czwartek, 28 marca 2013

Chruściki (Trichoptera) jezior Polski

Po obronie pracy magisterskiej (chruściki rzeki Pasłęki - badania trzyletnie) chciałem kontynuować tematykę rozmieszczenia siedliskowego chruścików w rzekach pojezierza, z myślą o pracy doktorskiej. Promotor zdecydował jednak inaczej i skierował mnie na jeziora. Ale nie ma tego złego, co na dobre by obrócić nie było można :). W tym czasie dysponowałem już materiałem z Jeziora Wulpińskiego oraz Skanda.

Do zasadniczych badań wybrałem jeziora, które poznałem... w czasie wakacyjnej wyprawy w okresie liceum: jeziora Narckie, Warchałdzkie i Brajnickie. Dołączyłem także jezioro Skadna  w Olsztynie. Rozpoczął się okres systematycznych wyjazdów terenowych i poszukiwania publikacji. Okazało sie że problematyka siedliskowego rozmieszczenia larw chruścików w jeziorach jest słabo poznana.

Po obronie pracy doktorskiej tematykę chruścików jeziornych kontynuowałem (obok innych watków hydrobiologicznych i chruścikarskich). Dotarłem  do dr Wandy Szczepańskiej z Mikołajek (Stacja Hydrobiologiczna Instytutu Ekologii PAN), która przekazała mi swoje bogate zbiory i notatki z badań na jeziorach mazurskich z lat 60. i 70. XX w. Korzystałem także z rozmaitych możliwości uzupełniania matreiału z różnych części Polski a także z Obwodu Kaliningradzkiego i Białorusi. Współpracowałem także z Instytutem Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie, w badaniach Jeziora Żarnowieckiego. 

Tak powstała monografia o chruścikach jezior Polski, ale z wieloma uniwersyalnymi i ponadregionalnymi wnioskami.
Badania terenowe, Jezioro Wygoda na Pomorzu. Przebieranie materiału.

Po habilitacji i wydaniu momnografii jeszcze dozbierało mi się zupełnie nowych danych, w tym bogaty materiał z jezior lobeliowych. Daje to pełniejszy i bardziej uniwersalny obraz siedliskowego i regionalnego rozmieszczenia chruścików w jeziorach a także zmiany wynikające z eutrofizacji oraz rekultywacji jezior.

Pojawil się także zupełnie nowy problem wynorzystania bentosu w biomonitorungu jezior. Powoli przymierzam się do podsumowania zebranych danych oraz pokuszenia się o opracowanie metody biondykacji dla jezior. Tradycyjne indeksy biotyczne w przypadku jezior się nie sprawdzają z różnych względów.

Jezioro Trzcinno k. Łężan, najnowsze okazjonalne chruścików jezior
- przy okazji oceny bioróżnorodności w uprawach wierzby energetycznej.


Wybrane publikacje, dotyczace chruscików jezior:
  • Czachorowski S., 1989. Vertical distribution of Trichoptera in three Masurian lakes - results of initial research. Pol. Arch. Hydrobiol., 36, (3): 351 - 358. 
  • Czachorowski S., 1993. Vertical distribution of caddis larvae in various types of lake littoral. Braueria 20: 7-9. 
  • Czachorowski S., 1993. Distribution of Trichoptera larvae in vertical profile of lakes. Pol. Arch. Hydrobiol., 40: 139-163 
  • Czachorowski S., R. Kornijów. 1993. Analysis of the distribution of caddis larvae (Trichoptera) in the elodeid zone of two lakes of East Poland, based on the concept of habitatual islands. Pol. Arch. Hydrobiol., 40: 165-180. 
  • Czachorowski S., 1994. Habitat distribution of caddis larvae in the north-eastern Polish lakes. Braueria, 21: 15-16. 
  • Czachorowski S., 1994. Chruściki jezior lobeliowych - wyniki wstępnych badań. W: M. Kraska (ed.) Jeziora lobeliowe, charakterystyka, funkcjonowanie i ochrona, cz. II. Idee Ekologiczne, t. 7, ser. Szkice, nr 5: 59-73. 
  • Czachorowski S., 1994. Larwy chruścików (Trichoptera) z jezior Pojezierza Pomorskiego. Przeg. Przyr., 5 (1): 35-42. 
  • Czachorowski S., 1994. Concomitance of caddis fly (Trichoptera) larvae in four Masurian lakes differing trophically (north-eastern Poland). Acta Hydrobiol., 36: 213-225. 
  • Czachorowski S., 1995. Larwy chruścików (Trichoptera) czterech jezior różniących się trofią (północna Polska). Przeg. przyr., 6: 21-52. 
  • Czachorowski S., A. Kurzątkowska, 1995. Chruściki (Trichoptera) i pluskwiaki (Heteroptera) wodne zanikającego zbiornika koło Żabiego Rogu (Pojezierze Mazurskie). Przeg. Przyr., 6: 53-60. 
  • Czachorowski S., 1996. Caddis flies (Trichoptera) of the Zehlau Peatbog - results of preliminary studies. Kaliningrad, Flora i fauna bolota Celau, tezisy dokladov mezdunarodnoj naucnoj konferencji, str. 49-51. 
  • Czachorowski S., 1997. Skąd się wzięły chruściki (Trichoptera) w jeziorach Polski - analiza strategii życiowych. W: T. Puszkar i L. Puszkar (red.) Współczesne kierunki ekologii - ekologia behawioralna, Wyd. UMCS, Lublin, str.: 175-178. 
  • Czachorowski S. 1998. Chruściki (Trichoptera) jezior Polski - charakterystyka rozmieszczenia larw. Wyd. WSP Olsztyn, 156 str. 
  • Czachorowski S., 2003. Caddisflies (Trichoptera) of Polish lakes – ask about origin lake species and post-glacial colonization. In: Lake ecosystems: biological processes, anthropogenic transformation, water quality. Materials of the II Inter. Sci. Conf., Minsk: 543-545. 
  • Pietrzak L., S. Czachorowski, 2004. Jak rekultywacja wpływa na owady wodne? Przykład chruścików (Trichoptera) z Jeziora Długiego w Olsztynie. W: Wiśniewski R., Jankowski J. (red.) Ochrona i rekultywacja jezior. Pol. Zrzesz. Inż. i Tech. Sanitarnych, Oddz. Toruń, str.: 187-194. 
  • Czachorowski S., Pietrzak L., Zawal A., 2007. Chruściki (Trichoptera) rezerwatu „Jezioro Szare” i jego otuliny. Parki nar. i Rez. Przyr., 26 (4): 105-114. 
  • Szymańska U., Czachorowski S., Markiewicz A., Bonar A., Zębek E., 2010. Chruściki (Trichoptera jako organizmy wskaźnikowe zabiegów rekultywacyjnych prowadzonych na jeziorze Jeziorak Mały (Caddisflies Trichoptera as indicator organizm of restoration works carried out in the Lake Jeziorak Mały. W: R. Wiśniewski (red.) Ochrona i rekultywacja jezior. Toruń, str.: 127-140. 
  • Czachorowski S., 2010. Caddisflies (Trichoptera) of Lobelian Lakes of the Pełcznica Nature Reserve (Pomeranian Lakeland, Poland). Acta Biologica nr 17: 59-71.

Gdzieś na Pomorzu.

środa, 27 marca 2013

Nie zrealizowany (jeszcze) pomysł na międzywydziałowe koło naukowe Collegium Copernicanum

(Badanie terenowe w okolicach Ełku, wspołpraca z samorzątem, letni obóz naukowy)

Po kilkunastu lata współpracy ze studentami w ramach studenckiego ruchu naukowego oraz kilkuletniej współpracy z samorządami i studentami innych wydziałów, w 2006 roku chodził mi po głowie pomysł uruchomienia międzywydziałowego koła naukowego Collegium Copernicanum. Ostatecznie koła takiego nie udało sie powołać ale nazwa i część pomysłów zmaterializowała się w postaci kawiarni naukowej Collegium Copernicanum. Kopernik miał być wzorem i inspiracją - więc został.

W tamtym okresie sadziłem, że typowe, kierunkowe koła naukowe nie są wystarczające dla realizacji różnego typu przedsięwzięć nauczania przez działanie i wspomaganie tworzenia biografii studentów (teraz próbuję tworzyć ze studentami e-portfolia). W  tamtym czasie angażowałem się w międzywydziałowy projekt „Z uniwersytetem na ty” oraz kilka innych interdyscyplinarnych działań. Wstępnie pomysł międzywydziałowego koła został nazwany Collegium Copernicanum.
Zajęcia edukacyjne dla uczniów, Park Krajkobrazowy Pojezierza Iławskiego, Szwalewo.

