jak i te bardziej wyspecjalizowane dla społeczności naukowych. A od kilku tygodni, dla potrzeb dydaktycznych, tworzę swoje e-portfolio. To czego się teraz nauczę, za kilka lat będzie już archaiczne i nieaktualne.

Wszyscy zmuszeni jesteśmy do kształcenia ustawicznego... Z wiedzą jest tak, że jak się stoi w miejscu, to się cofa...

czwartek, 14 marca 2013

Od kół naukowych do projektów

Badania terenowe w czasie obozu naukowego w Górowie Iławeckim
W połowie pierwszej dekady XXI w. zacząłem krytycznie zastanawiać się nad studenckim ruchem naukowym. W tamtym okresie mój uniwersytet zadziwiał ogromną liczbą działających kół naukowych (sprzyjało temu finansowanie kół naukowych a nie projektów). W okresie projektu orneckiego było ich ponad 100. Można uważać to za swoisty fenomen. Ze zrozumiałych względów aktywność poszczególnych kół jest sinusoidalna: po latach wyjątkowej aktywności czasem koła zamierają całkowicie. Ale sumaryczny bilans studenckiej aktywności jest zadziwiający. Skąd, jak i dlaczego?

Naukowa aktywność studentów cieszy. W tamtym okresie ośmielałem się jednak sądzić, że te koła naukowe są w pewnym sensie na etapie zmierzchu i zaniku (późniejsze lata to potwierdziły i nie tylko ze względu na spadek liczby studentów na poszczególnych wydziałach). I wcale to stwierdzenie nie było pesymistyczne i dekadenckie. Było przewrotnie sformułowanym optymizmem. Czy też poszukiwaniem nowych form aktywizacji i pracy ze studentami.

W moim odczuciu koła naukowe są swoistym substytutem niedorozwoju bliskich relacji student-profesor, są swoistym anachronizmem pototalitarnym. Jak i reliktem dziewiętnastowiecznej myśli oświeceniowej, reliktem budowania szkół w społeczeństwie analfabetów. Wcześniejsze pomysły – znakomite do czasów, w których powstały - w społeczeństwie informatycznym XXI stają się powoli anachronizmem. Uniwersytety z elitarnych stały się egalitarne. W znaczący sposób zmieniło się środowisko edukacyjne i społeczeństwo jako całość. W szkole są kółka zainteresowań, symetrycznie na uczelniach wyższych są koła naukowe. Można rzec że to taka wyższa forma „szkolnego kółka zainteresowań” z jednoczesną formą samokształceniową (typową dla niedostatków pomocy dydaktycznych). W końcu koła naukowe są specyficzną formą kontaktów studentów z profesorami, umożliwiającego włączenie do autentycznych badań naukowych również studentów. Same pozytywy – dlaczego więc piszę o anachronizmie!

Koła naukowe to elitarna forma indywidualnej pracy dla najzdolniejszych studentów, forma wykraczająca poza program studiów. No właśnie, dlaczego do kół naukowych nie mogliby należeć niemalże wszyscy studenci? Przecież kształcenie na poziomie wyższym jest masowe. Koła naukowe w takim rozumieniu powinny być dla wszystkich! Dlaczego w normalnym toku kształcenia studenci nie mieliby uczestniczyć w autentycznych badaniach naukowych? W sensie ograniczonego dostępu (elitarność) i autentycznego uczestnictwa koła naukowe są anachronizmem. Myślę, że w nowoczesnym uniwersytecie rola kół naukowych systematycznie zanika. To znowu przewrotne i prowokatorskie stwierdzenie, wskazujące na rodzenie się nowych rozwiązań i obrastania uniwersytetu przez różnego rodzaju organizacje i przedsiębiorstwa gospodarki opartej na wiedzy.

Coraz wyraźniej, nawet w prowincjonalnym Olsztynie, uniwersytecka działalność naukowa i dydaktyczna zbliża się do gospodarki i zwiększa się liczba innowacyjnych relacji z otoczeniem. Strategia lizbońska wyraźnie wspomaga ten proces w Europie.

