wtorek, 31 grudnia 2013

Moje pierwsze wystawy fotograficzne


Fotografią interesowałem się od dawna, już od czasów szkolnych. W liceum wywoływaliśmy zdjęcia z kolegą, w całym cyklu produkcyjnym. Jak to bywało w tamtych czasach - w łazience.

W pracy naukowej także wykorzystywałem zdjęcia do dokumentacji stanowisk badawczych i ilustracji posterów konferencycjnych. Ale kolorowe zdjęcia wywoływałem już nie sam, ale w zakładzie. W ostatnich latach, już w epoce cyfrowych fotografii, po aparat sięgałem jeszcze częściej. Głównie jako dokulentacja badawcza ale i jako przygoda fotograficzna. Przy okazji zbierałem ilustracje do pisanych blogów. I znowu, dzięki programom komputerowym, miałem okazję uczestniczyć w całym cyklu produkcyjnym, łącznie z kadrowaniem, wycinaniem, poprawianiem.


W 2013 r. miałem swoje dwie pierwsze (mam nadzieję, że nie ostatnie) wystawy fotograficzne. Pierwsza, pokazana w czasie Olsztyńskich Dni Nauki i Europejskiej Nocy Naukowców, dotyczyła bioróżnorodności w uprawach wierzby energetycznej. Wszystkie fotografie powstawały jako dokumentacja pracy badawczej. Nie było nigdy czasu na spokojne poszukiwanie, wyczekiwanie i kadrowanie. Niemniej udało się wybrać sporo ciekwych i ładnych ujęć.

Samą wystawę traktowałem jako nową formę upowszechniania nauki i popularyzowania badań naukowych. Poprzez formę wystawy fotograficznej liczyłem, że dotrze do zupełnie nowych odbiorców. Ta sama wystawa pokazana zostanie w czasie Nocy Biologów (10 stycznia 2014 r.).

Druga wystawa, już zbiorowa, miała mieksce w olsztyńskim BWA. Zaczełą się od zabawy na Facebooku. Kilka zdjęć zostało wybranych i pokazanych. Całość zatytułowana została Dokufikcje.



niedziela, 6 października 2013

Moja przygoda z radiem



Niedawno dostałem propozycję pisania felietonów na stronę Radia Olsztyn wraz z zachętą, żeby je także opowiedzieć przed mikrofonem. Felietony już są (przejdź do strony Radia). Do mikrofonu muszę się jednak jeszcze sporo poduczyć. Propozycja zbiegła się w czasie z początkiem moich prac nad dziedzictwem kulturowym i przyrodniczym regionu oraz zainteresowania biogospodarką. Dlatego w tle ta tematyka zaczęła się w tym felietonach pojawiać, nie zapominając o cittaslow i powolnym życiu na prowincji.

Ale moja przygoda z radiem zaczęła się dużo wcześniej, na początku lat 80. ubiegłego wieku. Wtedy to zacząłem udzielać się w studenckim Radiu Emitor. Radio było malutkie swoim zasięgiem, tylko w praktyce DS 1 na ul Żołnierskiej. W studio były stare magnetofony szpulowe. Uczyłem się także reportażu, ale magnetofon był duży i ciężki a mikrofon toporny.

Te radiowe doświadczenia przydały mi się dużo później, w kontakcie z mediami. Z dużym wyrozumieniem patrzyłem na początkujących radiowców-studentów z Radia UWM FM. Wiedziałem jak im jest ciężko zacząć i poradzić sobie ze swobodną rozmową.

Teraz na radio patrzę jako na formę uniwersytetu otwartego i jeszcze jeden kanał komunikacji. A jeśli zacznę nagrywać dźwięki, to będę miał to, czego mi brakowało w fotokastach.



A niżej wstępne przymiarki graficzne Sławomira Ostrowskiego. Zdjęcia zostały zrobione kilka lat temu do fotokastu o źródłach rzeki Łyny.





sobota, 21 września 2013

O nauce i malowaniu butelek


Wiedza jest bogactwem i dobrem ogólnym, które jest warunkiem rozwoju cywilizacji i do którego prawo ma każdy. Tak jak do wody i powietrza. Nie można więc zamykać i ograniczać dostępu do wiedzy. Podobnie jest ze sztuką. Nauka i sztuka zachwyca się światem, każda na swój sposób i w odmiennej formie. W otaczającej rzeczywistości przyrodniczej dostrzega nie tylko zależności przyczynowo-skutkowe, prawidłowości i obiekty badawcze, ale także piękno.

Motywem mojego malowania jest chęć czynienia świata piękniejszym, nawet jeśli to piękno jest ulotne. Podstawowym surowcem są odpady cywilizacji nadmiernej i szybkiej konsumpcji – szklane butelki i słoiki (zbędne opakowania). Butelki i słoiki zbieram w dzikich zakątkach przyrody Warmii i Mazur. Zebranym śmieciom nadaję nowa wartość. Jest to filozoficzny podtekst nadawania rzeczom zbędnym - także i ludziom wykluczonym, spisanym na straty, zapomnianym - nowej ważności i wartości. A w zasadzie jest to odkrywanie, dostrzeganie tej wartości. Bo ona już tam jest.

Recykling rzeczy i znaczeń to promocja postaw przyjaznych środowisku i ludziom. Malowanie butelek jest jak nauka – ma służyć ulepszaniu świata. Jest dla niego jak chasydzka przypowieść, by za pomocą drobiazgu, jaką jest przywrócona do życia butelka, opowiedzieć o rzeczach ważnych i większych - za pomocą części pokazać całość.

Lubię malować z ludźmi w przestrzeni publicznej, by wspólnie odzyskiwać ją na społecznego życia. Nauka jest ważną częścią kultury. Wyjaśnianie złożonej rzeczywistości wymaga wytrwałości. Malowanie na szkle także. Ludzie dzielą się wiedzą (ale i sztuką, miłością) nie tylko ze względu na korzyści finansowe, lecz coraz częściej po to, żeby uczynić świat miejscem lepszym do życia. Swoisty trend dzielenia się (ang. sharing economy/collaborative consumption – ekonomia dzielenia się) obserwowany jest zarówno w sieci (zwłaszcza w mediach społecznościowych czy dziennikarstwie obywatelskim), jak i w świecie realnym (np. bookcrossing). Dzielenie się jest również podstawowym elementem nauki: jej postęp i rozwój ściśle związany jest z wymianą informacji, spostrzeżeń, wyników badań.