W połowie pierwszej dekady XXI w. głośno i często mówiłem o zbliżającym się niżu demograficznym, ale był to głos wołającego na puszczy, dopiero po kilku latach, gdy niż przerzedził sale wykładowe, na UWM zaczęto o tym mówić głośno. Wtedy mówiłem, że w ciągu najbliższych kilkunastu lat, w związku z niżem demograficznym, należy spodziewać się spadku liczby studentów, w konsekwencji którego możemy spodziewać się coraz silniejszej konkurencji między szkołami wyższymi o studentów. Teoretycznie młodzież z regionu warmińsko-mazurskiego (oraz województw ościennych) to potencjalni studenci UWM. Atutem jest bliskość oraz stosunkowo niskie koszty utrzymania. Ale czy UWM dostatecznie dobrze jest promowana w tym środowiskach? Czy młodzież wie o ofercie edukacyjnej naszego uniwersytetu oraz czy nasza oferta jest atrakcyjniejsza niż uniwersytetów w Toruniu, Bydgoszczy, Gdańsku, Warszawie, Białymstoku? Argumentowałem, że pod uwagę trzeba wziąć także możliwości wyjazdów zagranicznych i studiowania w innych krajach Unii Europejskiej (w tym czasie miałem dobre doświadczenia we współpracy i wymiany studenckiej, z Niemcami, Rosją i Białorusią).

Wobec rosnącej konkurencji efektywniejsza promocja naszego uniwersytetu staje się koniecznością, zwłaszcza promocja w szkołach średnich i gimnazjalnych. O atrakcyjności studiowania w Olsztynie przesądzać będzie także możliwość znalezienia pracy w trakcie studiów oraz po studiach. Dobrą promocją naszego uniwersytetu - jak przekonywałem - będą absolwenci znajdujący pracę. W tej mierze nasze kształcenie było wtedy jeszcze dalece niewystarczające. Jedno biuro karier nie wystarczy. Studenci otrzymują w większości wiedzę teoretyczną i dopiero po studiach zaczynają szukać pracy. W pewnym sensie są już za starzy – mają dużo lat (więcej niż ich nie studiujący rówieśnicy szukający pracy) i praktycznie są bez jakiegokolwiek doświadczenia. Praktyki zawodowe wtedy były nieliczne.
Z magistrantami podczas uroczystości rozdania dyplomów.

Lepiej radzą sobie studenci, którzy w trakcie studiów podejmują dorywcze prace, odbywają staże i praktyki jako wolontariusze. Swoje uniwersyteckie kształcenie uzupełniają konkretnymi doświadczeniami, które wpisują do życiorysów. Lepiej sobie radzą studenci działający w kołach naukowych, stowarzyszeniach, klubach studenckich (turystycznych, fotograficznych), teatrach, współpracujący z radiem czy gazetami. W połowie pierwszej dekady XXI w. sądziłem. ze dobrym rozwiązaniem byłoby upowszechnienie takiej formy kształcenia. Dlatego myślałem o powołaniu międzywydziałowego koła naukowego. Wydawało mi się, że warto uzupełnić teoretyczne, tradycyjne kształcenie uniwersyteckie także kształceniem poprzez projekty. Uniwersytet oprócz wiedzy i umiejętności mógłby w większym stopniu wspomagać tworzenie biografii studentów (tzn. umożliwić zdobywania doświadczenia, które można wpisać do CV).

Podsumowując można stwierdzić, że poza promocją ważny jest także problem pracy dla absolwentów (ułatwianie kontaktu z potencjalnymi pracodawcami) i kształcenie poprzez projekty. Nie należy także zapominać o misji uniwersytetu – kierowanie edukacji do całej społeczności lokalnej, krzewienie kultury w regionie oraz popularyzowanie osiągnięć naukowych. Pełniejsza realizacja tej misji w regionie z wykorzystaniem aktywności studentów byłaby jednocześnie znakomitą formą promocji oferty edukacyjnej UWM. Wiele pozytywnych funkcji wypełniają liczne na UWM koła naukowe. Można jednak postawić sobie pytanie, dlaczego pełniejsze i bardziej otwarte kształcenie uniwersyteckie ma być zarezerwowane jedynie dla nielicznego odsetka naszych studentów (zobacz także Od kół naukowych do projektów)? Dlaczego nie zwiększyć możliwości indywidualnych ścieżek kształcenia dla większej liczby studentów?

Ograniczone możliwości kół naukowych wynikają z mniejszej liczby opiekunów–tutorów. Warto rozwijać także inne formy, zbliżające wykładowców do studentów. Z całą pewnością tej roli nie pełnią opiekunowie lat, gdyż na jednego opiekuna przypada zbyt liczna grupa studencka. Poza tym role opiekunów lat powierza się młodszym pracownikom uniwersyteckim. Przy coraz liczniejszych grupach (w roku 2006) kontakt studenta z profesorem (a więc najbardziej doświadczonym pracownikiem uniwersytetu) staje się coraz rzadszy i bardziej sporadyczny.
Z magistrantami podczas uroczystości wręczenia dyplomów.

Na bazie doświadczeń z działalności kół naukowych oraz akcji-projektów takich jak „Z Uniwersytetem na TY" w tamtym okresie sądziłem, że warto byłoby stworzyć międzywydziałowe koło naukowe. Kontakt studentów różnych kierunków, zangażowanych w realizację konkretnego przedsięwzięcia jest bardzo owocny z dydaktycznego punktu widzenia. Studenci uczą się pracy w zespole oraz wzajemnie uzupełniają się swoją wiedzą i doświadczenie. Tworzenie kolejnego koła naukowego o charakterze międzywydziałowym wydaje się jednak rozwiązaniem mało owocnym. Lepsza była-by zupełnie inna formuła współpracy w realizacji różnorodnych projektów. Dla realizacji wymienionych wyżej celów w 2006 r. proponowałem powołać nową formę w postaci Collegium Copernicanum, wzorując na ogólnopolskim Collegium Invisibile, adresowanym do studentów nauk humanistycznych i ekonomicznych. Tym razem pomysł miał być adresowany głwonie do studentów nauk przyrodniczych.

Zakładałem, że głównym celem takiego międzywydziałowego Collegium byłoby włączenie kształcenia poprzez projekty w grupach różnowydziałowych i różnowiekowych oraz stworzenie swoistego „koła” międzywydziałowego czy możliwości studiów międzywydziałowych.

Collegium Copernicanum (w planach):
  • Będzie dawało przynależności do elitarnej grupy i będzie umożliwiało pełniejszy kontakt z profesorem-tutorem oraz realizację indywidualnej ścieżki studiów. 
  • Umożliwi lepszą współpracę kadry jako tutorów. 
  • Nie będzie kolidowało z istniejącymi formami, w tym z kołami naukowymi.
  • Umożliwi pełniejszą aktywność studentów obcokrajowców przebywających na studiach w ramach Sokratesa-Erasmusa.

Dlaczego Kopernik w nazwie Collegium? Z dwóch powodów, po pierwsze jest związany z Olsztynem i regionem, po drugie jako wszechstronny naukowiec dobrze ilustruje ideę interdscyplinarności. Mikołaj Kopernik to wszechstronny naukowiec, łączący badania przy-rodnicze z medycyną, ekonomią itd. jak i sprawny organizator i zarządca.

Projekt próbowałem zrealizować z prof. Leszkiem Szarzyńskim z obecnego Wydziału Sztuki. Skończyło się na planach, ale wiele pomysłów udało sie później zrealizować w zupełnie innej formie. Cel został, zmieniły się tylko metody realizacji.
Studencki obóz naukowy w Łajsie - kształcenie młodych trichopterologów (obecnie już po doktoratach)

sobota, 23 marca 2013

Chłopiec z plakatu czyli moja przygoda w Wikipedią

Tuż po wydaniu pierwszej polskiej Wikipedi na CD
Moja przygoda z web 2.0 zaczęła się chyba w 2006 roku, kiedy zacząłem edytowanie Wikipedii. Poprawiłem hasło o chruścikach (Insecta: Trichoptera). Skoro jest to powszechnie dostępna encyklopedia, dlaczego nie wykorzystać jej do upowszechniania wiedzy?

Było to eksperymentowanie na samym sobie. Taki mam zwyczaj, ażeby wszystko poznać samemu, zanim zaproponuję innym. Rozpoznawanie zjawiska, aby sprawdzić jak to działa i czy da się wykorzystać do codziennej pracy naukowca oraz do dydaktyki uniwersyteckiej. Było to także poznawanie na sobie samym czym jest wolontariat w internecie i czy da się wykorzystać do gromadzenia wiedzy z udziałem wolontariuszy-naukowców. Da się, choć jest trudne i wymaga ciągłego aktywizowania, utrzymywania więzi i organizowania spotkań "w realu".

Dość szybko włączyłem się w przygotowanie i wyprodukowanie pierwszej stabilnej wersji polskiej Wikipedii na płycie CD. Wtedy jeszcze dostęp do internetu nie był tak powszechny jak obecnie. Płyty bezpłatnie kolportowaliśmy wśród szkół i bibliotek Warmii i Mazur.