Sam włączyłem się do koła naukowego już na pierwszym roku moich studiów. To było w 1982 rokuy. Potem byłem opiekunem sekcji i koła na WSP. Koło umarło śmiercią naturalną, gdy najaktywniejsi członkowie skończyli studia. Potem – już jako asystent i adiunkt - współpracowałem ze studentami w grupie nieformalnej (swoiste niezarejestrowane koło naukowe), wielokrotnie wyjeżdżałem na wyprawy krajowe i zagraniczne. Potem koło zostało reaktywowane, bo do realizacji projektu potrzebne było konto bankowe i pieczątka. I znowu były badania terenowe, niewątpliwe sukcesy studentów, publikacje studenckie, konferencje, wystąpienia zagraniczne, dyplomy.

W sumie w studenckim ruchu naukowych w różnych rolach spędziłem ponad 20 lat. Przeżyłem lub widziałem różnorodne sytuacje. Wszystkie te doświadczenia są pozytywne. Dlaczego więc uparcie piszę o anachronizmie? W czasach Polski Ludowej, w czasach braku swobody działania, koła naukowe były swoistym rezerwatem dla postaw obywatelskich. Osobiście właśnie w kole naukowym uczyłem się procedur demokratycznych oraz sprawnego działania. Obecnie nie ma takiego ograniczenia. Coraz liczniejsze są różnego typu organizacje pozarządowe. Z punktu widzenia kształcenia studentów spełniają, w wielu aspektach, dokładnie te same funkcje. Mają jeszcze jedną przewagę – działać można i po studiach. A kontakt z kołem naukowym urywa się po uzyskaniu uniwersyteckiego dyplomu. Kilka prężnych przyrodniczych organizacji pozarządowych wyrosło właśnie z kół naukowych. Przykładem może być poznańska Salamandra czy olsztyński Komitet Ochrony Orłów. Byli studenci dalej działają… i stworzyli dla siebie miejsca pracy. To drugi element „wyższości” stowarzyszeń nad kołami naukowymi. I jest jednocześnie znakiem czasu. Coraz więcej stowarzyszeń i organizacji pozarządowych z powodzeniem funkcjonuje w murach akademickich. Uniwersytet dla tego „trzeciego sektora” jest źródłem wykwalifikowanych kadr (działalność studentów to swoisty staż!), natomiast studentom ułatwia kontakt z przyszłym pracodawcą. Myślę przede wszystkim o samozatrudnieniu. Ten trend będzie się rozwijał, bo na przykład w USA co trzecie miejsce pracy powstaje właśnie w trzecim sektorze czyli organizacjach pozarządowych.
Polsko-niemiecki obóz naukowy w Drozdowie k. Łomży.

Tak więc normalizacja sytuacji w Polsce, moim zdaniem, sprzyjać będzie silniejszemu przekształcaniu się kół naukowych w typowe NGO (Non Government Organization), większym angażowaniu się już na poważnie w działalność pozarządową, a nie w postaci „szkolnych kółek zainteresowań”, jak i większym angażowaniu się studentów poza granicami kampusu uniwersyteckiego. Poza wiedzą merytoryczną coraz większe znaczenia nabierają umiejętności organizacyjne i marketingowe.

W czasach, gdy dostęp do podręczników i innych źródeł informacji jest bez porównania łatwiejszy, samokształceniowe grupy kół naukowych tracą na znaczeniu. Z kolei przy wydłużonym cyklu kształcenia młodym ludziom coraz bardziej brakuje doświadczenia i rozwijania wszechstronnych umiejętności praktycznego działania. Zbyt dużo czasu spędzają przy książkach, zbyt mało w … rozwiązywaniu rzeczywistych problemów. Duża liczba kół naukowych jest oznaką ożywiania się prawidłowych relacji mistrz-uczeń. Jest to szczególnie ważne przy komercjalizacji i umasowieniu kształcenia: więcej studentów, a więc trudniejszy kontakt. To właśnie w kołach naukowych, przy bezpośrednim kontakcie w pełni realizuje się indywidualizacja kształcenia.