Rozdaję swoje butelki ludziom i instytucjom by przeciwdziałać wykluczeniu i rozmyślać nad nowym urządzeniem cywilizacji, nową odpowiedzią jak żyć. Na co dzień. Sztuka jest polem działania dla intuicji. Nauka jest polem działania racjonalności. Malujący naukowiec to negocjacje tych dwóch światów. W wymiarze osobistym malowanie jest dla mnie relaksem i wyjściem z wąskich ram życia zawodowego.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Portal Naukowca - nauka jest tam, gdzie jest Wi-Fi

Kadr z Portalu Naukowca
Wykład, dyskusja iu seminarium... za pośrednictwem internetu. BO coraz bardziej staje się faktem to, że nauka jest tam, gdzie jest ... Wi-Fi. Uczę się nowych technik i nowych środków przekazu. A najłatwiej się uczyć we współpracy i najlepsze rezultaty osiągnąć można w zespole. Nawet jeśli jest to zespół wirtualny.

Kolejną próbą był wywiad dla Portalu Naukowcahttps://portalnaukowca.pl/?a=wyklad_video&id=36. A przy okazji spotkanie w olsztyńskiej kawiarni naukowej Collegium Copernicanum.

I jeszcze jeden wywiad: Olsztyn to dobre miejsce do tworzenia.

niedziela, 14 lipca 2013

Nauka jest jak domek chruścika a naukowiec jak larwa chruścika

(rysunek wykonany kredkami,. mój wczesny okres popularyzacji nauki)
Nauka jest jak domek chruścika, kumulatywna. Z przodu nieustannie dobudowywana, rośnie. Ale z tyłu odrzucane są starsze elementy. Domek rośnie, powiększa się, zachowuje kształt. Ale nie jest to pełna kumulatywność. Niektóre zbędne rozwojowo elementy są tracone, odrzucane. Cały czas nauka zachowuje swoją całościowość. Mimo rozwoju. Jest przebudowywana, rozbudowywana, modyfikowana a nie burzona i budowana zupełnie od nowa.

A człowiek jest jak chruścik w domku, dobudowuje i odrzuca. Wybiera z otoczenia różne elementy, ziarna piasku, muszelki, wycina fragmenty roślin itd. i je wbudowuje. Dobiera a nie wkleja jak popadnie i co się nawinie.

Chruścik bez domku żyć nie może, przynajmniej dłużej. A sam domek nie powstałby bez chruścika.

U larw chruścików domkowych na pierwszym segmencia tułowia występują 2-3 wyrostki. Dzięki nim chruścik "czuje" domek. Jeśli larwa urośnie i nie czuje nacisku, to stymuluje ją do dobudowywania domku z przodu. Eksperymentalnie zakładano opasku uciskowe na tę część ciała chruścika - w rezultacie larwa "zapominała" o dobudowywaniu domku od przodu. Na końcu odwłoka znajdują się natomiast włoski-szczecinki czuciowe. Dzięki nim larwa wyczuwa koniec domku i wie, kiedy odgryzać (usuwać) zbędną część. Jeśli wyciąć te włoski, to larwy przestają skracać domek w miarę swojego wzrostu.

W nauce także czasem dochodzi do zaburzeń - larwy-naukowcy zapominają o dobudowywaniu wiedzy lub o odrzucaniu elementów nieaktualnych, przestarzałych.

wtorek, 2 lipca 2013

Ekolog na wakacjach

Ekolog na wakacjach? Marzenie ściętej głowy. Jeśli nad wodą, to z czerpakiem, siatką entomologiczną lub z notatnikiem. I nie w klapkach tylko w woderach.

Bioróżnorodność ma swoje prawa i potrzeby... badawcze.

Może kiedyś, na emeryturze...

wtorek, 25 czerwca 2013

Wizytówki

Wizytówka zaprojektowana i wykonana przez www.brandis.com.pl

Papierowa wizytówka (druk akcydensowy) korzeniami sięga dawnych czasów, najpierw wykonywane ręcznie, potem z wykorzystaniem różnych technik graficznych i fotograficznych. Odwiedzając kogoś "na salonie" podawało się służbie bilet wizytowy, aby mógł okazać właścicielce/właścicielowi i dobrze gościa zaanonsować. Te arystokratyczne bilety wizytowe były wielokrotnego użytki. Wraz z upowszechnieniem się usług poligraficznych wizytówki nabrały nieco innego charaktery - były zapisanym kontaktem, z adresem i telefonem. W pracy naukowca też się przydają.

Swoje pierwsze wizytówki drukowałem na drukarce komputerowej. Potem już zlecałem firmie poligraficznej. Do standardowego adresu pocztowego i telefonu dołączył adres e-mail, strona www i telefon mobilny. Możliwości ładnego zaprojektowanie papierowych wizytówek są coraz większe.

A do papierowych wizytówek dołączają ich elektroniczni i internetowi następcy. Zapewne wraz rozwojem mobilnego internetu coraz bardziej się upowszechnią. Coraz mniej będziemy nosić w kieszeniach eleganckich wizytowników, coraz częściej będziemy mieli bazę kontaktową a telefonie komórkowych czy tablecie. Niemniej nie będą tak piękne jak ich papierowi prekursorzy. Wraca moda na rękodzieło i można spotkać ponownie wizytówki wykonane ręcznie.







poniedziałek, 24 czerwca 2013

Czy jest sens za darmo upowszechniać wiedzę? Poradniki dla studentów.