W ciągu kilku lat pracy poznałem wiele dobrych i słabych stron społeczności wikipedystów. Ale ta wiedza umożliwia mi zrozumienie zjawiska i sensowne wykorzystanie w codziennej pracy. Po prostu rozumiem to medium od podszewki.

Uczenie się jest bardziej efektywne, gdy uczymy się aktywnie. Pisanie jest aktywnością. Aby pisać, wcześniej trzeba czytać, zrozumieć, uporządkować swoją wiedzę. Współpraca w tworzeniu Wikipedii dała mi możliwość pełniejszego zrozumienia czym są prawa autorskie. Potem, gdy rozpoczęła się gorąca akademicka dyskusja, byłem w pełni zorientowany w problemie i uwarunkowaniach prawnych, co było przydatne także w stanowieniu przepisów na moim rodzimym Wydziale Biologii i Biotechnologii.

Uniwersytet w swej misji ma upowszechnianie wiedzy. Warto włączać do tej misji współczesne środki przekazu, w tym web. 2.0. Wikipedia jest przydatna przede wszystkim... dla osób ją tworzących. Mniej dla biernych użytkowników, bo to projekt nigdy nie zakończony, niejako brudnopis. Ci, którzy edytują uczą się. I to ich największy zysk.

                      

Opowiadanie o Wikipedii, jak powstaje i jakie są jej walory edukacyjne spowodowało, że przy różnych okazjach lokalne media zwracały sę do mnie z pytaniami. Stąd moja dość częsta obecność w prasie, radiu (przykład z radia i internetu), wywiadach internetowych a nawet telewizji. Telefony odzwywały się nawet po latach.

Próbowałem wykorzystać Wkipedię w dydaktyce, zwłaszcza ze studentami zaocznymi. Tak włączyłem się do Projektów Szkolnych i Akademickich (np. rzeka Lega). To były moje pierwsze kroki w aktywnym wykorzystaniu web 2.0 w kształceniu.

Wykorzystywałem także doświadczenie wikipediowe w popularyzacji wiedzy, włączając niektóre pomysły do Olsztyńskich Dni Nauki, europejskiej Nocy Naukowców, czy jako problem do dyskuji dla olsztyńskiej kawiarni naukowej.

Kilka lat po pierwszej WikiEncyklopedii Warmii i Mazur w Olsztynie powstał Leksykon Kultury Warmii i Mazur a ostanio rozpoczęły się prace nad wikipediową encyklopedię Warmii i Mazur . Wierzę, że jest w tym mój maleńki inspirujący wkład i przecieranie szlaków.

Część swoich doświadczeń i przemyśleń, dotyczących web 2.0 i Wikipedii (oraz siostrzanych projektów) przekazałem w formie pisemnej (artykuły) oraz na wykładach, dzieląc się doświadczeniami ze studentami czy słuchaczami kursów lub wykładów otwartych.

Wikipedia dała mi spore doświadcznie w zakresie e-learningu jak i zrozumienia open source. Staram się te doświadczneia na różne sposoby wykorzystać w codziennej pracy dydaktycznej, wpisując w misję uniwersytetu. Dzisiaj dużo mniej wikipediuję, raczej poszukuję zupełnie nowych pomysłów, próbuję odkrywać dla siebie, dla studentów, dla innych nowe obszary aktywności. Tak widzę rolę naukowca - w eksperymentowaniu, sprawdzaniu, przetwarzaniu, opowiadaniu o swoich odkryciach i przemyśleniach, w końcu na implementowaniu do różnych sfer życia.

Teraz eksperymentuję z e-potrfolio. Właśnie tym e-portfolio :).

(czytaj też: Wikipedia jest jak medycyna ludowa, święto Wikipedii w Gazeta Cafe, O szeliniaku sosnowcu i święcie Wikipedii, aktywne współtworzenie wiedzy).

Wikiencyklopedia Warmii i Mazur, wersja na płycie CD, powstała w ramach grantu i jako element Olsztyńskich Dni Nauki oraz europejskiej Nocy Naukowców.

Plakat promujący Wikipedię i ja na plakacie. Uwiarygadnianie projektu.

piątek, 22 marca 2013

Olsztyńskie Dni Nauki i ślad w książce

Kiedy ówczesny prorektor ds, nauki prof. dr hab. Jan Jankowski powierzył mi obowiązki pokierowania Olsztyńskimi Dniami Nauki, trochę się przeraziłem. Zupełnie nowe wyzwanie i znacznie większa skala działań niż do tej pory miałem okazje realizować. Ale była to także szansa wykorzystania dotychczasowych doświadczeń oraz okazja do zrealizowania zupełnie nowych pomysłów.

Wyzwanie okazało się sukcesem (ale jednocześnie mozolną pracą i dużym stresem). Sprzyjającą okolicznością było wsparcie finansowe z urzędu miasta Olsztyna. Nowatorskie pomysły, mi.n. zakładające dużą współpracę z mediami oraz finanse umożliwiły wejście Olsztyńskim Dniom Nauki na zupełnie nowe tory. Ten sukces dodatkowo cieszy, bo został dostrzeżony przez innych (to swoista, zewnętrzna ewaluacja dla mnie). Jednym z przykładów jest książka prof. Stanisława Achremczyka, pt. "Nauk przemożnych perła", wydana z okazji dziesięciolecia uniwersytetu.

Moim pomysłem była szeroka współpraca z mediami i potraktowanie nauki jako newsa dla mediów (bo przecież nauka jest ciekawa i wystarczy tylko o niej umiejętnie i atrakcyjnie opowiedzieć). Starałem się wykorzystać różnorodne pomysły, takie jak np. wspólne malowanie, zaproponowane przez prof. Małkowskiego (później, powstałe obrazy, pokazywane były w galerii). Otwarcie się na sztukę zaowocowało zmianą nazwy imprezy na Olsztyńskie Dni Nauki i Sztuki. Postawiłem także na szeroką współpracę z innymi jednostami naukowymi, medycznymi i edukacyjnymi z miasta. Zamiast konkurującej rywalizacji była udana współpraca. A dużego lepiej widać :).

Olsztyńskie Dni Nauki koordynowałem w latach 2006-2008, zdobywając dodatkowe środki w formie grantów. W 2007 roku udało się powiązać Dni Nauki z europejską Nocą Naukowców. W tym czasie po raz pierwszy Noc Naukowców zawitała do Olsztyna i był to pierwszy na uczelni grant z 7. Programu Ramowego UE.

W czasie Dni Nauki eksperymentowałem z blogami naukowymi oraz zaktywizowałem (reaktywowałem w formie blogowej) olsztyńską kawiarnię naukową. Każde nowe wyzwanie jest okazją do zrobienia czegoś zupełnie nowego.




czwartek, 21 marca 2013

Przemawianie i komunikowanie blogiem

Zrzut z ekranu, marzec 2013, Gazeta.pl, w kółku link do mojego bloga
Internet daje wolność przemawiania i opowiadania o świecie. Zajęcia ze studentami są w jakimś sensie limitowane, przydzielane. Trzeba czekać w kolejne po uprawnienia jak i przydział godzin. Nie można jeszcze u nas zgłosić wykładu i poddać go pod wybór studentów. Wolnością dla naukowca są publikacje - może ogłaszać swoje odkrycia i przemyślenia w zasadzie bez pytania o zgodę.

Dla mnie wolnością do dyskutowania (nie licząc publikacji naukowych)  na początku kariery naukowej były artykuły w prasie codziennej, lokalnej jak i w czasopismach popularnonaukowych (to moja aktywność popularyzatorska i publicystyka naukowa). Dodatkowo możlwości wygłaszania referatów na spotkaniach pozauczelnianych. Internet dał mozliwość nieskrępowanego wypowiadania się, najpierw na własnej stronie www, potem na blogach.

Mój pierwszy blog, pisany od 2005 r., do dzisiaj odwiedzono ponad 170 tys. razy. To nietypowi słuchacze i nietypowi "studenci". Kiedyś było to kilka odwiedzin dziennie, teraz ponad 100-200 dziennie. Ale czasami liczba odwiedzin gwałtownie wrasta. To znak, że gdzieś jakiś wpis został "przedrukowany", zacytowany (komuś na chwilę się spodobał). Mam na myśli popularne witryny takie jak Gazeta.pl (ilustracja wyżej), Wykop.pl czy jakaś gorąca dyskuja na popularnym forum.

Wypowiedzi w radiu czy telewizji nie można w zasadzie zinwentaryzować ani oszacować liczby odbiorców. Ale i na sali wykładowej nie widać, ilu z obecnych studentów słucha, a ilu tylko "siedzi". Statystyki nie pokazują wszystkiego, czy to będzie liczba opublikowanych prac, liczba odsłon strony, czy to liczba obecnych na sali słuchaczy.

Po pierwszym blogu później pojawiły się kolejne, już bardziej zespołowe i przypominajace gazetę a mające na celu skupienie aktywności konkretnej grupy (np. kawiarnia naukowa). Kolejne próby bazowały na dotychczasowych doświadczeniach. Ciagle próbuję nowych rzeczy, także z własnym kanałem na YouTube.