Dlaczego więc wróżę zmierzch kołom naukowym? Bo wydaje mi się że studencki ruch naukowy będzie się rozwijał… tyle że niekoniecznie tylko i wyłącznie poprzez koła naukowe. W coraz większym stopniu indywidualizm i swoboda poszukiwań badawczych przenikać będzie do jeszcze sztywnego programu studiów. Znikać więc będą różnice między typową dydaktyka „dla wszystkich” a specyfiką kół naukowych „dla wybranych”. Opiekun koła to nic innego jak tutor – doradca wspomagający kształcenie studentów. A czyż na seminariach i „normalnych” zajęciach nie powinno być więcej indywidualizacji kształcenia, więcej zbliżenia do rynku pracy, więcej kształcenia także i umiejętności zarządzania, organizacji? Powinno, bo taka jest ogólna tendencja. Dlatego napisałem, że tradycyjne koła naukowe są anachronizmem. A im bardziej będą w Olsztynie „anachroniczne”, tym lepiej będzie to o naszym uniwersytecie świadczyło i o jego rozwoju. Bo oznaczać to będzie zwiększenie indywidualizacji kształcenia, zwiększanie liczby tutorów, pogłębienie relacji mistrz-uczeń oraz lepsze przygotowanie absolwentów do rynku pracy.

Myślę więc, że wraz z podnoszeniem jakości kształcenia, wraz z tworzeniem funkcji tutora, wraz z pogłębianiem relacji mistrz-uczeń, cały uniwersytet stawać się będzie jednym wielkim „kołem naukowym”. Zamykając aktywność koła naukowego, którego byłem opiekunem, jednocześnie szerzej włączałem studentów w różnorodne projekty i to w ramach prowadzonych zajęć dydaktycznych. Uznałem, że udział w projektach "należy się" każdemu studentowi a nie tylko wybrańcom.

Elementy nauczania poprzez projekt zacząłem coraz śmielej stosować na swoich zajęciach, włączając się ze studentami w różnorodne akcje (np. Sprzątania Świata, Dzień Ziemi itd.). Wspólnie uczymy się nie tylko wiadomości, ale i umiejętności działania: planowania, zarządzania projektem, poszukiwania sponsorów, współpracy z wolontariuszami, współpracy z mediami.

Dla lepszego zilustrowania tego problemu posłużę się przykładem. Żeby dobrze poznać jabłko najlepiej jest je: spróbować, ugryźć, posmakować. Na typowych zajęciach od przedszkola do uniwersytetu uczeń-student najczęściej tylko ogląda jabłko i słucha o nim wykładu. Zbyt mało okazji ma na „gryzienie i smakowanie”. W rezultacie zna to „jabłko” tylko teoretycznie.

W społeczeństwie wydłużającego się okresu edukacji (obecnie to już ponad 20 lat z przedszkolem i studiami doktoranckimi) jak i wygodnego życia, coraz większego znaczenia nabiera motywowanie, inspirowanie, dostarczanie doświadczenia oraz „tworzenie biografii”. Czy specyfiką pracy kół naukowych są badania naukowe prowadzone przez studentów? Przecież takimi powinny być wszystkie zajęcia! W ramach konsultacji pracownik powinien wspierać każdego zainteresowanego studenta. Eksperymenty dla wybranych? Mało sprzętu badawczego, dlatego udostępniany tylko nielicznym? Dlaczego ograniczać dostęp do specjalistycznego sprzętu i ciekawych badań? Koła naukowe to substytut pełnej akademickości. W systemie klasowo-lekcyjnym masowych i jednakowych zajęć, nielicznym umożliwia się pełniejsze studiowanie: pełniejsze relacje mistrz-uczeń, indywidualizację studiowania, swobodny wybór tematyki poszukiwań. A co z resztą? To dobrze, że były i są koła naukowe. Warto jednak upowszechnić tę formę. Koła naukowe są zbyt sformalizowane. Zbyt mało pracowników jest w działalność kół zaangażowana.

Dlatego bazując na pozytywnych doświadczenia ze studenckiego ruchu naukowego od kilku lat na zajęciach staram się wdrażać studentów w realizację różnorodnych projektów, mniejszych czy większych.
W poszukiwaniu chruścików i innych owadów wodnych w okolicach Górowa Iławeckiego