Poradnik "Jak napisać pracę magisterską" napisałem z myśląż o moich magistrantach. Po raz pierwszy ukazał się w 2001 roku. W wersji elektronicznej udostęniłem bezpłatnie na swojej stronie www. Miała to być pomoc na seminarium magisterskie, abym nie musiał tych samych kwesti powtarzać wielokrotnie i aby realizować w praktyce założenia e-learningu. Kolejne wersje, poprawione i uzupełnione, ukazały się w 2003 i 2004 r. (dostępne na mojej stronie www.uwm.edu.pl/czachor).

Od tego czasu upłynęło sporo wody w Łynie. O istnieniu poradnika przypominają mi od czasu do czasu... ludzie spoza Olsztyna, pisząc i mówiąc, że jest przydatny i wykorzystywany na kilku uczelniach w Polsce. Było to dla mnie spore zaskoczenie. Ale cieszy mnie, że Poradnik wykorzystywany jest poza Olsztynem. Czasem dostaję informacje zwrotne od samych studentów:

"Dzień Dobry Panie Profesorze, Jestem studentką Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM w Poznaniu, natrafiłam na Pana stronę w poszukiwaniu materiałów i pomocy w przygotowaniach do pisania pracy magisterskiej. Znaleziony na stronie http://www.uwm.edu.pl/czachor/ poradnik dla magistrantów bardzo pozytywnie mnie nastroił i zmoblizował do pracy - dziękuję! Pisze Pan na prawdę rzeczowe, konkretne a przy tym lekkie i sympatyczne teksty. Temat mojej pracy niestety nie traktuje o chruścikach, a szkoda bo mogłabym zasięgnąć porad i pomocy. Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów!"

Takie głosy mobilizują. Bo w tak zwanym międzyczasie studia stały się dwustopniowe i pojawiła się konieczność napisania osobno poradnika dla licencjatów jak i magistrantów. W najbliższym czasie się za to zabiorę.

Drugi poradnik pt. Opisywanie biocenozy - zoocenologia. Skrypt eletroniczny dla magistrantów, przygotowałem także z muślą o studentach biologii środowiskowej i magistratach. Ale jak widzę wykorzystywany jest również przez pracowników naukowych, także i doktorantów z różnych miejsc Polski. Niektórzy chyba jednak wstydzą się cytować, bo przepisują fragmenty bez podania źródła. Łatwo to czasem rozpoznać po formułach matematycznych. Także i ten poradnik nieco się zestarzał i wymaga nowszego, poprawionego i uzupełnionego wydania. Co też niebawem uczynię.

Istotą uprawiania nauki jest dzielenie się wiedzą, nawet w wersji eletronicznej i internetowej.


sobota, 22 czerwca 2013

Biografie



E-portfolio służy do pisania uproszczonej biografii, przydatnej jako uzupełnienie CV. Funkcjonują jednak jeszcze wydania papierowe, zbierające tematycznie biografie różnych ludzi. Te są pisane lub redagowane przez inne osoby (inne niż sam zainteresowany). Po pierwsze dokonują selekcji i wyboru osób, po drugie narzucają schemat biogramu, po trzecie przesyłają ankietę do uzupełnienia. Na podstawie tych materiałów powstają biografie.

Chyba po raz  pierwszy moja biografia trafiła do takiej ksiązkowego wydania  w 2001 r. ("Kto jest kim w województwie wamińsko-mazurskim"), poprzedzonej o ile pamiętam opublikowaniem osobnego artykułu w gazetowym cyklu. Potem był "Słownik biograficzny profesorów Uniwersytet Wamińsko-Mazurskiego w Olsztynie", wyd. w 2004 i 2009 roku.

Była jeszczie biografia w Almanachu Entomologów Polski oraz jest hasło w polskiej Wikipedii. W przeciwieństwoe do e-portfoli czy własnoręcznie pisanego życiorysu, biografie mają zupełnie innych autorów. I wiele zależy od ich autorskiego podejścia oraz ich uznania co jest ważnie a co mniej. Ja piszę i uzupeniam swoje e-portfolio, a inni piszą gdzie indziej i wedle wasnego gustu. W jakimś momencie bycia osobą publiczną przestaje się być włascicielem w 100% swojej biografii :).

Są jeszcze wydawnictwa, stylizujące się na ekskluzywne, gdzie za odpowiedno słoną opłatą umieszczą biogram własnoręcznie napisany. Żeby więc trafić do jakiegoś papierowewgo almanachu, trzeba coś mniej lub bardziej ważnego zrobić... albo mieć pieniądze. W tym drugim przypadku wydrukują w książce oprawionej nobliwie i ozdobionej złotymi literami :).

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Konektywizm czyli współwiedza i paradygmat ekologiczny

(W czasie zajęć terenowych, realizowanych metodą projektu, 2012 r., nad rzeką Wałszą.)
Ciągłym motywem moich poszukiwań badawczych jest szukanie analogii między zjawiskami biologicznymi a kulturowymi. Konektywizm jako koncepcja pedagogiczna jest mi bliski, bo łączy w sobie wiele elementów paradygmatu ekologicznego (wspólnotowość, relacje między elementami). I nawiązuje do moich doświadczeń z siecią (internetem oraz komunikacją międzyludzką, sieciami społecznymi).

Uczenie się jest procesem łączenia różnych źródeł informacji. Kiedyś była to tylko własna obserwacja oraz informacja ustna od innych osób. W tamtych dawnych czasach, przeciętny człowiek w ciągu całego swojego życia miał okazję spotkać osobiście 100-200 osób. Po wynalezieniu pisma krąg osób, od których czerpiemy informacje, znacznie się rozszerzył. A dostępna wiedza zaczęła przekraczać znacznie możliwości zapamiętania i jej pełnego przyswojenia. Teraz mamy internet a więc dostęp do opinii innych jest jeszcze szybszy i jeszcze większy. Technologia (najpierw druk i pismo, teraz internet) umożliwiła przekroczenie fizycznych barier kontaktu. Swoją wiedzę tworzymy w znacznie obszerniejszym środowisku kulturowym. Rodzi to bardzo konkretne konsekwencje edukacyjne.