Wszystkie formy: wykłady, publikacje, artykuły w czasopismach, blogi, filmiki, wystąpienia konferencyjne, wszystko to jest opowiadaniem o swoich odkryciach, przemyśleniach, wnioskach, jest próbą dyskutowania. Mimo różnej formy są sposobem komunikacji. Naukowiec i nauczyciel akademicki musi umieć komunikować swoje przemyślenia i komunikować się z innymi. To nasz chleb codzienny. A w szybko zmieniającym się świecie ciągle musimy poszukiwać nowych kanałów informacycjnych, nowych form, lepiej dostosowanych do aktualnych warunków.

Na pracowniku uniwersytetu ciąży dodatkowy obowiązek - obowiązek eksperymentowania. Także w zakresie form komunikacji i form opowiadania o swoich odkryciach i rezultatach badań.

środa, 20 marca 2013

Jak filozof z biologiem

Interdyscyplinarna współpraca nie od razu przynosi wymierne korzyści. Spotykanie się, dyskutowanie pozwala rodzić się nietypowym pomysłom. We współpracy z filozofami urodziły się dwie ogólnopolskie konferencje a teraz rodzi się nowy, międzywydziałowy kierunek - dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze.

wtorek, 19 marca 2013

Od Basica i strony www, przez bloga do e-portfolio

(Wycinek prasowy, Nasz Olsztyniak, sierpień 2009 r.)
W drugiej połowie lat 80. XX w. zetknłąłem się z komputerami. Początkowo wykorzystywałem do obliczeń i nauczyłem się programowania (Basic) oraz wykorzystywałem do edycji tekstu. Wtedy był to archaiczny edytor ChiWritter. Potem ekrany stały się kolorowe a postęp był tak szybki, że moje umiejętności programisty stały się mocno niewystarczajace. Pojawił się internet.

W zamkniętych murach uniwersyteckich nie zawsze łatwy jest kontakt ze studentem. Od dawna szukałem więc ułatwień w kontaktach ze studentami jak i innymi naukowcami. Tradycyjne listy zastąpione zostały szybkimi e-mailami oraz przeszukiwaniem sieci.

W 2002 roku zrobiłem swoją stronę www. Służyła jako swoisty informator i wizytówka ale także jako paranaukowa gazeta z informacjiami o badaniach, konferencjach, wydarzeniach, chruścikach. Szybko uzupełniłem o materiały dla studentów (tak wdrażałem się do e-learningu), wykaz dorobku czy publikacje. Strona, mimo uciążliwości i pracochłonności, służyła mi długo. Ale ciągle dokonywał się postęp w technologiach informatycznych i coraz łatwiej było wykorzystywać gotowe programy, w tym zasoby open source.

W sierpniu 2005 roku założyłem swojego pierwszego bloga, w dużym stopniu z potrzeb rozwijania e-learningu oraz rozwijania metod e-learningu. Wtedy blogi naukowe były niezwykłą rzadkością. Dopiero teraz spowszedniały. Potem pojawiły się nowe blogi, w tym wieloautorskie i jako wsparcie Olsztyńskich Dni Nauki.

W ostatnim czasie do kontaktów wykorzystuję portale społeczniościowe, zarówno te popularne jak Facebook, jak i te bardziej wyspecjalizowane dla społeczności naukowych. A od kilku tygodni, dla potrzeb dydaktycznych, tworzę swoje e-portfolio. To czego się teraz nauczę, za kilka lat będzie już archaiczne i nieaktualne.

Wszyscy zmuszeni jesteśmy do kształcenia ustawicznego... Z wiedzą jest tak, że jak się stoi w miejscu, to się cofa...

poniedziałek, 18 marca 2013

Kawiarnia naukowa na wyjeździe w Górowie Iławeckim


Popularyzacja wiedzy jest dla mnie elementem misji uniwersytetu. Tym się tylko różni od publikacji naukowych, że trudne sprawy naukowe opowiadane są językiem prostym i dostosowanym do poziomu wiedzy i ciekawości słuchaczy.

W kwietniu 2009 roku byłem z wykładem w Górowie Iławeckim. Opowiadając o bioróżnorodności nawiązywałem do recyklingu i ... rehabilitacji oraz pracy socjalnej. Świat jest całością i można spojrzeć z różnych perspektyw na pozornie odległe od siebie sprawy. Wykład w Górowie był formą wykazdowych, kameralnych spotkań z nauka nieformalnego klubu profesorów Collegium Copernicanum. Poza powszechnie znanym uniwersytetem trzeciego wieku czy Uniwersytetm Dzieci kształcenie ustawiczne i pozaformalne może dotyczyć każdego wieku. Stąd pomysł Uniwersytetu Każdego Wieku, jakże potrzebnego w małych miasteczkach i wsiach gminnych, rozsianych po naszym zaniedbanym regionie, "daleko od szosy".

Wielce sobie cenię takie wykłady w Ornecie, Górowie Iławeckim, Kwidzynie, Ełku, Dobrym Mieście, Łężanach, Łąjsie, Nowym Kawkowie i wielu innych uroczych miejscach.

niedziela, 17 marca 2013

Batikowe smoki z Ornety czyli współpraca z regionem

Otwarcie wystawy pokonkursowej, Orneta 2006.
Ornecki projekt "Z uniwersytetem na Ty" (przeczytaj więcej o tym projekcie) przyniósł konkretne efekty i inspiracje. Tych kilka wyjazdów i współpraca z samorządami pozwoliło mi lepiej zrozumieć potrzeby małych środowisk.
  

Po warsztatach biologiczno-ekologicznych była wystawa konkursowa, malowanie smoków i w końcu prezentacja Ornety w Olsztynie.

Malowanie batikowych smoków

Rolą stolicy regionu i uniwersytetu nie jest wysysanie najzdolniejszych i najbardziej kreatywnych ludzi do „stolicy” ale takie kształcenie, aby byli w stanie rozwijać siebie i swoje lokalne otoczenie. Uniwersytet powinien inspirować i ksztłącić kapitał społeczny. Żeby jednak kształcić dla regionu i wyposażać studentów w rzeczywiście przydatne kompetencje, trzeba wyjść zza akademickiego biurka i zobaczyć, na czym polega zycie „daleko od szosy”. Trzeba wspólnie poszukiwać kreatywnych rozwiązań i możliwości rozwoju gospodarki opartej na wiedzy.
Orneta w Olsztynie, mój malowany parabatikowy smok. 

Studenci biologii zostali dostrzeżeni (może najmniej w Ornecie). Dość szybko pojawiła się propozycja z redakcji Gazety Olsztyńskiej zorganizowania Mini-eko pikniku na Starym Mieście w Olsztynie pod patronatem tegoż dziennika. Odbyły się dwie edycje, w lipcu 2005 oraz 2006 roku.
Na bazie doświadczeń z Ornety, studenci (przy moim dyskretnym wsparciu) sami opracowali program, znaleźli fundusze i zrealizowali mini-ekopiknik, przy sporym zainteresowaniu lokalnych mediów. Jedna z absolwentek, wiele lat później, została dziennikarzem prasowym.

Kolejnym beneficjentem tych projektowych doświadczeń była szkoła przy szpitalu psychiatrycznym. Studenci biologii zrealizowali „Wieczór magii i ziół” w dość nietypowych i trudnych edukacyjnie warunkach.

Kolejnymi efektami projektu „Z uniwersytetem na ty” były staże studentów w przedsiębiorstwach turystycznych, w czasie których łączyli swoją wiedzę biologiczną z tworzeniem nowych „produktów” turystycznych.

Potencjał innowacyjności tylko w niewielkim stopniu zaowocował w Ornecie. Propozycje współpracy pojawiły się z zupełnie innych miejsc. Ale z punktu widzenia dydaktycznego (kształcenia studentów) i przedsięwzięcie odniosło duży sukces. Warto z takich doświadczeń skorzystać i kontynuować.

Jeszcze wiele będziemy musieli się nauczyć, aby absolwenci UWM nie byli bezrobotnymi prymusami z wysokim ilorazem IQ. Przed nami jeszcze wiele dydaktycznych poszukiwań. A może już nie długo Kortowo stawać się będzie jeszcze jedną „dolina krzemową” w zakresie innowacyjnej gospodarki?

sobota, 16 marca 2013

Smoki, rycerze i czarownice, czyli nauczanie przez projekt i tworzenie sytuacji edukacyjnych


Propozycja profesora Leszka Szarzyńskiego i zaproszenie do udziału w projekcie „Z uniwersytetem na Ty” w 2005 roku przyszła w momencie moich poszukiwań nowych form dydaktycznych, związanych z coraz wyraźniejszymi przemianami cywilizacyjnymi. Propozycja ta pojawiła się w momencie mojej konstatacji sensu istnienia kół naukowych i poszukiwania nowej inspiracji (czytaj więcej). Orneckie spotkanie „Z Uniwersytetem na ty” było intrygującym i twórczym spotkaniem. Moim intelektualnym „wkładem” było wieloletnie doświadczenie pracy w kołach naukowych wraz z coraz silniejszym „niedosytem” dyskusji nowych wyzwań edukacyjnych. W rezultacie finalny efekt był spotkaniem różnych doświadczeń i koncepcji oraz nieoczekiwanych rezultatów twórczego procesu współpracy ze studentami oraz samorządem miasta Ornety. Współobecność muzyki i sztuk plastycznych okazała się znakomitym dopełnieniem dotychczas realizowanych pokazów przyrodniczych i badań terenowych.
Smok za butelkę :). Butelkę ja malowałem, znalezioną gdzieś w lesie w czasie akcji ze studentami.

Po wielu latach aktywności w studenckich kołach naukowych (jako student oraz jako opiekun), w połowie pierwszej dekady XXI w. zastanawiałem się nad sensem kół naukowych oraz poszukiwaniem nowych form kształcenia ważnych umiejętności. Właśnie w takim momencie rozterek i poszukiwań pojawiła się propozycji prof. Szarzyńskiego i możliwość „przetrenowania” zupełnie nowej możliwości. W sumie było to zrealizowanie projektu w grupie interdyscyplinarnej (studenci innych wydziałów) jak i poza murami uniwersytetu. Miało to być działanie „na prawdę”, a nie tylko „na zaliczenie akademickie”.

W tym czasie dwie sprawy związane z wiedzą przykuwały moją uwagę. Pierwsza to coraz częściej pojawiające się informacje o przenoszeniu do Polski laboratoriów różnych firm. Polacy są dobrze wykształceni, kreatywni i... stosunkowo tani. Tak samo dobrzy jak specjaliści z Europy Zachodniej, ale jednocześnie godzący się na niższe pensje. Wysiłek Polaków ostatnich 15 lat skierowany na własną edukację przynosił rezultaty. W pierwszej dekadzie XXI w. mieliśmy 5 razy więcej studentów przy miej więcej takich samych nakładach z budżetu na kształcenie wyższe (ale dużym wkładem były prywatne pieniądze studiujących zaocznie i na uczelniach niepaństwowych). Już nie tylko najlepsi emigrują za chlebem, ale Polska traktowana jest jako zagłębie „surowcowe” gospodarki opartej na wiedzy.

Drugim faktem były badania ostatnich lat nad ludzką inteligencją i sukcesem zawodowym. Przez wiele lat gloryfikowaliśmy zdolności intelektualne mierzone testem IQ. Okazało się jednak, że szkolni prymusi i osoby z wysokim IQ wcale statystycznie nie odnoszą większych sukcesów zawodowych. Nie samymi wiadomościami człowiek żyje. Okazało się, że bardzo ważna jest także inteligencja emocjonalna. O sukcesie życiowym decyduje również zdolność pracy w grupie, umiejętność nawiązywania kontaktów i radzenia sobie z problemami.

Jak więc kształcić naszych studentów? I czego i uczyć? Czy nasi prymusi będą także prymusami w życiu zawodowym, czy będą ludźmi szczęśliwymi? Jest to pytanie o misję uniwersytetu i strategiczne cele kształcenia. W tym miejscu przypomina mi się pewna bajka (edukacyjna).

Było to dawno, dawno temu. Pewien zdolny chłopak zgłosił się do kowala na naukę, tego trudnego acz popłatnego zajęcia. Przez kilka lat uczył się pilnie pod czujnym okiem swojego mistrza. Nauczył się biegle wywijać młotem, wykuwać podkowy, lemiesze, miecze, i zbroje. Zdobywszy te umiejętności ruszył w świat szukać pracy. Pokazując swoje wyroby, szybko znalazł pracę w książęcym zamku. Zaprowadzono go do zamkowej, dobrze wyposażonej kuźni. I dostał zlecenie. Jednakże po kilku dniach młodego kowala przepędzono precz. Okazało się, że nauczył się wielu różnych rzeczy, ale zabrakło mu najważniejszego: nie nauczył się rozpalać kowalskiego paleniska… Stracił pięć lat na naukę a został bezrobotnym. 

A czy nasi studenci, opuszczający mury UWM w Olsztynie, nie są aby takimi niedouczonymi kowalami? Cóż po wielkiej wiedzy w głowie, kiedy nie wiadomo jak ją zastosować? Nasz region łaknie młodych kadr, młodych i profesjonalnych Judymów i Siłaczek, którzy nie tylko znajdą pracę, ale stworzą miejsca pracy dla innych. Czy UWM jest (lub ma szansę być) tryskającym źródełkiem takiego właśnie potencjału intelektualnego, gaszącego „pragnienie” wymierającej prowincji i potencjału zwabiającego inwestorów zagranicznych?

Niektórych umiejętności nie sposób nauczyć się tylko słuchając wykładów. Najpełniejsza nauka, to nauka przez działanie. Czy biologowi wystarczy głęboka wiedza o bakteriach, roślinach, genach, owadach czy ekosystemach? A co z umiejętnością współpracy w grupie, umiejętnością organizacji i kierowania pracą zespołu, a co z własną autoprezentacją i poszukiwaniem funduszy na realizację projektów?

Doskonałą okazją do realizacji wyżej wymienionych wyzwań edukacyjnych był udział w spotkaniach „Z uniwersytetem na Ty”, organizowanych przez prof. Leszka Szarzyńskiego i Urząd Miasta i Gminy w Ornecie. Po wstępnych rozmowach, w ramach realizacji typowego projektu, w ciągu niespełna trzech tygodni wspólnie ze studentami stworzyliśmy program spotkania ph. „Rycerze, smoki i czarownice czyli przyroda Ornety od średniowiecza do współczesności”. Realizacja odbyła się 7 czerwca 2005 r. Była to znakomita okazja do promocji uczelni, uniwersytetu trafiającego „pod strzechy”. Ale przede wszystkim było to procentujące doświadczanie edukacyjne dla mnie jako nauczyciela akademickiego. Miałem okazję samemu w pełni uczestniczyć, obserwować studentów w trakcie zajęć, a potem przez ponad rok obserwować efekty dydaktyczne. Niektóre z nich są zaskakujące i nieoczekiwane. Były wykłady, pokazy, koncert, wystawa owadów, pokaz i współuczestnictwo w malowaniu butelek, wywiady dla radia, pisanie artykułów. Tylko część rezultatów „okrzepła” w samej Ornecie. To właśnie w Ornecie nauczyłem się malowania butelek...

W naszym regionie jest wiele miejscowości, które potrzebują nowych pomysłów, inspiracji na własną promocję i aktywizację lokalnych społeczności. Młodzież nie powinna uciekać w świat, szukając czegoś dla siebie. Uniwersytet nie powinien jedynie zasysać najzdolniejszych, „eksportując” ich dalej za granicę. Misją Uniwersytetu jest intelektualne zasilanie owej „prowincji”. To jest drugi powód, dla którego inicjatywę prof. L. Szarzyńskiego przyjąłem z uznaniem i zachęciłem do włączenia się studentów biologii.

Studenci z mojego Studencko-Doktoranckiego Koła Naukowego Ekologów brali już udział w różnorodnych projektach i przedsięwzięciach. Ale nauki nigdy dość, tym bardziej, że ciągle przychodzą nowi. Im też warto stworzyć dogodną okazję do nauki przez działanie oraz przybliżyć do potencjalnego pracodawcy. Spotkanie w Ornecie umożliwiło współpracę także z Kołem Naukowym Mikrobiologów, studentami z Wydziału Kształtowania Środowiska i Rolnictwa oraz Wydziału Nauk Społecznych i Sztuki... jak również z młodymi dziennikarzami z Radia UWM-FM. Nawiązane kontakty procentowały w przyszłości.

Nasz region żyje z turystyki. Brakuje jednak jeszcze wystarczającej i bardzo atrakcyjnej oferty turystycznej. Orneta – tak jak i reszta regionu – poprzez zabytki może nawiązywać do średniowiecza. Przyrodnik może zadać pytanie: jak wtedy ludzie żyli, jaka wtedy była przyroda? Czy średniowieczni rycerze, mieszczanie i chłopi słuchali takich samych ptaków, oglądali takie same jak dziś gatunki roślin i zwierząt? Przyroda od tego czasu mniej lub bardziej się zmieniła. Tym zajmują się botanicy, zoolodzy, ekolodzy. Żeby móc opowiadać o lokalnej przyrodzie, atrakcjach i ciekawostkach… trzeba wiedzieć co żyje wokół nas. Potrzebna jest więc inwentaryzacja przyrodnicza. Lokalnym samorządom w zdobyciu tej wiedzy pomóc może UWM w Olsztynie.