Wiedza wynika z konfrontacji różnych opinii i jest procesem a nie stanem statycznym. Wiedza jest procesem łączenia, syntetyzowania, wartościowania, oceniania i w końcu tworzenia własnego, spójnego systemu wzajemnie dopasowanych elementów. Ciągłe dodawanie nowych opinii (pozyskiwanie nowych informacji) konfrontowane jest z już posiadanym systemem wiedzy. Jeśli nowe informacje nie są zgodne z tym dotychczasowym systemem wiedzy (indywidualnym jak i wspólnym, ogólnoludzkim), to są one reinterpretowane (świat postrzegamy poprzez to co już wiemy) lub rekonstrukcji ulega cały system wiedzy. Wciskając nowe meble do mieszkania – jeśli nie pasują – to je przypiłowujemy, albo zmieniamy ustawienie całego mieszkania (łącznie z wyrzucaniem starych mebli). Wiedza jest jak istoty żywe – wzrost nie polega tylko na zwiększaniu liczby elementów ale na przebudowie, rearanżacji. Bo zawsze to musi być spójny i całościowy system, sprawnie działający a nie zbiór klocków w worku.

Jeśli wiedza jest procesem to samo myślenie i umiejętność uczenia się jest ważniejsze niż obecny, indywidualny stan wiedzy. W procesie edukacji (lub samoeduklacji) uczymy myśleć i uczyć się samodzielnie a nie przekazujemy jedynie wiedzę. Uczenie się jest procesem nie tylko pozyskiwania informacji ale i budowania spójnego systemu wiedzy indywidualnej. Skoro mamy wiedzę ogólnoludzką znacznie większą niż kiedyś (bo współtworzoną przez nieporównywalnie więcej mózgów), to nie da się jej zmieścić w jednej głowie, nawet najmądrzejszej. Próba znalezienia wspólnego i uniwersalnego kanonu wiedzy „do przekazania” w szkole czy na uniwersytecie, jest już niemożliwością. Za mały dysk do tych informacji. Na dodatek, ze względu na nieporównywanie większą liczbę komunikujących się osób, nie sposób stosować metody, dostosowanej do zupełnie innego świata.

Dla wiedzy i procesu uczenia się, ważna jest umiejętność dostrzegania powiązań między różnymi obszarami (faktami, informacjami), ideami i koncepcjami. Jest to kluczowa umiejętność porównywania nie tylko różnych informacji (np. relacji różnych osób tego samego zdarzenia) ale i różnych modeli, teorii, paradygmantów, systemów wiedzy. Krytyczne myślenie i proces podejmowania decyzji są nierozerwalnie związane z procesem uczenia się i nauczania, niezależnie od poziomu: przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, studiów wyższych.

Wobec szybkiej zmiany wiedzy (bo więcej osób ze sobą wymienia informacje i uczestniczy w obserwowaniu świata w najrozmaitszych jego aspektach), ciągłego dezaktualizowania się faktów, teorii, uogólnień, najważniejszą cechą wiedzy jest jej aktualność. Nie można nauczyć się raz na zawsze. Bo to, co dzisiaj zapamiętamy, jutro będzie nieaktualne. Tak więc dawne modele kształcenia są we współczesnym, cyfrowym świecie po prostu nieefektywne. A więc proces nieustannego odświeżania wiedzy jest niezbędny. Nie chodzi więc o to, by szybko i dużo zapamiętać, ale by umieć aktualizować swoją wiedzę. Tak jak z organizmami żywmy – żeby był las to ciągle muszą kiełkować nowe drzewa. Co innego martwy budynek. Wystarczy go zbudować a potem ewentualnie tylko naprawiać (remontować).

Wiedza więc istnieje raczej w świecie (w chmurze – tak byśmy określili obecnie) niż w indywidualnej głowie osoby. Tak jak pula genowa istnieje w populacji a nie osobniku. Wiedza jest cechą kolektywną. Poziom wiedzy w danej kulturze czy cywilizacji bardziej zależy od kolektywnego współtworzenia i przechowywania tej wiedzy niż od geniuszu jednostek. Przynajmniej obecnie tak jest. Zbyt dużo i zbyt szybko się zmienia, aby można było w pełni odwzorować  ją w głowie jednego człowieka. Uczeń, student, dorosły i czynny zawodowo człowiek powinien umieć szukać wiedzy, umieć ją tworzyć (współtworzyć) we współpracy z innymi. I to tworzyć nie tylko na własnym dysku (w głowie, zapisane w neuronach), ale w chmurze, w świecie zewnętrznym. A więc musi umieć nie tylko uczyć się ale i komunikować się z innymi osobami w realu (tak jak przed wiekami face-to-face, w kulturze oralnej), jak i w konfrontacji z zasobami pisanymi (uwspólniona wiedza wielu pokoleń), a teraz także z zasobami cyfrowymi, dostępnymi przez internet.

Najdawniej jedynym repozytorium wiedzy plemiennej była pamięć starców. Stąd potrzeba ciągłego opowiadania i powstanie różnorodnych technik zapamiętywania, z muzyką, malowidłami i poezja włącznie. Później obszerniejszymi repozytoriami wiedzy stały się biblioteki, gromadzące rękopisy a potem książki drukowane. Żeby skorzystać z biblioteki trzeba się było nauczyć się czytać i korzystać z bibliotek. Umieć korzystać i mieć dostęp. Druk umożliwił szerszy dostęp do wiedzy uwspółnionej większej liczbie chętnych. To w konsekwencji przyspieszyło rozwój cywilizacji i… szybsze tempo dezaktualiowania się wiedzy. Teraz mamy internet i ciągle rosnące zasoby cyfrowe. Musimy umieć korzystać z tego repozytorium i mieć do niego dostęp (w sensie wykorzystać informacje). Mieć realny dostęp to coś więcej niż fizyczne podłączenie do internetu. Tak jak konserwa w puszce – niby masz w ręku, ale bez otwieracza nie masz dostępu do środka, aby zjeść zawartość.

Celem więc kształcenia (nauczania) jest nie tylko nauczyć myśleć ale i nauczyć dostępu do ogólnoludzkiego repozytorium. Szkoła, niezależnie od poziomu, ma teraz ważniejsze zadanie niż tylko przekazanie wiedzy. Musi wdrożyć do procesu zdobywania wiedzy. Szkoła teraz daje wędkę a nie samą rybę. Jak sprawdzić, czy szkoła (uniwersytet) spełnia swoją funkcję? Nie da się zważyć się ilości ryb, trzeba sprawdzić czy uczeń ma wędkę i czy umie się nią posługiwać. To znacznie trudniejsze. Uczenie to wywoływanie rezonansu w drugiej osobie.

Konektywizm to nowa teoria nauczania, sformułowana niedawno (2005) przez kanadyjskich badaczy , Georga Siemensa i Stephena Downesa , lepiej opisująca edukacyjną rzeczywistość niż jej poprzedniczki: behawioryzm, kognitywizm czy konstruktywizm.

sobota, 8 czerwca 2013

Studenci o dużej i autentycznej ciekawości

(fot. Przedszkole nr 37, 2013 r.)
Mam to wielkie szczęście, że od początku swojej pracy mam kontakt z bardzo różnymi studentami, od przedszkolaków aż po seniorów. To wielka przyjemność uczenia się razem. Przy tak zróżnicowanej publiczności uczę się słuchać. Są to także różne formy: tradycyjne wykłady, zajęcia terenowe czy ostatnbio także... kształcenie przez internet.

Trudno bowiem popaść w rutynę i schematy. Opowiadam o tym, co mnie ciekawi, co odkrywam, co ostatnio przemyślałem. Ale trzeba to opowiedzieć różnej publiczności. Trudne zadania rozwijają.

Po spotkaniach i wykładach w terenie pozostają czasem zdjęcia, czasem pisemne podziękowania, a zawsze doświadczenie i miłe wspomnienia.





piątek, 31 maja 2013

Chruściki wód bieżących Polski

(Rzeka Narewka, fot. L. Pietrzak)
Chruścikami wód płynących zainteresowałem się jeszcze na studiach. Dołączyłem do badań nad bezkręgowcami wodnymi rzeki Pasłęki. Tak powstała moja praca magisterska, poświęcona chruścikom rzeki Pasłęki. Póżniej jeszcze kilkakrotnie wracałem do badań różnych typów wód płynących: strumieni, górskich potoków, rzek dużych i małych.

Ostatnio zebrało się sporo materiału z rzek całej Polski. Przymierzam się do syntetycznej monografii na ten tamat, z uwzględnieniem aspektu biomonitoringu.
(Rzeki i strumienie Puszczy Białowiesiej)
Strefowośc w ciekach i wodach stojących, schema z jednej z moich publikacji. Strzałkami zaznaczone kierunki migracji fauny, co miałoby tłumaczyć obecnośc gatunków przypadkowych w danych strefach.

Schemat sukcesji w rzece (z mojej publikacji), porównywane do sukcesji w jeziorze (inny schemat).


Ważniejsze dotychczasowe publikacje, odnoszące się do chruścików wód bieżących
  • Czachorowski S., 1988. Caddis larvae (Trichoptera) of the River Pasłęka (Northern Poland). Acta Hydrobiol., 30 (3/4): 393 - 409. 
  • Czachorowski S., 1989. Differentiation of the Hydropsychidae larvae (Insecta, Trichoptera) in the Pasłęka River as a result of avoidance of trophic competition. Pol. Arch. Hydrobiol., 36, (1): 123 - 132. 
  • Czachorowski S., 1993. Siedliskowe rozmieszczenie larw chruścików (Trichoptera) w Karkonoszach. W: Geoekologiczne problemy Karkonoszy, część II. (red. J. Sarosiek) Ekologia roślin i zwierząt. Wyd. Uniw. Wrocław., str.: 245-251. 
  • Czachorowski S., K. Lewandowski, A. Wasilewska. 1993. The importance of aquatic insects for landscape integration in the catchment area of the River Gizela (Masurian Lake District, North-eastern Poland). Acta Hydrobiol., 35: 49-64. 
  • Czachorowski S., 1995. Chruściki (Trichoptera) Bagien Biebrzańskich - wyniki wstępnych badań. Fragm. faun., 37: 427-438. 
  • Czachorowski S., M. Moroz, 1997. Materiały do znajomości chruścików (Trichoptera) Białoru-si. Przeg. przyr. 8: 113-120. 
  • Czachorowski S., 1997. Pierwsza informacja o chruścikach Trichoptera Ziemi Lubuskiej. Przeg. Przyr. 8:145-146. 
  • Czachorowski S., O. Alexandrovich, P. Buczyński, A. Kurzątkowska, R. Stryjecki, 1998. Mate-riały do znajomości owadów i pajęczaków rezerwatu “Las Warmiński” (Pojezierze Olsztyńskie). Parki nar. i Rez. przyr., 17: 75-86. 
  • Czachorowski S., P. Buczyński, 1999. Uwagi o chruścikach (Insecta: Trichoptera) Poleskiego Parku Narodowego i jego okolic. Parki Nar. i Rez. Przyr.,18: 103-110. 
  • Raczyńska M., J. Żurawska, S. Czachorowski, 2000. Chruściki dwóch rzek Niziny Szczecińskiej (północno-zachodnia Polska). Przeg. Przyr., 11: 15-23. 
  • Czachorowski S., P. Buczyński, R. Stryjecki, 2000. Chruściki (Trichoptera) Parku Krajobrazowego Lasy Janowskie. Parki Nar. Rez. Przyr., 19: 65-84. 
  • Czachorowski S., K. Frąckiel, 2003. Nowe i prawdopodobnie jedyne stanowisko Semblis phalaenoides (Linnaeus, 1758) (Trichoptera: Phryganeidae) w Polsce. Wiad. entomol., 22 (3): 169-172. 
  • Czachorowski S., P. Buczyński, 2004. Chruściki w krajobrazie rolniczym: larwy Trichoptera Krzczonowskiego Parku Krajobrazowego (południowo-wschodnia Polska). Parki nar. Rez. Przyr., 23: 93-110. 
  •  Piotrowska K., S. Czachorowski, 2004. Ekologiczna charakterystyka rozmieszczenia chruścików (Trichoptera) Doliny Narwi w okolicach Łomży i Wizny. Wiad. Entomol., 23 Supl. 2: 187-188. Czachorowski S., L. Pietrzak, 2004. Chruściki (Insecta: Trichoptera) Olsztyna i Złocieńca w północnej Polsce. W: P. Indykiewicz, T. Barczak (red.). Fauna miast Europy Środkowej 21. wieku. Wyd. LOGO, Bydgoszcz, s: 187-197. 
  • Czachorowski S., E. Serafin, 2004. The distribution and ecology of Hydropsyche bulgaromano-rum and Hydropsyche contubernalis (Trichoptera: Hydropsychidae) in Poland and Belarus. Lauterbornia, 50: 85-98. 
  • Czachorowski S., 2004 The last natural River of Eastern Europe? Caddisflies (Trichoptera) of the Neman River. Latvijas Entomologs, 41: 44-51. 
  • Czachorowski S., Małek J., 2004. Chruściki (Trichoptera) okolic Wzniesień Górowskich. Nowy Pam. Fizjogr., 3: 81-94. 
  • Pietrzak L., S. Czachorowski, 2004. Stopień zagrożenia Leptocerus interruptus (Fabricius, 1775) (Trichoptera: Leptoceridae) w Polsce. Wiad. Entomol., 23: 163-167. 
  • Czachorowski S., K. Piotrowska, 2006. Chruściki (Trichoptera) Doliny Narwi między Wizną a Łomżą – ekologiczna charakterystyka rozmieszczenia [Caddis flies in the Narew River’s Valley between Wizna and Łomża – an ecological characteristic of distribution]. Drozdowskie Zesz. Przyr., 3: 13-35. 
  • Czachorowski S., Veith M., 2006. Chruściki (Trichoptera) środkowego odcinka rzeki Łupawy. W: Sobisz Z. (red.) Różnorodność biologiczna, flora i fauna, bioindykacja, ochrona przyrody. Akademia Pomorska w Słupsku, Słupsk, str.: 69-73.
Rzeka Ełk, na ekspedycji naukowej ze studentami.