W klimat średniowiecza wprowadzili muzyką studenci z Wydziału Nauk Społecznych i Sztuki. O rycerzach opowiadał Witold Szczepański, biolog a „po godzinach” członek olsztyńskiego bractwa rycerskiego. Przy wsparciu swojej damy serca opowiadającej o księżniczkach i czarownicach, a przy okazji o agroturystyce. Nie obyło się też bez konkursów zręcznościowy dla uczniów. W herbie Ornety jest smok. Ważki – to owady wodne powszechnie znane. Ich angielska nazwa to dragonfly - latające smoki (lub smoko-muchy)! Są więc wokół nas żyjące współcześnie „smoki”. Nie porywają już księżniczek, ale są równie ciekawe i intrygujące. Studenci nie tylko opowiadali o świecie owadów i ich bajkowych nazwach, ale również demonstrowali owady żywe i w zasuszone w gablotach. To przyciągnęło uwagę nie tylko najmłodszych.

Podobno w okolicach Ornety spalono na stosie ostatnią czarownicę z Warmii. Z czarownicami kojarzą się zioła, mikstury i trucizny. To dobry pretekst, aby o powiedzieć o leczniczych właściwościach ziół. O innych, niewidocznych gołym okiem „szkodnikach” opowiedzieli studenci z Koła Naukowego Mikrobiologów, serwując prawdziwy jogurt i różne gatunki sera, a na szalkach pokazując różne szczepy bakterii.

Współczesnym problemem naszego regionu są rosnące góry śmieci. Do współczesnego stylu życia niezbędną jest umiejętność i przyzwyczajenie do recyklingu i selektywnej zbiórki odpadów. W wielu miastach jest to już codziennością. Co można zrobić dla najbliższej okolicy, aby była czysta i atrakcyjna turystycznie? Można na przykład posprzątać dzikie zakątki przyrody. Czy stara butelka nadaje się tylko na wyrzucenie do lasu? Nie, można wykorzystać ją jako surowiec malarski i zrobić ozdobę. W czasie spotkania studenci nie tylko opowiedzieli o recyklingu i reusingu (powtórne użycie), ale poprowadzili warsztaty malarskie, pod czujnym i wprawnym okiem p. Grażyny Borys. We wzornictwie dominowały oczywiście rośliny i owady.

A po co to wszystko? Aby pokazać, jak wiedza zdobyta na uniwersytecie, może być zamieniona na praktyczną ofertę turystyczną.

Pomysł ze smokiem zaowocował później wspólnym przedsięwzięciem w 2006 roku w Ornecie: malowaniem smoków zmodyfikowaną techniką batiku, a następnie licytacją namalowanych przez orneckich „vipów” dzieł w czasie dnia Ornety w Olsztynie (Olsztyńskie Lato Artystycznie). W rezultacie pomysł zaczął funkcjonować jako „markowy produkt turystyczny” in statu nascendi. Być może już niedługo turyści przyjeżdżać będą do Ornety posłuchać i oglądać rycerzy w czasie walk, uczestniczyć w sabacie czarownic, poradzić się w sprawie ziół na wątrobę, miłość i na psa urok (a może samodzielnie pozbierać w pełni księżyca?). W końcu można będzie podglądać przyrodę z żywymi „smokami” włącznie. Czy można podglądać świteziankę dziewicę? Można, bo to nazwa jednego gatunku ważki. Na koniec kupić sobie coś na pamiątkę z lokalnego rękodzieła: gliniane garnki, malowane butelki ze „średniowieczną” zawartością (kwas chlebowy, piwo domowe, miód pitny czy sok z malin albo cudowna mikstura na kurzajki).

Po wielu latach ten kierunek poszukiwań intelektualnych zaowocował tworzeniem z Wydziałem Humanistycznym kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodenicze.

W Ornecoe studenci mieli okazję poznać swoje możliwości. Kilkakrotnie musieli improwizować. Myślę, że teraz odważą się na kolejne już większe wyzwania – bo wiedzą, że poradzą sobie w trudnych i stresowych sytuacjach. Niektórzy po raz pierwszy stanęli przed reporterskim mi-krofonem i trema paraliżowała. Następnym razem z pewnością będzie łatwiej. Tej wiedzy nie zdobyliby na żadnych, nawet wielogodzinnych wykładach. Bo można wiele mówić o miłości, ale kto nigdy nie kochał i nie był kochany i tak nie będzie rozumiał tego słowa...

Wielogodzinny wysiłek studentów opłacał się (choć z tego nie będzie żadnego zaliczenia ani oceny). Już na drugi dzień pojawiły się pierwsze oferty. Intelektualny ferment uniwersytetu trafił pod kolejne „prowincjonalne strzechy”. A ja ugruntowałem swoje przeświadcznie, ze warto właczać nauczanie metoda projekty w codzienną, uniwesytecką dydaktykę.

Ornecki projekt  i nasz udział został opiany w książce Stanisława Achremczyka "Orneta. Dzieje miasta", wydanej w 2006 roku.

A także w eseju, opublikowanym w Forum Akademickim (Czachorowski S., 2005. Smoki, rycerze i czarownice. Forum Akad., 11: 40-42.)

piątek, 15 marca 2013

Krótkie wypowiedzi dla prasy

Kontakt z mediami to w jakimś sensie realizacja idei uniwersytetu otwartego oraz kształcenie nieformalne i ustawiczne. Jednak te krótkie wypowiedzi dla prasy, radia czy telewizji są niezwykle trudne. Bo żeby coś mądrze zawrzec w niewielu słowach trzeba długiego namysłu, a na to najczęsciej brakuje czasu. Pozostaje więc ciągle ćwiczyć się w krótkich wypowiedziach.

Jakkolwiek takie wypowiedzi (zwłaszcza w roli eksperta) są ważne dla społeczności lokalnej, to w indywidualnym dorobku pracownika naukowego w ogóle się nie liczą. W zasadzie nie pozostaje po nich żaden ślad. Chyba że czasem znajdzie się jakiś wycinek w prasie lub radio czy telewizja umieści swój materaił w internecie.

NIe nalezy jednak rezygnować z takich trudnych w wykonaniu  - a jednoczesnie nieistotnych z punktu widzenia kariery - wypowiedzi publicznych. Misja uniwwrsytetu jest coś więcej niż nauczanie studentów i publikowanie w ważnych czasopismach. A więc nie zamiast lecz równocześnie jedno i drugie powinno się czynić. Tak też robię. I robię to z przekonaniem, że ma to sens.

czwartek, 14 marca 2013

Od kół naukowych do projektów

Badania terenowe w czasie obozu naukowego w Górowie Iławeckim
W połowie pierwszej dekady XXI w. zacząłem krytycznie zastanawiać się nad studenckim ruchem naukowym. W tamtym okresie mój uniwersytet zadziwiał ogromną liczbą działających kół naukowych (sprzyjało temu finansowanie kół naukowych a nie projektów). W okresie projektu orneckiego było ich ponad 100. Można uważać to za swoisty fenomen. Ze zrozumiałych względów aktywność poszczególnych kół jest sinusoidalna: po latach wyjątkowej aktywności czasem koła zamierają całkowicie. Ale sumaryczny bilans studenckiej aktywności jest zadziwiający. Skąd, jak i dlaczego?

Naukowa aktywność studentów cieszy. W tamtym okresie ośmielałem się jednak sądzić, że te koła naukowe są w pewnym sensie na etapie zmierzchu i zaniku (późniejsze lata to potwierdziły i nie tylko ze względu na spadek liczby studentów na poszczególnych wydziałach). I wcale to stwierdzenie nie było pesymistyczne i dekadenckie. Było przewrotnie sformułowanym optymizmem. Czy też poszukiwaniem nowych form aktywizacji i pracy ze studentami.

W moim odczuciu koła naukowe są swoistym substytutem niedorozwoju bliskich relacji student-profesor, są swoistym anachronizmem pototalitarnym. Jak i reliktem dziewiętnastowiecznej myśli oświeceniowej, reliktem budowania szkół w społeczeństwie analfabetów. Wcześniejsze pomysły – znakomite do czasów, w których powstały - w społeczeństwie informatycznym XXI stają się powoli anachronizmem. Uniwersytety z elitarnych stały się egalitarne. W znaczący sposób zmieniło się środowisko edukacyjne i społeczeństwo jako całość. W szkole są kółka zainteresowań, symetrycznie na uczelniach wyższych są koła naukowe. Można rzec że to taka wyższa forma „szkolnego kółka zainteresowań” z jednoczesną formą samokształceniową (typową dla niedostatków pomocy dydaktycznych). W końcu koła naukowe są specyficzną formą kontaktów studentów z profesorami, umożliwiającego włączenie do autentycznych badań naukowych również studentów. Same pozytywy – dlaczego więc piszę o anachronizmie!