czwartek, 30 maja 2013

Elementy studenckiej ewaluacji

Różne są formy studenckiej ewaluacji. Najszybsza - to reakcja w czasie zajęć. Widać na sali wykładowej czy słuchają czy też brak kontaktu. W czasie ćwiczeń i zajęć seminaryjnych widać to po zaangażowaniu i udziale w dyskusji. W końcu w ostatnich latach, po zakończeniu zajęć, odbywają się anonimowe i ankietowe formy ewaluacji. Czasem elementem ewaluacji jest podziekowanie docierajace po latach, z dłuższej perspektywy zawodowej i edukacyjnej.

Jedną z form ewaluacji są różnorodne, mniej lub bardziej dowcipne, podziękowania na zakończenie projektów czy konferencji studenckich. Ewaluacja nie jedno ma imię...







sobota, 11 maja 2013

Od newslettera do bloga

Dawno, dawno temu ludzie ze sobą głównie rozmawiali. Wymagało to bezpośrednich kontaktów. Wiedza gromadzona była w głowie i w pamięci. Z czasem zaczęto pisać książki, stanowiące niejako podsumowanie i zebranie całej wiedzy na dany temat. Zbieranie danych do książki i samo jej pisanie zajmowało dużo czasu.

Pierwsza strona newslettera Aretuza, poświęconego
interdyscyplinarnym badaniom źródlisk.
Później naukowcy zaczęli pisać do siebie listy. Umożliwiło to dialog na odległość. Z czasem z listów powstały typowe czasopisma naukowe, relacjonujące pojedyncze odkrycia i obserwacje lub powstające hipotezy i teorie. Przyspieszyło i rozszerzyło to znacznie obieg informacji naukowych. A w konsekwecji przyspieszyło rozwój nauki i postęp technologiczy. Proces ten możliwy był dzięki taniej produkcji papieru i powszechmego wykorzystania prasy drukarskiej. Książki i podręczniki nadal były elementem podsumowującym i scalającym wiedzę. Książki zgromadzone w bibliotekach nadal były głównym i najważniejszym repozytorium wiedzy całej ludzkości.
Końcowa strona newslettera Aretuza, ze stopką redakcyjną.
Cykl wydawniczy czasopisma trwał wiele miesięcy (pamiętam ten proces z początków mojej pracy zawodowej). Napisanie na maszynie tekstu, wysłanie do redakcji, przekazanie do recenzji, przesłanie uwag recenzetów do autora, poprawki i uzupełnienia, ponowne przepisanie i wysłanie do redakcji, łamanie tekstu, drukowanie. W gorącym i stale przyspieszającym XX wieku ta solidna powolność stała się niewystraczająca. Zwłaszcza, że nauka stawała się coraz bardziej globalna i międzynarodowa. Naukowcy spotykali się na konferencjach i sympozjach, gdzie mogli na bieżąco wysłuchać referatów i obejrzeć postery, czyli zapoznać się z najnowszymi pracami kolegów po fachu. Między konferencjami komunikowali się poprzez stale rosnącą liczbę różnorodnych i coraz bardziej specjalistycznych czasopism naukowych: roczników, półroczników, kwartalników. Miesięczniki naukowe to niezwykła rzadkość i raczej odnoszą się do aspektów upowszechniania i popularyzacji wiedzy.

Wraz z pojawieniem się kserokopiarek powstały newslettery (głowna zaletą była szybkośc i częstość wydawnia). Mała poligrafia z kserokopiarką w tle otworzyła naukowcom nowy i jeszcze szybszy sposób komunikacji. Newslettery to mniej nobliwe czasopisma naukowe do szybkiej wymiany myśli i informacji. Ja po raz pierwszy spotkałem się z takim newsletterem w formie "Trichoptera Newsletter", wydawanego przez prof. Hansa Malicky'ego z Austrii, a przeznaczonego dla trichopterologów z całego świata (jest nas niewielu, może jakieś 300-400 osób na całym świecie). Były tam zamieszczane adresy naukowców, spisy najnowszych publikacji, informacje o konferencjach, spotkaniach, stażach oraz krótkie doniesienia. Czyli wszystko to, co niezbędne było do codziennej pracy i poszukiwań materiałów źródłowych. Z czasem ten newsletter zmienił się w typowe czasopismo - rocznik Braueria. Później korzystałem z newslettera bentologicznego DNO.
Pierwsza strone newslettera Trichopteron.

Ostatnia storna newslettera, ze stopką redakcyjną.
Sam również zainicjowałem i wydawełem kilka newsletterów, składanych już na komputerze i w prostych edytorach tekstu. Komputery jeszcze bardziej ułatwiły małą poligrafię. Wszystko, łącznie ze składem i wydrukiem, można było zrobić samemu w pokoju na uczelni. Najpierw był to newsletter informacyjny Regionalnego Centrum Edukacji Ekologicznej, potem już bardziej naukowa Aretuza, która poświęcona była interdyzcyplinarnym badaniom źródlisk Polski. Newsletter Aretuza służyl przygotowaniu konferencji i wydaniu monografii. Drugim, najdłużej wydawanym newsletterem naukowym, był Trichopteron, który z czasem przerodził się w newsletter międzynarodowy (poza wersją papierową był głownie udosteniany w wersji pdf na różnych stronach internetowych). W międzyczasie - w ramach współpracy z wydawnicwtem edukacyjnym, redagowałem newsletter dla nauczycieli - "Żołędziakowe ABC". Był to newsletter o dużym nakładzie i drukowany w drukarni a nie małej poligrafii na drukarce koputerowej i kserokopiarce. Był jeszcze newsletter rodziny - Czachorowiada -służący poszukiwaniom genealogicznym.

Upowszechnienie się internetu stworzyło zupełnie nowe możliwości. Tradycyjne listy zastąpione zostały szybką i tanią pocztą elektroniczną a robocza dysksuja naukowa zaczęła się systematycznie przenosić do internetu. Powstawały różnego rodzaju fora dyskusyjne (sam załozyłem dla chruścikarzy). Obecnie rozwijają się specjalistyczne portale społecznościowe. Nawet na Facebooku jest międzynarodowa grupa trichopterologów).

Internet przejmuje także rolę repozytoriów wiedzy. Przykładem jest Wkipedia (sam się tam udzialam, m.in tworząc hasła poświęcone chruścikom i hydrobiologii) i projekty pokrewne czy rodzimy portal Przyroda Warmii i Mazur, rozwijany przez olsztyński oddział PTTK (współtworzę treści przyrodnicze jako członek redakcji). Już nie jedna książka ale baza wiedzy. Naukowcy również wykorzystują te możliwości, tworząc specjalistyczne bazy danych i informacji. W odniesieniu do chruścików jest to np. Trichoptera World Checklist.

Moje newslettry, które redagowałem i wydawałem:
  •  „Biuletyn RCEE” w Olsztynie (9 numerów, 1997-99), 
  • „Aretuza” (5 numerów, 1997-99), 
  • „Żołędziakowe ABC” (2000-2001, 5 numerów, ISBN 83-7140-150-4),
  • "Czachorowiada" (cztery numery w 2002 roku)
  • „Trichopteron” (2002-2007, 24 numery, ISSN 1733-5558 ).
Newsletter rodu Czachorowskich, Czacharowskich i Ciachorowskich,
wywodzących się z mazowieckiego Cachorowa. 

Doskonalenie się technologii IT i coraz lepsze oprogranmowanie sprawiło, że i newslettery stały się przestarzałe. Jeszcze szybszym i wygodniejszym sposobem komunikacji naukowej stały się blogi, w tym blogi naukowe. Komunikacja naukowa coraz bardziej przenosi się do internetu. Coraz więcej czasopism nie tylko tworzy wydania elektroniczne ale niektóre rezygnują już całkowicie z wersji papierowej. Podobnie z książkami i e-bookami. Natomiast zupełnie nowym zjawiskiem są różnorodne internetowe  bazy wiedzy, stale uzupełniane i aktualizowane. Nie wiadomo jak te nowości liczyć w dorobku naukowym, bo nie mieszczą się w utartych schematach punktacji i wartościowania wkładu naukowego. Osobiście sądze jednak że zamiast dostosowywac swa aktywnosć do utartych schematów i dobrze nagradzanych, lepiej poszukiwać czegoś nowego i awangardowego. Nawet jeśli jest to kosztem bieżącej oceny zawodowej i kosztem awansu. Przecież głównym celem pracy naukowej jest nieustanne poszukiwanie i praca dla przyszłości. Dziś niezrozuiałe i poza schematami, jutro "na topie".

Po doświadczeniach z newsletterami ostanio przerzuciłem się na blogi naukowe. Świat zmienia się jednak tak szybko, iż nie wiem czy jest to ostatnie słowo czy też za kilka lat dyskusja naukowa nabierze zupełnie innego wymiaru i nośnika.

środa, 8 maja 2013

O tym jak nauczyłem się kreatywności

(W czasie zbiorowego malowania, zainicjowanego przez prof. Geno Małkowskiego, fot. W. Brudek http://www.olsztyn24.com/?)
W czasach nadmiaru i pośpiechu kreatywność jest w cenie, bo jest zagrożona i deficytowa. Natłok informacji i łatwy do nich dostęp, m.in. dzięki internetowi, sprawia, że ślizgamy się jedynie po powierzchni. Brakuje nam czasu na wyciszenie, kontemplację i rozwój kreatywności. 

Bez wątpnienia kreatywność jest moją mocną stroną. Czasem przeszkadza, bo w głowie rodzi się zbyt dużo pomysłów, których potem nie jestem w stanie zrealizować (np. spisać w formie publikacji). Tylko w pracy zespołowej, te poczęte ale nie narodzone pomysły, mają szansę być zrealizowane...