Koła naukowe to elitarna forma indywidualnej pracy dla najzdolniejszych studentów, forma wykraczająca poza program studiów. No właśnie, dlaczego do kół naukowych nie mogliby należeć niemalże wszyscy studenci? Przecież kształcenie na poziomie wyższym jest masowe. Koła naukowe w takim rozumieniu powinny być dla wszystkich! Dlaczego w normalnym toku kształcenia studenci nie mieliby uczestniczyć w autentycznych badaniach naukowych? W sensie ograniczonego dostępu (elitarność) i autentycznego uczestnictwa koła naukowe są anachronizmem. Myślę, że w nowoczesnym uniwersytecie rola kół naukowych systematycznie zanika. To znowu przewrotne i prowokatorskie stwierdzenie, wskazujące na rodzenie się nowych rozwiązań i obrastania uniwersytetu przez różnego rodzaju organizacje i przedsiębiorstwa gospodarki opartej na wiedzy.

Coraz wyraźniej, nawet w prowincjonalnym Olsztynie, uniwersytecka działalność naukowa i dydaktyczna zbliża się do gospodarki i zwiększa się liczba innowacyjnych relacji z otoczeniem. Strategia lizbońska wyraźnie wspomaga ten proces w Europie.

Sam włączyłem się do koła naukowego już na pierwszym roku moich studiów. To było w 1982 rokuy. Potem byłem opiekunem sekcji i koła na WSP. Koło umarło śmiercią naturalną, gdy najaktywniejsi członkowie skończyli studia. Potem – już jako asystent i adiunkt - współpracowałem ze studentami w grupie nieformalnej (swoiste niezarejestrowane koło naukowe), wielokrotnie wyjeżdżałem na wyprawy krajowe i zagraniczne. Potem koło zostało reaktywowane, bo do realizacji projektu potrzebne było konto bankowe i pieczątka. I znowu były badania terenowe, niewątpliwe sukcesy studentów, publikacje studenckie, konferencje, wystąpienia zagraniczne, dyplomy.

W sumie w studenckim ruchu naukowych w różnych rolach spędziłem ponad 20 lat. Przeżyłem lub widziałem różnorodne sytuacje. Wszystkie te doświadczenia są pozytywne. Dlaczego więc uparcie piszę o anachronizmie? W czasach Polski Ludowej, w czasach braku swobody działania, koła naukowe były swoistym rezerwatem dla postaw obywatelskich. Osobiście właśnie w kole naukowym uczyłem się procedur demokratycznych oraz sprawnego działania. Obecnie nie ma takiego ograniczenia. Coraz liczniejsze są różnego typu organizacje pozarządowe. Z punktu widzenia kształcenia studentów spełniają, w wielu aspektach, dokładnie te same funkcje. Mają jeszcze jedną przewagę – działać można i po studiach. A kontakt z kołem naukowym urywa się po uzyskaniu uniwersyteckiego dyplomu. Kilka prężnych przyrodniczych organizacji pozarządowych wyrosło właśnie z kół naukowych. Przykładem może być poznańska Salamandra czy olsztyński Komitet Ochrony Orłów. Byli studenci dalej działają… i stworzyli dla siebie miejsca pracy. To drugi element „wyższości” stowarzyszeń nad kołami naukowymi. I jest jednocześnie znakiem czasu. Coraz więcej stowarzyszeń i organizacji pozarządowych z powodzeniem funkcjonuje w murach akademickich. Uniwersytet dla tego „trzeciego sektora” jest źródłem wykwalifikowanych kadr (działalność studentów to swoisty staż!), natomiast studentom ułatwia kontakt z przyszłym pracodawcą. Myślę przede wszystkim o samozatrudnieniu. Ten trend będzie się rozwijał, bo na przykład w USA co trzecie miejsce pracy powstaje właśnie w trzecim sektorze czyli organizacjach pozarządowych.
Polsko-niemiecki obóz naukowy w Drozdowie k. Łomży.

Tak więc normalizacja sytuacji w Polsce, moim zdaniem, sprzyjać będzie silniejszemu przekształcaniu się kół naukowych w typowe NGO (Non Government Organization), większym angażowaniu się już na poważnie w działalność pozarządową, a nie w postaci „szkolnych kółek zainteresowań”, jak i większym angażowaniu się studentów poza granicami kampusu uniwersyteckiego. Poza wiedzą merytoryczną coraz większe znaczenia nabierają umiejętności organizacyjne i marketingowe.

W czasach, gdy dostęp do podręczników i innych źródeł informacji jest bez porównania łatwiejszy, samokształceniowe grupy kół naukowych tracą na znaczeniu. Z kolei przy wydłużonym cyklu kształcenia młodym ludziom coraz bardziej brakuje doświadczenia i rozwijania wszechstronnych umiejętności praktycznego działania. Zbyt dużo czasu spędzają przy książkach, zbyt mało w … rozwiązywaniu rzeczywistych problemów. Duża liczba kół naukowych jest oznaką ożywiania się prawidłowych relacji mistrz-uczeń. Jest to szczególnie ważne przy komercjalizacji i umasowieniu kształcenia: więcej studentów, a więc trudniejszy kontakt. To właśnie w kołach naukowych, przy bezpośrednim kontakcie w pełni realizuje się indywidualizacja kształcenia.

Dlaczego więc wróżę zmierzch kołom naukowym? Bo wydaje mi się że studencki ruch naukowy będzie się rozwijał… tyle że niekoniecznie tylko i wyłącznie poprzez koła naukowe. W coraz większym stopniu indywidualizm i swoboda poszukiwań badawczych przenikać będzie do jeszcze sztywnego programu studiów. Znikać więc będą różnice między typową dydaktyka „dla wszystkich” a specyfiką kół naukowych „dla wybranych”. Opiekun koła to nic innego jak tutor – doradca wspomagający kształcenie studentów. A czyż na seminariach i „normalnych” zajęciach nie powinno być więcej indywidualizacji kształcenia, więcej zbliżenia do rynku pracy, więcej kształcenia także i umiejętności zarządzania, organizacji? Powinno, bo taka jest ogólna tendencja. Dlatego napisałem, że tradycyjne koła naukowe są anachronizmem. A im bardziej będą w Olsztynie „anachroniczne”, tym lepiej będzie to o naszym uniwersytecie świadczyło i o jego rozwoju. Bo oznaczać to będzie zwiększenie indywidualizacji kształcenia, zwiększanie liczby tutorów, pogłębienie relacji mistrz-uczeń oraz lepsze przygotowanie absolwentów do rynku pracy.

Myślę więc, że wraz z podnoszeniem jakości kształcenia, wraz z tworzeniem funkcji tutora, wraz z pogłębianiem relacji mistrz-uczeń, cały uniwersytet stawać się będzie jednym wielkim „kołem naukowym”. Zamykając aktywność koła naukowego, którego byłem opiekunem, jednocześnie szerzej włączałem studentów w różnorodne projekty i to w ramach prowadzonych zajęć dydaktycznych. Uznałem, że udział w projektach "należy się" każdemu studentowi a nie tylko wybrańcom.

Elementy nauczania poprzez projekt zacząłem coraz śmielej stosować na swoich zajęciach, włączając się ze studentami w różnorodne akcje (np. Sprzątania Świata, Dzień Ziemi itd.). Wspólnie uczymy się nie tylko wiadomości, ale i umiejętności działania: planowania, zarządzania projektem, poszukiwania sponsorów, współpracy z wolontariuszami, współpracy z mediami.

Dla lepszego zilustrowania tego problemu posłużę się przykładem. Żeby dobrze poznać jabłko najlepiej jest je: spróbować, ugryźć, posmakować. Na typowych zajęciach od przedszkola do uniwersytetu uczeń-student najczęściej tylko ogląda jabłko i słucha o nim wykładu. Zbyt mało okazji ma na „gryzienie i smakowanie”. W rezultacie zna to „jabłko” tylko teoretycznie.

W społeczeństwie wydłużającego się okresu edukacji (obecnie to już ponad 20 lat z przedszkolem i studiami doktoranckimi) jak i wygodnego życia, coraz większego znaczenia nabiera motywowanie, inspirowanie, dostarczanie doświadczenia oraz „tworzenie biografii”. Czy specyfiką pracy kół naukowych są badania naukowe prowadzone przez studentów? Przecież takimi powinny być wszystkie zajęcia! W ramach konsultacji pracownik powinien wspierać każdego zainteresowanego studenta. Eksperymenty dla wybranych? Mało sprzętu badawczego, dlatego udostępniany tylko nielicznym? Dlaczego ograniczać dostęp do specjalistycznego sprzętu i ciekawych badań? Koła naukowe to substytut pełnej akademickości. W systemie klasowo-lekcyjnym masowych i jednakowych zajęć, nielicznym umożliwia się pełniejsze studiowanie: pełniejsze relacje mistrz-uczeń, indywidualizację studiowania, swobodny wybór tematyki poszukiwań. A co z resztą? To dobrze, że były i są koła naukowe. Warto jednak upowszechnić tę formę. Koła naukowe są zbyt sformalizowane. Zbyt mało pracowników jest w działalność kół zaangażowana.

Dlatego bazując na pozytywnych doświadczenia ze studenckiego ruchu naukowego od kilku lat na zajęciach staram się wdrażać studentów w realizację różnorodnych projektów, mniejszych czy większych.
W poszukiwaniu chruścików i innych owadów wodnych w okolicach Górowa Iławeckiego

środa, 13 marca 2013

Doświadczenie zdobywane na ulicznym parkingu


Przewrotny tytuł mógłby sugerować najstarszy zawód świata, sprzedawanie gazet lub mycie szyb samochodowych. Nic z tych rzeczy. To tylko próba poszukiwania nauczania przez działanie i niekonwencjonalnych sposobów edukacji ekologicznej i popularyzacji idei zrównoważonego rozwoju terenów zurbanizowanych. Zanim zaproponuję coś studentom to staram się poćwiczyć na sobie. Bo jak zachęcać studentów do realizowania zadań w formie projektu (np. w ramach przedmiotu ochrona środowiska dla biologów czy autoprezentacja dla biotechnologów) jeśli samemu się tego nie robiło? Jak namawiać do współpracy z mediami, uczyć pisania notatek prasowych, udzielania wywiadu itd., jesli samemu się tego nie próbowało? Jak nauczać współpracy z samorządem i poszukiwania sponsorów jeśli czytało się o tym tylko w książkach?

A przy okazji jest to forma kawiarni naukowej (misja otwartego uniwersytetu). Żeby przemawiać nie trzeba używać słów. Działanie jest formą komunikowania treści. A dodatkowo uczę się przygotowywania cyfrowych i internetowo dostępnych materiałów dydaktycznych.

 

wtorek, 12 marca 2013

Popularyzacja wiedzy - w ciągłym poszukiwaniu miejsca i formy

Wywiad z Wiadomości Uniwersyteckich, 2013 r.

Popularyzacja wiedzy jest dla mnie spsobem komunikownaia się i poszukiwaniem formuły uniwersytetu otwartego. Poszukiwaniem na rózne sposoby. Może kiedys zaowocuje czymś trwałym, w formie Olsztyńskiego Centrum Nauki? Niżej felieton również z Wiadomości Uniwersyteckich.

Uniwersytet… w wiejskiej szkole? 
Z drżeniem serca i adrenaliną w krwiobiegu przygotowywałem się do wykładu na Uniwersytecie Dzieci. Odbiorca trudny i poprzeczka dydaktycznie wysoka. Jak powiedzieć na poziomie naukowym o ewolucji lotu u owadów i o tym, dlaczego owady nie były nigdy tak duże jak dinozaury? Czyli jak przekazać wiedzę tak jak na konferencjach naukowych przed innymi specjalistami a jednocześnie zrozumiale i ciekawie?

Pęd do wiedzy – zarówno dzieciaków jak i rodziców – jest ogromny. Ale mnie nurtuje pytanie, dlaczego taka naukowa edukacja odbywa się od wielkiego dzwonu? Dlaczego jest duży rozdźwięk między naturalną ciekawością poznawczą dzieciaków i młodzieży a praktyką i programem szkolnym? Dlaczego małe szkoły są zamykane (podobno z przyczyn ekonomicznych), a równocześnie w wielkim świecie za duże pieniądze powstało Centrum Nauki Kopernik – oblegane przez młodych i starych z całej Polski. W sąsiednim województwie kujawsko-pomorskim w 14 miasteczkach powstają przyszkolne obserwatoria astronomiczne (m.in. w Brodnicy, Rypinie, Gniewkowie, Radziejowie). W tymże województwie w każdej klasie nauczania początkowego znajdzie się interaktywna tablica. Przecież to wszystko kosztuje!!! A jednak ktoś nie boi się inwestować tych pieniędzy.

A u nas szkoła przegrywa na wielu frontach. W wielu klasach nie ma podstawowego sprzętu w postaci komputera i rzutnika multimedialnego. Zostaje kreda, tablica i pomoce wycięte z gazety lub malowane kredkami. Dlaczego oszczędzamy na edukacji? Dlaczego w każdej szkole nie wyposażymy pracowni biologicznych, chemicznych, fizycznych, historycznych, polonistyczny itd.? Wtedy nauczyciele zakładaliby kółka poznawania naukowego. Uczeń ma laptopa, Internet w domu, kino domowe... a w szkole nauczyciel nie ma szansy pokazania kilkuminutowego filmu czy wykorzystania na lekcji zasobów Internetu! Do tego potrzebny jest komputer w sali z rzutnikiem multimedialnym. A to przecież nie jest luksus. A gdzie pomoce dydaktyczne, pozwalające na zaplanowanie i wykonanie ciekawych doświadczeń? Szkoła – w porównaniu z tym co uczeń ma w domu na co dzień – przegrywa swoim zacofaniem.

To dobrze, że od święta jest Uniwersytet Dzieci. Ale bardziej ucieszyłbym się z naukowej codzienności w miejskiej i wiejskiej szkole.

W Olsztynie jest planetarium i obserwatorium astronomiczne, Multicentrum, Muzeum Przyrody i parę innych, małych placówek. Jak pokazuje przysłowiowe życie, zapotrzebowanie na poznawanie świata jest znacznie większe. Zwłaszcza w miasteczkach powiatowych i na wsiach. Tam powinny być lokalne i przyszkolne centra naukowe, interaktywne muzea. Tam powinny być wspierane uniwersytety wieku uniwersalnego (jest takowy w Użrankach) i temu podobne inicjatywy. Po co nam znakomite drogi, którymi nasze dzieci wyjadą w daleki w świat, nie znajdując szansy na rozwój i poznawanie rzeczywistości u siebie? Może w planach strategicznych naszego regionu warto pomyśleć o szerokim i codziennym wsparciu edukacji w szkołach i środowisku lokalnym? I jest w tym duża rola UWM, nie tylko raz do roku z okazji Olsztyńskich Dni Nauki czy zajęć dla nielicznych w ramach Uniwersytetu Dzieci.

Czachorowski S., 2011. Z Kłobukowej dziupli. Uniwersytet… w wiejskiej szkole? Wiad. Uniw., 2 (138): 17.

wtorek, 5 marca 2013

Zainteresowania naukowe

Fot. L. Pietrzak
Obecnie moje zainteresowania naukowe związane są z przyrodniczymi elementami ekorozwoju, ochroną bioróżnorodności i monitoringiem zmian w środowisku przyrodniczym (głównie z wykorzystaniem owadów wodnych, w szczególności chruścików).

Moje zainteresowania badawcze koncentrują się wokół ekologii, biologii rozwoju, biogeografii i ochrony owadów wodnych, a w szczególności chruścików (Trichoptera), i dotyczą siedliskowego rozmieszczenia larw Trichoptera w wodach śródlądowych (rzekach nizinnych, jeziorach, drobnych zbiornikach i źródłach), wpływie czasowej i przestrzennej nieciągłości środowiska na strukturę rozmieszczenia makrobentosu oraz wpływie zmian klimatycznych na występowanie i siedliskowe rozmieszczenie chruścików w wodach północnej Polski.

W ostatnich latach problematyka badawcza uzupełniona została o próbę oceny antropogenicznych przekształceń i wtórnej renaturalizacji zgrupowań chruścików w krajobrazach kulturowych (agrocenozy, urbicenozy) w tym w uprawach roślin, wykorzystywanych dla celów energetycznych (energia odnawialna). Podejmuję zagadnienia związane z antropogenicznymi przekształceniami biocenoz oraz wskaźnikowego szacowania naturalności biocenoz wodnych. Ponadto prowadzę badania ekologiczne na poziomie krajobrazu (ekologia krajobrazu).
Fot. G.Wadowski

Fot. G.Wadowski
W swoich zainteresowaniach naukowych nawiązuję także do zagadnień teoretycznych: ogólnoekologicznych i ogólnobiologicznych. W zakresie nauk stosowanych interesuję się problematyką rozwoju zrównoważonego (ekorozwoju), regionalnym dziedzictwem przyrodniczym, głównie w Regionie Bałtyckim i Zielonych Płucach Europy ze szczególnym uwzględnieniem edukacji ekologicznej (środowiskowej), edukacją w zielonych szkołach a także filozofią przyrody.
Fot. J. Pająk

niedziela, 3 marca 2013

Profesor kolorowy i niebanalny


Wycinek pochodzi z Gazety Olsztyńskiej, chyba z 2011 roku (lub z początku 2012 r.). Moją ulubioną formą zajęć jest metoda projektu. Wiedzieć to jedno, rozumieć to drugie, a umieć tę wiedzę wykorzystać to trzeci i najwyższy element wiedzy. Przy okazji uczę studentów współpracy w grupie oraz współpracy z mediami.
Ze studentami wybieram się w różne miejsca w ramach różnorodnych projektów. Czasem zostają miłe pamiątki w postaci dyplomików okolicznościowych. Bo poza zajęciami na UWM miewam  wykłady na innych uczelniach.