Ja miałem to szczęście, że młodość przypadła na  biedne czasy. Zdecydowaną większość zabawek trzeba było wymyśleć i zrobić sobie samodzielnie. Podobnie z zabawami. Nie było gotowych i pięknych opowieści w 3D czy gier komputerowych. Wakacje spędzałem na wsi. Tam też zabawek nie było. Ale można było robić zamki z gliny i osiedla lepiankowo-pueblowe nad rzeką, karabiny z patyka, bawić się w dom rzeczami ze złomu i budować domek na drzewie czy szałas z tataraku. Przyroda i "nuda" sprzyjała rozwojowi kreatywności.

(Z efektem mojej pracy - malowaną butelką. Zdjęcie powstało dla potrzeb jakiegoś wywiadu do prasy)
Już od przedszkola dużo rysowałem (tak jak większość dzieciaków), w zeszytach i na luźnych kartkach. Złożony rysunek, niczym wielowątkowy, jednostronicowy komiks czy panorama, powstawał stopniowo. Był jak współcześnie film przygodowy lub gra komputerowa. Tyle  że tworzony samodzielnie. W tamtym czasie w telewizji było dużo filmów wojennych, z Czterech Pancernych i Pies na czele. Było więc sporo rozwijających się w czasie rysunków z frontu, z czołgami, wybuchami. Zabawą było rysowanie, czasem ołówkiem czasem kredkami. Potem ludzików zastępowały myszki i szczurki, czyli były to fantazyjne wojny światów i wymyśłanie zupełnie nowych cywilizacji, inspirowanych przyrodą. Teraz mamy gotowe gry komputerowe z postaciami i fabułą wymyśloną do końca. Gotowe do konsumpcji ale nie do kreatywności i nie do tworzenia własnych światów.

Moja mama była krawcową. Była więc w domu kalka techniczna. Tworzyliśmy nowe postacie - odkalkowane postacie z książek (np. rycerze z podręczników do historii), potem ich kolorowanie kredkami. Bardzo dużo pracy i czasu na przygotowanie zabawek. Ale zabawą było tworzenie a nie tylko wykorzystywanie do zabaw. Potem wycinaliśmy takie figurki i bawiliśmy się, tak jak obecnie młodzi ludzie bawią się żołnierzykami czy w najróżniejszych grach komputerowych różnorodnymi wirtualnymi postaciami. Wtedy musieliśmy wymyśleć sobie zarówno postacie jak i historie. Po latach uświadamiam sobie, że w ten sposób ćwiczyłem wyobraźnię, umiejętność rysowania oraz tworzenie historii (opowiadanie). Inspiracją do zabaw i tworzenia postaci były książki. Lektura rozwija myślenie abstrakcyjne i wymaga skupienia, odizolowania się od świata, wewnętrznego wyciszenia. To sprzyja kreatywności.
(Malowanie na szkle i akcja z białym sznureczniem - stop narzekaniu)

Chyba w liceum zacząłem swoje pierwsze poważniejsze próby z rysowaniem i malowaniem sztalugowym. Chodziłem do ZOO by tam szkicować zwierzęta. Trafiłem do domu kultury, gdzie nauczyłem się podstaw warsztatu malarskiego. Tak powstały moje pierwsze obrazy olejne. W czasach licealnych pisałem wiersze. Stylistycznie podążając za epokami i utworami "przerabianymi" na lekcjach z języka polskiego. W liceum był i szkolny kabaret, szkolna gazetka ścienna. Były to pierwsze poważniejsze próby tworzenia, łącznie z debiutem w Szpilkach.

Wyćwiczona ręka i umiejętność rysunku bardzo przydawały się zarówno w klasie biologiczno-chemicznej jak i na studiach biologicznych. Bo biolog notuje rysując. Teraz oczywiście jest dużo łatwiej - bo szybko można zrobić zdjęcie, także i spod mikroskopu. Łatwo i szybko, ale mniej rozwija kreatywność.


(Malowanie smoków w Ornecie, technika uproszczonego batiku)

W czasie studiów kreatywność rozwijałem nieświadomie i przy okazji udzielając się w wolontariacie w studenckim Radiu Emitor, Klubie Docent itd. Na początku pracy zawodowej poszedłem na kurs szybkiego czytania Mind-Maping. Poza umiejętnością szybkiego czytania najważniejszym efektem było dalsze ćwiczenie kreatywności. 


(wspólne malowanie na olsztyńskim rynku)
Przed kilku laty wróciłem do malowania. Tym razem na szkle. Łącząc to z filozofią recyklingu i przywracania rzeczom wyrzuconym wartości i piękna. łączyłem dydaktykę z własna ekspresją. Odkrywałem, że człowiek lubi tworzyć, nawet jeśli są to tylko pierogi czy kapuśniak lub skopana grządka w gródku.


(Decoupage w Lamkowie - w roli ucznia)
Naukowiec ze swej natury musi być kreatywny. A uprawianie prawdziwej nauki wiąże się z ćwiczeniem kreatywności. Potrzeba tylko odrobiny wyciszenia i co jakiś czas "suszenia sieci". Rozmyślanie nad zebranymi danymi, pisanie publikacji, esejów, częste wykłady i referaty dla różnego grona odbiorców, nieustannie ćwiczą w wyszukiwaniu relacji między różnymi elementami, wyszukiwani podobieństw, ćwiczą w uogólnianiu i syntetyzowaniu. 

Na dodatek jestem ekologiem. Paradygmat ekologiczny to dostrzeżenie kontekstowości i relacji między różnymi elementami. Wszystko ze wszystkim i wszystko ze wszystkiego. To połączenie paradygmatu ekologicznego i ewolucyjnego. Kreatywność sprzyja badaniom naukowym, a badania naukowe i dyskusja sprzyja kreatywności. 

Kolejnym ćwiczeniem kreatywności były staże w przedsiębiorstwach i współpraca z szeroko rozumianą gospodarką.

(spotkanie w Collegium Copernicanum, fot. Z. Wojciechowska)